Dzień 1 

Wszystkich zaskoczyła informacja. Dla naszego osiedla – zupełna zmiana przyzwyczajeń – do tej pory wszyscy zawsze wjeżdżali samochodami – teraz spacery rodzinne i częstsze wyprowadzanie zwierząt domowych. Kiedyś grupy młodzieży z ukrywanym papieroskiem, piwem i czasami marihuaną teraz rodzinnie i domowo. Zamiast osobno – rodzice spędzają czas z dziećmi. Popularne żeby zdzwonić się z sąsiadami i wymienić plotkami.

Dzień 2 

Wszyscy mówią, że to przejdzie a i tak wszystkich spotykam w markecie. Każdy pakuje ogromne koszyki tego co daje się złapać na pustoszejących półkach. Dolewam też benzyny na full, bo nie wiadomo czy będzie w przyszłym tygodniu. Zdzwaniamy się z sąsiadami i wymieniamy informacji ile kilo kaszy i makaronu każdy ma w garażu. U niektórych – garaże wyglądają jak hurtownie spożywcze i alkoholowe.

Dzień 3

Spacery z dziećmi już nieco mniej modne. Widać jasny podział wiekowy w grupach tematycznych. Wracają grupki z papierosem i podkradanym z garażu piwkiem. Ponieważ pierwszy szok minął, w niektórych domach jasno zapalone światło i głośna muzyka – rozpoczynają się wieczorne imprezy. U nas przerabiamy muzykę lat 80, 90, 00, 10 i 20 – każdorazowo zmieniając kolor trunków. Odpadłem około 2 rano – chyba na koniec były tańce przy ognisku, bo widzę w ogródku jakieś pozostałości spalonego drewna.

Dzień 4 

Dochodzę do siebie po imprezie. Otwieram oczy po południu. Nikogo nie ma na spacerach. Na koniec dnia wyprawa po hamburgera do McDonalda – ci co mają samochody używają drive- through –  ja stoję w kolejce pomiędzy samochodami i robię bruu bruu do okienka i też odbieram na wynos.  Cały czas dominuje optymizm i nawet rodzaj pewności siebie u wszystkich.

Dzień 5 

Na osiedlu zebranie kryzysowe. Atmosfera jest gorąca, bo rottweiler sąsiadów kichnął i po burzliwej dyskusji został wyrzucony z osiedla. Właściciele chcieli protestować, ale ich samochody zostały spalone więc też musieli uciekać. Zostaje wprowadzona osiedlowa kontrola temperatury.

Już nikt nie chodzi na spacery.

Dzień 6

Markety padły. Podobno są zajmowane prze lokalne klany, które wprowadzają handel wymienny pozostałościami albo płatności w złocie. Z uśmiechem patrzę na 20 kg makaronów w garażu.

Dzień  7

W desperacji – kolejna impreza na osiedlu. Niektórzy nie tracą humoru i przychodzą w tematycznych maskach z weneckiego karnawału.

Dzień 8

Impreza na osiedlu – ciąg dalszy. Z uwagi na niepokojące doniesienia o odcięciu marketów i dostaw, jednogłośnie podjęto decyzję o przedłużeniu imprezy. Około północy przestaje nadawać telewizja, więc bawimy się dalej.

Dzień 9

Immmmmmpreee …osiedlooo . Daaaannce…

Dzień 10 

Dochodzę do siebie. Chyba wczoraj było ognisko, bo widzę znowu resztki spalonego drewna, ale nie widzę mojego drzewka w ogródku.  Na osiedlu alarmująca informacja – Mc Donald podobno zdobyty  i można tylko płacić złotem i diamentami.

Dzień 11

Wielka narada organizacyjna.  Dzielimy się na plutony i kompanie. Z szaf wyciągamy ciemnozielone i czarne kurtki oraz ciemne czapki. Żony zaczerniają nam twarze za pomocą brązowych i czarnych kolorów cieni do powiek. Opracowujemy plan taktyczny, i przygotowujemy wozy bojowe z SUV-ów.  Dzięki Bogu mamy nawet dwóch myśliwych na osiedlu z odpowiednim zapasem sztucerów i amunicji. Pod wieczór ruszamy na kampanię odwetową.

Wielki sukces!!!  o 19:00 – Zdobycie McDonald’a. Dzień kończy wielka impreza z hamburgerami (na początek).

Dzień 15  

Koniec dostaw prądu. Na szczęście jest jeszcze woda, ale tylko z jednej pompy. Organizujemy zewnętrzny handel wymienny  – szczególnie z klanem z marketu. Nasze hamburgery (mamy agregaty prądowe w barze i też nauczyliśmy się piec na drewnie) i frytki wymieniają się super – szczególnie na butelki, których już zaczyna brakować.

Dzień 16-19

Chyba impreza osiedlowa. Nie mam już żadnego drzewka w ogródku.

Dzień 23 

Uczymy się szyć i naprawiać różne rzeczy. Okazuje się, że mam wielkie talenty w wypiekaniu domowego chleba. Dzieci zaczynają uczyć się w osiedlowej szkole, a całość przypomina Jamestown pierwszych osadników.

Dzień 45

Na osiedlu pojawiają się wysłannicy klanu okolicznych rolników. Rolnicy wymieniają owce i ziarno na ubrania  i na hamburgery i zabawki. Uczymy się produkować bimber.

Dzień 55

Nie ma telewizji, nie ma Netflixa, nie ma prądu na gry w komórkach ani na PlayStation. Uczymy się innych rozrywek. Siadamy razem wieczorem przy świecach albo kominku i śpiewamy razem piosenki. Dużą popularnością cieszą się opowiadacze historii , których nagradzamy butelkami z bimbrem. Dobrze wymyślam i opowiadam historię, ale potem strasznie boli mnie głowa.

Dzień 65 

Organizacja kolonii w toku. Mamy drużyny rolnicze, zbieracze, pluton dalekiego zwiadu plądrujący resztki w okolicznych marketach oraz zespoły samoobrony. Na razie obowiązuje wspólnota żywnościowa i alkoholowa. W głosowaniu ogólnym przepadł wniosek o rozszerzenie organizacji o wspólnotę żon.

Dzień 265

Dziś zaczyna się orka. Udało się przerobić SUV-y na traktory i wyklepać pierwsze lemiesze, ale mamy też i pierwszego prawdziwego konia. Na razie zaoraliśmy części wspólne i plac zabaw dla dzieci i siejemy ozime. Na ogródkach domowych będą warzywa i jare. W dawnym pomieszczeniu ochrony radośnie beczą owce. Ponieważ robimy coraz lepszy bimber to mamy też dogadane, że dostaniemy zaraz dwa ule.

Dzień ….

Jak każdego dzień wstaje wcześnie rano a właściwie jeszcze w nocy bo trzeba wypiec chleb. Życie zaskakuje i teraz jest sielskie i radosne. Nigdy nie spodziewałem się, że proste prace mogą być o wiele bardziej przyjemne niż te biurowe i wirtualne. Rozproszony system demokratycznych kolonii stworzył nowa organizację społeczną, obowiązuje handel wymienny a nowy system społeczny preferuje osoby, które umieją coś zrobić a nie te, które mówią że umieją. Proste jedzenie, dużo pracy, świeże powietrze i te miłe beczenie owiec… Życie jest silniejsze i zawsze da sobie radę.

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *