Trudne jest życie energetyki jądrowej. Wymaga nieustannej uwagi, napięcia, wysokich umiejętności, a przede wszystkim konsekwencji i uporu w dążeniu do celu wraz z ciągłym samodoskonaleniem. Zadanie którego nie powstydzili by się japońscy rycerze wyznający kodeks bushido (niepisany kodeks moralny i drogowskaz działania samurajów). Poza doskonałym przygotowaniem technicznym wyznawali oni zasady sprawiedliwości, prawości i podporządkowania władcom i jednym z cytowanych zdań było „Skoro staliśmy się lepsi niż wczoraj, od jutra zacznijmy się doskonalić; przez całe życie, dzień po dniu, trzeba dążyć do perfekcji. To też nie kończy się nigdy” – jak ulał pasuje do konieczności rozwoju technologicznego. Interesujące były też niektóre niepisane zwyczaje – jak to, że nigdy nie atakowano wroga więcej niż w trójkę jednocześnie. To dlatego, choć czasem wydaje nam się śmieszne, oglądając stare filmy Kurosawy i patrząc na tłum atakujących samuraja, widać jak zamiast od razu rzucić się na niego całą masą , oni kolejno wysyłają do ataku maksimum trzech.

Polska energetyka jądrowa też stanęła naprzeciwko trzech przeciwników. Zagrożenia narastają z zachodu, ze wschodu i od środka – a każde niesie inne problemy. Nasz zachodni sąsiad Niemcy – postanowił całkowicie odciąć się od energetyki jądrowej. Decyzja o wyłączeniu niemieckich reaktorów jądrowych (natychmiastowo po Fukushimie w 2011, choć wcześniej planowano ich eksploatację do 2022) popierana jest przez większość pro-ekologicznie nastawionego społeczeństwa. Tam wierzy się w energetykę odnawialną – słonce, wiatr i wodę – nawet jeśli ma to znaczyć podwyżki cen energii i konieczność budowania zapasowych elektrowni na gaz.  Teraz polski program jądrowy jest solą w oku dwóch sąsiednich landów – które już wystosowały oficjalny protest, dodatkowo podpierany inicjatywami obywatelskimi – już chyba kilkadziesiąt tysięcy podpisów przeciw. Zgodnie z unijnymi regulacjami , Polska ma obowiązek przeprowadzić negocjacje transgraniczne dotyczące planowanego programu – ostatnio przedłużone do 30 stycznia 2012. Tu raczej trudno spodziewać się kompromisu i wyrozumiałości ze strony sąsiadów, bo naprawdę ekologia jest cennym atutem wyborczym w Niemczech i wobec tego żaden land tak łatwo nie zrezygnuje z zastrzeżeń. Polska będzie musiała stawić więc czoła zażaleniom do Komisji Europejskiej w Brukseli (prawdopodobnie możliwych do odrzucenia przy dobrej argumentacji – w końcu z drugiej strony granic Niemcy mają najbardziej „zatomizowany” energetycznie kraj świata – Francję,  gdzie ok 90 % produkcji pochodzi z elektrowni jądrowych). Tym niemiej – protesty z zachodu mogą spowodować perturbacje w harmonogramie czasowym, a co gorsze mogą być zeskalowane na poziom federalny (na razie protestują poszczególne landy i ich władze) i stać się oficjalnym stanowiskiem Niemiec, wywierającym presje na plany energetyczne Polski. Z drugiej strony (wschodniej) zagrożenia zupełnie inne, ale też poważne.  Rosja i jej reaktory jądrowe typu WWER, są coraz częściej kupowane na świecie i wciąż oddawane do eksploatacji. W przeciwieństwie do swoich największych technologicznych konkurentów (Westinghouse-Toshiba, GE-Hitachi czy francuska Areva) rosyjski sektor producentów rektorów trzyma się bardzo mocno, mając duży portfel zamówień zarówno w samej Rosji jak i w krajach mniej przejmujących się ekologią –to oni ostatnio uruchomili elektrownie w Iranie (rozpoczęta jeszcze przez Niemców w latach siedemdziesiątych za rządów szacha), a startują kontrakty na Białorusi i Ukrainie. Rosyjskie reaktory WWER stają się więc zaawansowane technologicznie (doświadczenia eksploatacyjne duże), a z drugiej strony znacznie tańsze od konkurencji. Zagrożenie więc jest takie, że w otwartym przetargu na technologie jądrową – ten typ reaktora może mieć duże szanse – strategicznie doprowadziło by to Polskę od uzależnienia od importu gazu jak dziś , po kolejny problem z uzależnieniem od technologii i dostaw paliwa uranowego. Problemy z zachodu i ze wschodu, nie lepiej od środka. Zagrożeniem paradoksalnie nawet nie jest opinia publiczna – choć w jednej z przewidywanych lokalizacji, mieszkańcy wystąpili gwałtownie przeciw. Wydaje się, że Polacy przy umiejętnie przeprowadzonej kampanii dali by się przekonać do sensownych argumentów na rzecz atomu. Szczególnie, że świadomość zagrożeń pakietu klimatycznego (m.in. opłaty za emisję CO2) i wysokich cen energii, są coraz bardziej intensywnie wyciągane na wierzch. Problemem są … poszukiwania gazu łupkowego. Intensywne wiercenia – które ostatnio może troszkę przyhamowały , ale jeśli zakończą się sukcesem, to Polska może stać się samowystarczalna gazowo-energetycznie. A z tego miejsca już tylko krok do powtórzenia obecnej strategii USA, gdzie stabilizacja cen gazu (notabene na znacznie niższym poziomie niż płaci obecnie Polska) uruchomiło lawinę projektów budowy bloków gazowo-parowych.

Program energetyki jądrowej w Polsce bacznie się więc rozgląda. Cały czas jest dla niej miejsce i to sensowne w strategicznym rozwoju kraju, bo ani zachodni sąsiedzi nam nie pomogą w rewitalizacji polskich elektrowni, a ich wiatraki w żadnym wypadku nie rozwiążą naszych problemów. Możliwości budowy bloków na węgiel są ograniczone pozwoleniami na emisję CO2 i mimo kryzysu, na razie nie widać by Europa z tego ekonomicznego kagańca nałożonego na własną gospodarkę łatwo zrezygnowała. Opieranie się na importowanych dostawach gazu jak widać prowadzi przede wszystkim do wysokich cen, i nawet nie zmieni tego zmiana dostawcy, bo jak zwykle w gospodarce jeśli chce się coś kupić co jest bardzo potrzebne, to wszyscy mogą sprzedać, ale bardzo drogo. Nasza własna droga do gazu łupkowego, nie jest też usłana różami – od problemów ekonomicznych po ostatnie perturbacje korupcyjne – optymistyczne harmonogramy roku 2014 będzie chyba trudno zrealizować. Dlatego wciąż jest umiarkowanym optymistą, a przynajmniej nie skrajnym pesymistą co do pierwszego polskiego jądrowego bloku energetycznego, aczkolwiek chyba raczej niemożliwe że w 2020 bez opóźnienia. No i zawsze jak w kodeksie bushido, należy cieszyć się że przeciwników tylko trzech … bo z taka liczbą energetyka jądrowa jeszcze ma szanse sobie poradzić.

Jeden komentarz do “Energetyka jądrowa – atakowana z zachodu, wschodu i od środka …”

  1. Francuzom nie pasuja lupki, Niemcy nie chca atomu, a praktycznie calej Europie nie podoba sie wegiel.

    Trzeba nauczyc sie stawiac odpor, bo inaczej czeka nas „wariant Kononowicz”.

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *