Kilka lat temu słyszałem historię starszego pana, który pierwszy raz założył konto bankowe. Do tej pory przyzwyczajony był on do comiesięcznej wizyty listonosza, starannego odkładania odpowiednich kupek  banknotów jako wydatków na kolejne tygodnie oraz trzymania prywatnego sejfu w postaci małej skrzyneczki na pawlaczu. Teraz z impetem wkroczył w nowoczesny świat bankowości, na początek nawet nie tej w pełni elektronicznej, ale z długim cyfrowym numerem konta i kolorową kartą kredytową z własnym nazwiskiem. Według zapowiedzi miało to mu pomóc (to był czas odszkodowań za wojenną zawieruchę) i być łatwiejsze, wygodniejsze, a co więcej na koncie miały się pomnażać środki. Starszy Pan … zadziałał jak umiał , zachęcony kolorowym bankowym marketingiem, wyszedł na ulice, zobaczył zaraz przy drzwiach bankomat, włożył swoja nową, świeżutką kartę i … pamiętając dokładnie wbijany wcześniej do głowy przez Panią z okienka PIN – wypłacił  pieniądze w nowoczesny sposób. Zachęcony sukcesem w niespodziewanym deszczu gotówki (dotychczas trzeba było czekać na listonosza)  , zrobił więc coś co umiał najlepiej. Pieniądze wypłacone z bankomatu zaraz z powrotem wpłacił na konto, no bo jak się dostało pieniądze niespodziewanie to można je odłożyć na gorsze czasy.  Jak zadziałało – zaczął powtarzać te operacje z prędkością światła i przez następne dni prowadził powtarzalną bankową procedurę „wypłata z bankomatu – wpłata na konto – wypłata z bankomatu – wpłata na konto …” w nadziei, że wreszcie odkrył coś fajnego w tym nowoczesnym świecie. Salda operacji na rachunku bankowym po stronie „ma” i „nie ma” rosły liniowo, a ponieważ był to czas jeszcze dodatkowej prowizji za wyciagnięcie pieniędzy z konta kartą – bank był zadowolony i wszystko właściwie grało , dopóki jakaś litościwa i naprawdę mądra i miła Pani z okienka bankowego , spojrzała na to wszystko i podczas kolejnej próby wpłaty – porozmawiała i wytłumaczyła starszemu Panu dokładnie jak ten świat jest dziś zbudowany. Wielkie było rozczarowanie że to jednak nie Niemcy te pieniądze dawali i trochę płaczu, że bankowe prowizje zjadły dużą część emerytury, ale i bolesna lekcja (na naukę nigdy nie jest za późno) … że za darmo i tylko za pomocą nowoczesnego świata to jednak nic się nie wytworzy.

Ze starszych Panów można się śmiać, jak też  ze wszystkich, którzy są nienowocześni i nie rozumieją jak świat się zmienia i jak wchodzą nowe technologie. Ale czy tak naprawdę (jak u Gogola) … nie śmiejemy się sami z siebie ?  Przez serwisy informacyjne i wiadomości ministerialne przetacza się dyskusja – jak za chwile powinny obniżyć się nasze rachunki za energię elektryczną. Rynek konkurencyjny jest faktem , możemy zmienić sprzedawcę i pojawiają się nowi gracze, a nawet dawne firmy pokazują nowe oferty (w tym czasami nawet energię za darmo). Ceny energii na rynku hurtowym rekordowo niskie. Średnia dobowa nawet minimalnie poniżej 160 PLN/MWh. Sytuacja nagle się odwróciła – Urząd Regulacji Energetyki utrzymywał obowiązek taryfowania (zatwierdzania stawek dla odbiorców indywidualnych) i corocznie powoli zmuszał koncerny do obniżenia swoich apetytów na podwyżki. Teraz URE, jak i nieoficjalnie w komunikatach nawet rząd, trochę zmienia stanowisko i z jednej strony zachęca do konkurencji i jednocześnie prosi koncerny aby obniżyły stawki, bo nagle wszyscy jak jeden mąż ogłaszają, że utrzymają swoje stare stawki  bez podwyżek i wszyscy powinni być wdzięczni.  W ogólnych informacjach wszystko wygląda dobrze i już zaczynamy liczyć ile zostanie w naszych kieszeniach i jak wspaniale ten nowy rynek działa, a niektórzy z „zielonej strefy” zachęcająco mówią, że wszystko to za mało, bo jest wielka okazja na tanią energię jeśli zaczniemy ja zaraz produkować w domu z paneli fotowoltaicznych, przydomowych wiatraków czy miłych dla sąsiadów biogazowni.  Jednocześnie cały czas cash flow i wyniki koncernów energetycznych utrzymują się na bardzo dobrym poziomie, firmy notują zyski i utrzymują przyzwoite kursy akcji . No normalnie … perpetuum mobile … powinniśmy tylko ten rynek dalej i dalej rozwijać …

Tylko jednak jak ta miła Pani z kasy w banku, jak popatrymy dokładnie w słupki to numerki się zgadzają,  ale sama idea w długim terminie to już trochę mniej.  Niska cena na rynku hurtowym jest utrzymywana przez coraz bardziej pędzący ku katastrofie rynek energii, gdzie w cenie nie widać już żadnych nowych inwestycji (koncerny nie budują nowych elektrowni),  powoli usuwane są wydatki na modernizacje i remonty (dziś nie trzeba , może w przyszłym roku) a i dodatkowo pozytywny przychód z zielonych certyfikatów – które w wersji koncernowej znaczą współspalanie drewna i produktów drewnopochodnych w kotłach węglowych.  Niska cena i potencjalne możliwości oszczędności są więc tylko iluzją bo oznaczają w rzeczywistości zatrzymanie inwestycji, a za chwile też i zatrzymanie remontów.  Krótkoterminowo jest to bardzo skuteczne, tak jak podbieranie gotówki z bankomatu albo chwilówki zdesperowanej gospodyni. W perspektywie kilku lat oznacza to pewnie katastrofę, ale zapewne niewiele osób patrzy tak daleko.

Cieszę się też z opłacalności zielonej energii i nowych możliwości prosumenta. W końcu nie ma jak energia dotowana i gwarantowana i jeśli na przykład rząd za pomocą specjalnych ustaw dopłaci nam 2-3 a może i 5 razy do naszej indywidualnie produkowanej energii, to rzeczywiście można powiedzieć że znaleźliśmy źródło taniej energii. Wszyscy korzystający z hojnych dotacji powinni być szczęśliwi , a w statystykach można pokazywać kolorowo rosnące słupki. Tylko dlaczego czuje jakiś podświadomy niepokój, że coś się nie zgadza. Dlaczego – teraz poziom europejski – na szczycie mówi się o konieczności obniżenia cen energii (europejski przemysł padł, a za chwile pada i w ostatnich rubieżach, rynek Polski i Europy wschodniej, bo energia to znaczący składnik kosztów). Narzekania i silne postanowienie o konieczności zmian …. I, jak przyznają nawet polscy ministrowie, kompletna bezsilność bo zaraz też ukażą się kolorowe broszurki o tym, że energia odnawialna to zyski i nowe miejsca pracy i nadzieja na wspaniały świat i konieczność podnoszenia wskaźników zmniejszania emisji CO2 (na posiedzeniach Komisji znowu naciski na zwiększenie celów 2035).  Nie ma najmniejszego problemu – energia zielona jest czysta , miła i cenowo bezkonkurencyjna – jeśli oczywiście rząd zapewni jej wysokie dotacje. Tylko, choć tych pytań nikt na komisjach nie powinien zadawać, …. skąd te pieniądze na dotacje ….. i dlaczego znowu minister finansów mówi o nowej ustawie VAT i o tym, że niestety nie da rady nic obniżyć w naszych podatkowych stawkach (ale za to uprościmy system i zniknął ulgi) .

Kto za to zapłaci? …. Pytanie nie od dziś doczekało się odpowiedzi i nie tylko w polskich filmach.  Rok 2013 prawdopodobnie przejdzie do historii jako koniec epoki zatwierdzania taryf i rozkwit wolnego rynku energii w Polsce. Coraz więcej osób zmieni sprzedawcę, firmy będą konkurować ze sobą, ceny hurtowe pikują w dół.  Koncerny energetyczne dalej obniżają koszty, a tania energia z zielonych instalacji będzie coraz częściej wprowadzana na rynek. Wskaźniki, słupki i raporty są optymistyczne.  My nawet dostaniemy eleganckie foldery z propozycjami nowych umów i energetycznych bonusów. … Starszy Pan też się cieszył jak widział pieniądze wysuwające się z bankomatu ….

2 komentarze do “Energetyczne przekładanie z jednej kieszeni do drugiej …. a kto płaci ? (pytanie retoryczne)”

  1. Ma Pan rację Panie Konradzie.
    Uzupełniłbym tylko, że bazując na otaczającej nas wiedzy z mediów, można stwierdzić, że sektor energetyczny będzie się w Polsce doskonale rozwijał.
    Jednak patrząc na ceny akcji PGE, czy Tauronu widać spadki. Gdy porównamy obecne ceny na giełdzie z cenami emisji. Oznacza to, że rynek, a właściwie – ludzie którzy obserwują branże, nie widzą obecnie w branży energetycznej dużych szans wzrostu.

  2. energetyka nie jest najciekwaszym miesjcem do uzyskiwania zysków – szczególnie przy tak duzym ryzyku regulacyjnym (np. ceny CO2). Dodatkowo – inwestor patrzy na cash flow i zyski – dla PGE – to jedyna firma która ma nadwyżkę (dużą) produkcji nad dystrybucją – jak spadaja ceny hurtowe – spada ich zysk (inaczej niz Energa np. gdzie dominuje dystrybucja – wiec natychmiast rosnie marża bo ceny dla końcowych uzytkowników stałe). Inwestorzy też (w znizkach) dyskontuja ze spółki beda zmuszone do inwestycji (nowe elektrownie) a ceny obecne nie daja z inwestycji zwrotu – cały wiec rynek jest ustawiony tak ze branza jest pod kreska

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *