Energetyczne podróże …..Brazylia ….

Jest taki kraj , który kiedyś kojarzył się tylko z piłką nożną , sambą i egzotycznymi znaczkami pocztowymi …a teraz jego nazwa jest w akronimie BRIC – stowarzyszeniu najbardziej dynamicznie… /czytaj więcej/

Energetyczne podróże …..Brazylia …. Energetyczne podróże …..Brazylia ….

Energetyczne podróże … Rosja …

„Rosji arszynem nie zmierzysz i rozumem nie pojmiesz” – wszyscy Rosjanie znają ten cytat i czują go we wnętrzu swojej duszy. Wcześniej czy później udziela się każdemu, kto podróżuje po… /czytaj więcej/

Energetyczne podróże … Rosja … Energetyczne podróże … Rosja …

„Prąd w Polsce będzie najdroższy ” – właściwie już jest

Pojawiały się ostatnio wypowiedzi ekspertów i szefów różnego rodzaju zrzeszeń branżowych o zagrożeniu wzrostem cen prądu. Wg. Henryk Kaliś (Forum Odbiorców Energii i Gazu) – w ciągu 4 lat… /czytaj więcej/

„Prąd w Polsce będzie najdroższy ” – właściwie już jest „Prąd w Polsce będzie najdroższy ” – właściwie już jest

Konferencja klimatyczna w Durbanie …. porażka ogłoszona wielkim zwycięstwem …

Właśnie z soboty na niedziele zakończyła się światowa konferencja w Durbanie – wielka konferencja klimatyczna będąca kontynuacją przełomowego spotkania w Kioto (1990) kiedy część państw… /czytaj więcej/

Konferencja klimatyczna w Durbanie …. porażka ogłoszona wielkim zwycięstwem … Konferencja klimatyczna w Durbanie …. porażka ogłoszona wielkim zwycięstwem …

PKP – hi-tech podróż magiczna …

Mocno i szybko zmienia się nasza kolej krajowa – nawet jeśli nie widać tego na pierwszy rzut oka. Zazwyczaj krytyczne komentarze muszą wcześniej czy później ustąpić miejsca pochwałom, aprobacie… /czytaj więcej/

PKP – hi-tech podróż magiczna  … PKP – hi-tech podróż magiczna  …

Energetyczne prognozy na Nowy Rok 2012 …

Już za chwile Sylwester i Nowy Rok – widać to w Zakopanem. Jeszcze dwa dni temu pusto i cicho, teraz tysiące turystów dotarło samochodami, pociągami, autobusami a może i pieszo , blokując doszczętnie… /czytaj więcej/

Energetyczne prognozy na Nowy Rok 2012 … Energetyczne prognozy na Nowy Rok 2012 …

Będzie drożej ale i lepiej …. konkurencja na naszych rachunkach za prąd.

Kategorie: Energetyka

Pogłoski o zniesieniu obowiązku zatwierdzania taryfy G dają szanse na lepszą obsługę klienta

W starych, dawnych czasach komunistycznych zawsze było tanio. Regulowane ceny i nacisk na dobro klasy pracującej prowadziło do trzymania cen podstawowych produktów na jak najniższym poziomie.  Wszystko było wiec tanie … i beznadziejne. Poza octem, chlebem i coca –colą , która pojawiła się gdzieś pod koniec lat 70-tych, wszystko inne lichej jakości, no może z wyjątkiem szynek i baleronu, które wyrabiano wg dobrych komunistycznych parametrów tzn. 1,5 kg szynki z 1 kg mięsa, a nie jak obecnie zoptymalizowanych 3-4 kg. Z szynką jedyny problem był taki, że właściwie jej nie było, a pojawiała się w postaci dojścia do Pani ze sklepu lub handlu wymiennego na trampki albo papierosy, których znowu (lata 80-te) tezżnie było, bo były na kartki (ale z kolei z wymianą na wino). Handel nie był jak obecnie prostym i bezdusznym napełnianiem koszyków kolorowymi produktami w hipermarketach, ale skomplikowanym , wielowymiarowym procesem wymiany dóbr i usług, gdzie pozycja konwojenta w samochodzie dostawczym z mięsem była równoważna profesorowi uniwersytetu – oczywiście pod warunkiem, że był to profesor chemii i mógł załatwić cenną aparaturę do domowej produkcji drożdżowego alkoholu, gdyż w innym wypadku kadrze naukowej pozostało zaspokajanie mięsnych apetytów pasztetową, która jak to powszechna fama głosiła była produkowana z papieru toaletowego. Było to oczywistą nieprawdą , bo papieru nigdzie nie było – jedynie na wymianę na zapalniczki jednorazowe z przemytu. W zapalniczkach jednorazowych, znajdował się rzemieślniczo dorobiony specjalny zaworek do napełniania gazem, żeby w ten sposób polski patent i lokalne budki do napełniania zapalniczek, tworzyły niezapomniany koloryt polskiej ulicy lat 80-tych, z budkami z hot dogami (ale bez parówki tylko z pieczarkowym  farszem w środku), wódki Bałtyk, którą wycofano chyba z produkcji bo uszkodziła wzrok i jelita większości populacji i służby bezpieczeństwa na ulicach, która zwykle wieczorem zabawiała się w sprawdzanie dokumentów u młodzieży zaczynając od przyjacielskiego przeciągnięcia pałką po plecach i niżej. Kto wtedy żył wie, że to były najpiękniejsze czasy, w końcu w radio nawet teraz leci tylko muzyka z tamtych lat.

Jednym z nielicznych wówczas  produktów o porównywalnych parametrach jak na Zachodzie była energia elektryczna. Wtedy jej ceny nikt nie doceniał , bo była śmiesznie tania, a jeśli ktoś na dodatek pracował w energetyce to otrzymywał specjalne przywileje i płacił bodajże tylko 10 % tej śmiesznej ceny. Rachunek za energię elektryczną traktowany był jako coś groszowego i bez problemów, nikt energii nie oszczędzał bo i po co, ale i z oszczędzaniem był kłopot, bo to czasy kiedy energii brakło i czasami nawet wyłączano jakiś kawałek miasta raz z uwagi na za duże zapotrzebowanie, drugi że znowu poleciał lokalny transformator. Jeśli chodzi o konkurencje na rynku dostawców to było tak prosto jak w telekomunikacji, gdzie na stacjonarny czekało się po 15 lat i więcej, a mój kolega był kiedyś sam w domu i miał 9 lat i jak monterzy przyszli i spytali czy rodzice chcą mieć telefon to odpowiedział „Chyba nie” … potem rodzice latali do biura lokalnego Telekomunikacji, ale nic nie wskórali i dostali dopiero po przełomie w 1992 roku.

Teraz jest oczywiście inaczej.  Energia na pewno nie jest tania, mimo że cena dalej regulowana. Pomimo teoretycznie ustawowego wolnego rynku, taryfa dla odbiorców indywidualnych – „grupa taryfowa G” jest corocznie zatwierdzana przez Urząd Regulacji Energetyki.  Może się mylę, ale postronnie wygląda to na grę w małe targowanie, gdzie koncerny energetyczne (dystrybucje) na początek roku przesyłają pismo z podwyżkami o 14 %, a tu URE mówi , że zaakceptuje jednocyfrową. No to koncerny 11 a URE 6 i finalnie kończy się na 9-ciu. Sensu w taryfowaniu za dużo nie ma, chodzi o to, żeby spółki (w dużej mierze Skarbu Państwa) przydusić z cenami dla odbiorców indywidualnych i nie puścić na szeroka wodę swobodnych podwyżek. Jednocześnie mamy w teorii wolny rynek, gdzie można zmienić dostawce energii  elektrycznej i co lepsze, ilość zmian rośnie lawinowo. W chwili obecnej już ponad 25 tysięcy odbiorców indywidualnych zmieniło swojego dostawcę. Można powiedzieć że to mało, na ok 14 mln uprawnionych i również mało procentowo, jeśli porównać z odbiorcami przemysłowymi (33 tysiące), no i w zasadzie po co Ci indywidualni zmieniają, jak niewiele można finansowo dziś ugrać. Ale z drugiej strony dynamika jest imponująca i coś się jednak dzieje, nawet jeśli wymuszona poprzez akwizytorów, którzy wmawiają ludziom, że warto zmieniać rachunki. Wreszcie też na końcówce są kluczowe regulacje o sprzedawcy z urzędu (pisało się o tym od wieków) i o jednym rachunku niezależnie od zmiany dostawcy.  Dziś już właściwie nieuchronnie się mówi, że od 1 stycznia 2013 cena energii elektrycznej będzie zupełnie uwolniona. Na początek na pewno scenariusz będzie jeden – drożej. Nie sądzę, żeby tak kasandrycznie jak  pisze się w gazetach – 40 %, bo przecież opłata dystrybucyjna jest w miarę stała – wiec stawiałbym na okolice 9-15 %, bo wciąż wyniki energetyki są niezłe. Raczej przełoży się to na prawidłową strukturę cen, gdzie taryfy A,B,C będą znacznie tańsze (bo większa sprzedaż) niż G (klient domowy).  Jeśli działy sprzedaży w koncernach są rozsądne, to obecna konkurencja z rynku przemysłowego szybko przejdzie w rynek detaliczny i zaczniemy dostawać naprawdę dobre propozycje. Nie tylko cenowo – bo na tańszą energię tak naprawdę nie ma co liczyć – chodzi raczej żeby utrzymać obecny poziom z małymi podwyżkami i dostać znacznie lepszą obsługę klienta. Bardziej czytelny rachunek. DZiś nikt nie wie co tam napisano pewnie też i wystawcy mają z tym problem – pojawia się co 2 miesiące lub kwartał, zwykle kilka cen w różnych miesiącach mnożonych przez różne procenty – nagroda dla kogoś komu z kalkulatorem wyjdzie tyle samo co do grosza jak na rachunku – proponuje poćwiczyć w domu. Milsza obsługa i może wreszcie też jak się rozpowszechnia lepsze liczniki (to już futurologia – koło 2017-2020) – fajniejsze taryfy z naprawdę tanią energią w nocy. To optymistyczny scenariusz ….bo może być tak jak w komunizmie. Zaraz (2016) energii zabraknie, a jak braknie to nikt się nie stara. Wiec żadnej konkurencji, tylko podnoszenie cen z uwagi na konieczność inwestycji i kompletna „zlewka” klienta. Ja jestem przyzwyczajony i uodporniony ale dla niektórych może to być szokujące.

Kategorie: Energetyka | 1 Komentarz

Świat widziany oczami innych …. okulary google, realność i wirtualność w jednym

Kategorie: Research & Development

Już niedługo nikt nie będzie pisał i czytał blogów, świat można będzie oglądać oczami innych

Soap opery i tasiemcowe seriale są podstawą obecnej rozrywki. Najważniejsze jest to,  żeby coś się działo, było kręcone szybko, a przede wszystkim tanim kosztem. Nieuchronny trend w kierunku produktu jednorazowego , wyrzucanego natychmiast po spożyciu. Jest tanie i szybkie, na pewno nie da się oglądać dwa razy , ale spełnia swoją funkcję. Kiedyś przeczytałem, że 18 odcinków Hansa Klossa („Stawka większa niż życie”) kręcono przez bite 18 miesięcy, starannie dobierając rekwizyty i aktorów (choć i tak zdarzało się że niemiecki porucznik von Vorman był wcześniej angielskim kapitanem służb wywiadowczych). Obecnie za te środki i przede wszystkim czas zdjęciowy, można pewnie nakręcić z 300 odcinków czegoś na M, L , K czy jakiegoś innego zapełniacza. Ponieważ nigdy dosyć  obniżki kosztów, ostatnio w telewizji królują programy z historiami „jak w naturze”, gdzie grają aktorzy (?), a  raczej osoby, które chcą udawać że są aktorami , bo trafili na plan jako kierowca, bileter lub recepcjonistka. Mamy więc do czynienia z dramatycznymi historiami (chyba „Dlaczego ja”) gdzie ktoś gra wymyśloną, ale niby własną historię (i potem mówi do kamery co czuje) lub na okrągło używa się pokój w hotelu na Kanarach („Pamiętnik z wakacji”) wymieniając tylko kolejne dziewczyny w kostiumach kąpielowych przeżywających dramaty towarzysko-miłosne na przemian z ludźmi w średnim wieku przeżywającymi dramaty miłosno-towarzyskie. Wszystkie te produkcje łączy optymalizacja kosztów, nie wiem ile zarabia aktor (?) w tych serialach, pewnie wyżywienie i pobyt na plaży. To genialny wynalazek zresztą twórczo rozwijający  koncepcje Big Brother – po co komuś płacić, jeśli ludzie za darmo chcą pokazać się na ekranie.

Teraz pojawiają się gadżety, które chyba zaraz zrewolucjonizują przemysł telewizyjno-internetowy. Są już okulary AR (np. Google Project Glass). Założone na nos pozwalają na wykorzystanie najnowszych technik IT. Z jednej strony ma to pewnie dawać możliwości jak z kultowego filmu „Terminator” – gdzie Schwarzenegger ścigając nadzieję ludzkości na wygranie wojny z maszynami, miał podgląd odległości, mapy, kierunków i miliona innych rzeczy na wyświetlaczu nakładającym się na obraz rzeczywisty. To super pomysł, bo będzie można połączyć Internet ze światem realnym, za chwile ściągając do siebie wszystkie informacje i na pewno nie gubiąc się w żadnym mieście. Ale pomoc „dla siebie” w nowych „googlach”  to nie wszystko. Można przecież nimi robić zdjęcia tego co widzimy, a za chwilę …. transmitować na świat – całe nasze życie. Dlaczego nie wykorzystać miniaturowych kamer i transmisji strumieniowej – Internet będzie widział świat naszymi oczami. To już nie blog ani luźne dywagacje, to nasze oczy, nasze słowa i nasze ruchy w trybie on-line.  Znając ludzi – będą się prześcigając w popularności swoich stron, które pokażą obraz z ich okularów jak rano wstają, myją zęby (lub nie), robią śniadanie, pracują , kłócą się , podkładają świnie , potem piją po pracy, tańczą w nocnych klubach i kochają się z przygodnymi partnerkami i partnerami. Uwielbiamy oglądać życie i problemy innych, a im bardziej drastyczny, erotyczny i przekraczający granice dobrego smaku – tym słupek oglądalności wyższy a ilość Like It wielocyfrowa. Niedługo reality TV będzie więc passe … a reality life można będzie śledzić na milionie internetowych stron – pewnie tylko z boku pojawią się komercyjne banery lub reklamowe wstawki.  Nie można zatrzymać postępu … ale ja chyba jednak zatrzymam się wyłącznie na etapie bloga …..

Kategorie: Research & Development | Skomentuj

Na żywo z konferencji „Rynek Energii” .. między ideami a twarda rzeczywistością techniczną ….

Kategorie: Energetyka

Europa dąży do uniformizacji rynków, ale jak to w Europie każdy ciągnie do siebie ….

Trwa właśnie ”Rynek Energii” kultowa konferencja dla wszystkich w Polsce związanych z handlem energia i nowoczesna energetyką, jak co roku w kultowym majowym Kazimierzu nad Wisło, i jak co roku doskonała pogoda.

Kazimierz i pogoda pozostaje taka sama, ale rynek wciąż się zmienia i ewoluuje, szczególnie w kierunku europejskim. Mieszają się kierunki idealistyczne z realistycznymi a wszystko trzymają na wodzach europejskie regulacje i realia techniczne ….

Rynki paneuropejskie – to trend obowiązkowy. Rynki w Europie zlewają się w jedno, oczywiście nie w przeciągu jednego roku ale trend jest nadrzędny i pełne „market coupling” w całej Europie optymistycznie już w 2014.  Całość w kierunku jednego obszaru handlu od Portugalii do Bugu i krajów nadbałtyckich, gdzie możliwe jest składanie zleceń na hurtowym rynku energii – transparentnym i konkurencyjnym. Optymistycznie e regulacjach i tez w zbiegającym się europejskim prawie – trwają prace nad unormowaniem i standaryzacją rynków. Oczywiście jednym z problemów jest różnorodne wsparcie OZE w każdym z krajów ale największym problemem są ograniczenia przesyłowe pomiędzy krajami. Wspólny rynek to handel pomiędzy wszystkim krajami, nie ograniczany w zamknięciu jednego obszaru a to tez duże wolumeny przesytu energii pomiędzy krajami, na dodatek nie tylko planowane, ale i nieplanowane (występujące z uwagi na procesy fizyczne w sieci), które mogą być zagrożeniem dla systemów przesyłowych. Dla tych co lekceważą – informacja od Operatora Systemu Przesyłowego – rekordowo w Polsce było 2700 MW które pojawiło się nieplanowane w sieci (z Niemiec). Środkiem zapobiegawczym i rozwiązaniem ma być powszechne zastosowanie nowego algorytmu wyznaczania mocy przesyłowych (miedzy krajami) – FBA (Flow Based Allocation) , jak zwykle już niedługo i prawie zaraz, ja tylko pamiętam ze trochę się na tym sparzyliśmy bo FBA planowane już było w 2009 roku i nawet przystosowaliśmy nasze oprogramowanie do jego używania, ale jedna ze znakomitych europejskich firm niestety nie wykonała centralnego systemu i cały projekt przesunął się … teraz na najbliższe okolice ale pełnej daty nie ma. Właśnie sam model rynków europejskich – tzw. „miedziana płyta” w każdym kraju – traktowanie obszaru bez uwzględnienia ograniczeń sieciowych (zakładamy że energię zakupiona w kontrakcie w Polsce możemy przesłać dowolnie z jednego punktu kraju do drugiego co jest oczywiście technicznie nieprawdziwe z uwagi na strukturę sieci). I „zlepienie” tego na poziomie całej Europy gdzie mamy cały zestaw „miedzianych płyt” – lokalnych obszarów gdzie teoretycznie nie ma ograniczeń i powiazanie ich przepływami transgranicznymi – wymiana międzynarodową. Działa z trudnościami i z utrapieniem dla operatorów wszystkich krajów, którzy na dodatek usilnie dyskutują miedzy sobą bo obecne formy rozliczeń kosztów preferują Niemcy, Austrie i Francję, więc przez te kraje traktowane jako ideał 9finansowy), przez nas minimalnie mniej bo dokładamy. Jak na razie dalej twierdzimy ze wspólny rynek to 2014 , zobaczymy na konferencji w Kazimierzu w tym roku który już niedługo. Tu warto wspomnieć że Amerykanie właściwie odeszli od modelu rynku jaki my (i cała Europa) stosujemy – bo właśnie mieli takie problemu – niejasne sygnały cenowe dla obszarów które bardzo potrzebują energii (miedziana płyta nie rozróżnia czy akurat tu jest drogo czy tani – w rzeczywistości technicznej) i sam problem sygnałów cenowych dla inwestycji w wytwarzanie (giełda nie podwyższa ceny energii dopóki jej nie zabraknie, a wtedy już jest za późno na budowanie nowych źródeł). Nasze OSP spogląda więc tęsknie na rozwiązania amerykańskie (modele cen węzłowych i aukcje na nowe moce) ale widać że trend jest europejski i pójdziemy tam gdzie napisze Europa.

Regulacje i regulacje w Polsce – nowa ustawa Prawo Energetyczne – właściwie cały zestaw zmian do obecnego i w nim wszystkie problemy od OZE (źródeł odnawialnych) i modyfikacji sposobu finansowania energetyki odnawialnej (państwo chce mniej dopłacać, a producenci ciągnął do siebie). Wreszcie finalne ustawy o „jednej fakturze” i szybkim bezproblemowym zmianie dostawcy na rynku detalicznym (możemy kupić energie od różnych firm, i nawet lawinowo rośnie ilość osób które na to się zdecydowały – już ponad 25 tysięcy osób na to się zdecydowało, mimo ze same korzyści ekonomiczne niewielkie – bo taryfa regulowana wciąż przez URE i różnice między sprzedającymi zupełnie niewielkie. Podobno na ostatnim finiszu wreszcie ustawa że dostaniemy (jak zmienimy sprzedawcę) wreszcie jedną fakturę i będzie znacznie łatwiej i efektywniej, a taryfa będzie uwolniona w 2013 i wtedy należy spodziewać się ostrej konkurencji i korzyści dla nas.

Prosument – o tym mówią wszyscy. To że będziemy mikrowiatraki w każdym domu, panel słoneczna na dachu i tym uratujemy system energetyczny – to widać na każdym slajdzie. Pytanie tylko kiedy – bo data mocno się przesuwa – widziałem wreszcie realistycznie slajd z 2030 ale myślę że w kolejnej sesji pojawi się więcej marzeń o krótszym czasie …. Jest taka piękna pogoda że nie warto się nawet spierać …

Kategorie: Energetyka | Skomentuj

Europa skręca w chaszcze …. politycznie i energetycznie

Kategorie: Energetyka

Weekendowe wyniki wyborów pokazują, że Europa idzie w skrajności i to jeszcze na skróty ….

Stało się zgodnie z zapowiedziami i sondażami. Carla Bruni nie będzie już Pierwszą Damą we Francji, a u steru stanie nowy Premier, który żeby było zabawniej był mężem Segolene Royal (kandydatki lewicy w poprzednich wyborach, która przegrała z Sarkozym, a Holland odszedł od niej do wspólnej znajomej – czysta Francja). Trudno przepowiedzieć przyszłość Europy, ale właściwie można już w ciemno strzelać, że w następnych wyborach może startować Carla Bruni (tylko zmieni obywatelstwo) albo Royal i Sarkozy jeszcze raz – wiec wybór na bank pozostanie w rodzinie. Nam wydaje się, że polska polityka jest beznadziejna i absurdalna , co można wobec tego powiedzieć o dużym europejskim kraju (o którym de Gaulle narzekał „jak można rządzić krajem, w którym jest 365 gatunków sera”) gdzie z jednej strony kasta polityczna jest hermetyczna i ogranicza się do kilkudziesięciu nazwisk, a z drugiej wymaga konieczności ukończenia jednej z dwu prestiżowych francuskich uczelni (90 % osób na najwyższych stanowiskach we Francji). Na dodatek obok sera, wina i fajnej pogody na Lazurowym Wybrzeżu, można dodać rzeczy, które w Polsce wydają się nie do pomyślenia – tydzień pracy ma 35 godzin (ustawowo), a do szkoły w podstawówce chodzi się 4 dni (środa jest wolna), a właśnie dokonano rażącego przedłużenia wieku emertytalnego z 60 do 62 lat. Dla wszystkich, którzy trochę dotknęli tego pięknego kraju z bliska, na pewno miła jest poranna, czarna kawa, która rozpoczyna dzień i ciągnie się czasami do lunchu, po którym to już nie za bardzo warto za coś się zabierać bo właściwie trzeba wychodzić z pracy. Życie jest piękne i wartkie, ideały braterstwa i równości też powszechne, bo Sarkozy przegrał miedzy innymi dlatego, bo usilnie bronił zasady, że maksymalne opodatkowanie może być na poziomie 50 %, a większość zdecydowanie była za podwyższeniem tego progu.  Inne przykłady można mnożyć w nieskończoność, jeśli ktoś jeszcze narzeka na polską biurokrację, nieprzyjazność urzędów, przerost etatów nic nie robiących osób w administracji publicznej i absolutnie nieuprzejmych i rozleniwionych taksówkarzy (tam jeszcze kolejne przywileje) – to zapraszam na krótki kurs w świat cudownego socjalizmu – właściwie szkoda, że nie zaznają go polscy pracownicy francuskich hipermarketów.

O ile we Francji, lewicowo, frywolnie i zabawnie, to w Grecji już właściwie na całego. Patrząc na wyniki to chyba tylko cudotwórca z klejem w rękach może poskładać jakąś realną koalicję, a należy pamiętać, że takie tuzy, które zajęły kolejne miejsca z dużym poparciem to Komunistyczna Partia Grecji (wycofać się z NATO i nic nie spłacać), Złota Jutrzenka (skrajna prawica, wyrzucić wszystkich emigrantów), Niezależna Grecja (to umiarkowana ale należy przestać spłacać długi) czy Demokratyczna Lewica (przy innych umiarkowana, ale też należy renegocjować spłatę). Jakimi by nie były, normalny układ się posypał i nawet krótkie posklejanie na „rozumową” koalicję (starte partie, współpraca z UE) chyba nie zadziała na długo, bo każde kolejne wybory dadzą więcej co bardziej kolorowym i egzotycznym programom.

Europa wchodzi nieodwracalnie w stan turbulencji. To co było już standardem od dawna, że stare partie i porządki mają coraz mniej do powiedzenia wobec nowych politycznych meteorytów, teraz idzie w kierunki ekstremalne. Na razie odbicie na lewo – w kierunku marzenia żeby było dobrze, bogato i leniwie. Wszystkim się obieca na kilka lat, może dodatkowo coś dodrukuje i przesunie problem, niestety jeśli gospodarka się nie poukłada (ma dość umiarkowane szanse) to następne odbicie będzie zupełnie w prawo, a tam czekają partie które wskażą na emigrantów i polskich konkurentów zaniżających ceny.

Niestety nie wróży to dobrze racjonalnej energetyce i jakiemukolwiek wspólnemu, długoterminowemu i sensownemu podejściu całej UE. Za chwile będziemy mieli mieszankę haseł skrajnych, populistycznych, „na szybko” i „na zielono”. Lewy krok Francji to osłabienie pozycji lobby atomowego (choć naprawdę Holland zamknie jedną lub dwie najstarsze elektrownie, żeby spłacić wyborcze długi), ale przede wszystkim włączenie w nurt ekologicznych celów nowej Europy. Na swoim podwórku pewnie zostanie po staremu, my na pewno usłyszymy od Francji, że należy inwestować w energie odnawialną, zamknąć elektrownie węglowe i brać z nich przykład z emisją CO2 na mieszkańca (dzięki atomowi mają jedną z najniższych w Europie). Grecja dołoży swoje, bo pełzający bałagan i grecka choroba może dokładać kolejne turbulencje i brak jakiejkolwiek stabilizacji. Generalnie, dalej będziemy konsekwentnie spychani do energetycznego narożnika, a nasze cele będą rozbieżne jak nigdy. Jeśli coś uprawiać to na pewno „energetyczne chaszcze” bo wygląda na to, że biomasa będzie trzymać się mocno …

Jeśli można stuprocentowo coś wywróżyć … to że na pewno nic nie będzie stałego ani jednoznacznego. Konstrukcja UE jest zdecydowanie tylko na „dobrą pogodę”, a takie czasy jak teraz będą raczej skłaniały wszystkich do ściągania wszystkiego co pod ręką pod siebie i przeforsowywania ustaw i regulacji korzystnych dla poszczególnych krajów. Dobre czasy się kończą, a czekają nas mniejsze dotacje, gorsze regulacje, ostrzejsze limity i też ukryte cła i bariery w dostępie do krajowych rynków.

Cała nadzieja  …. w naszych politykach. Na tle zmieniającej się Europy, zaczynają świecić blaskiem umiarkowania, rozsądku i konserwatywnego podejścia do ekonomii. Choć … oni też uczą się szybko na nowych trendach ….

Kategorie: Energetyka | Skomentuj

Euro 2012 … czy tu nie ma jakiegoś pecha ? …

Kategorie: Bez kategorii

Zaczęło się entuzjastycznie, teraz każdy dzień przynosi niepokojące informacje. Wygrana chyba już niemożliwa, pozostaje oczekiwanie na remis.

Jak zawsze dla Polski, kluczowe zdarzenia przychodzą zupełnie nieoczekiwanie. Słynny Platini wyciągając karteczkę z organizatorami piłkarskich mistrzostw Europy 2012 wyglądał na mocno zdziwionego, nie mniej niż miliony Polaków kiedy usłyszeli, że właśnie oni wraz z Ukrainą zorganizują to wydarzenie. Zaskoczenie było zupełne, może trochę mniejsze dla ukraińskiego milionera, który podobno „duchowo” wspierał kandydatury tych państw. W każdym razie wybrano, a wówczas Polska i Polacy popatrzyli po sobie co właściwie mamy do zaoferowania.

Jak zawsze dla Polski, następuje zadziwiająca mobilizacja i sukcesy na niespodziewanych obszarach. Mieszkałem kiedyś długo koło obecnego Stadiony Narodowego, zwanego wówczas Stadionem X-lecia, a potem Jarmarkiem Europa choć nikt tej nazwy nie używał bo znane było to jako ruski bazar. Lata X-lecia były nudne i bezbarwne, na stadionie organizowano jedną imprezę na dwa lata, na którą i tak spędzano tylko obowiązkowo szkoły i zakłady pracy,  ale za to można było fajnie wychodzić na spacer z psem, który biegał na bezkresnych polach i wśród połamanych drewnianych ławek.  Lata „bazarowe” były znacznie barwniejsze, cały stadion opakowany metalowymi „szczękami”,  na którym wykładano towary z różnych krajów świata, przy czym przeważały kierunki bliżej i dalej wschodnie. Z nostalgią można wspominać czasy, które minęły bezpowrotnie,  kiedy można było kupić dalekowschodni chłam ubraniowy, popijając alkoholem z przemytu w litrowych butelkach z zagrychą w postaci dań ze wszystkich stron świata. Przeważały wietnamskie budki, które wbrew złośliwym pogłoskom wcale nie przyczyniały się do obniżenia populacji okolicznych psów, kotów i gołębi, a jedynie kształtowały wyobrażenie Polaków o azjatyckiej kuchni. Na handlowych stoiskach w postaci brudnawej gazety na stadionowym cemencie, można było znaleźć takie cacka jak wędzoną rybę z nad Jeniseju albo kilkunastoletnie czekoladki z Ukrainy. Dla miłośników mocniejszych wrażeń cały wybór środków samoobrony od gazu pieprzowego, łzawiącego, kijów bejsbolowych, noży komandosów i Specnzu, aż po (słyszane w legendach) wybór dowolnej broni palnej od małych rewolwerów do karabinów snajperskich uzupełnionych o bonus w postaci granatów obronnych. Czasami nie było też tak fajnie i malowniczo, bo znaleziono i szereg osób pozbawionych życia w zakamarkach bazaru, pamiętam przypadek młodej Wietnamki uduszonej i schowanej w porzuconej na ulicy torbie. To wszystko  skończyło się  pod koniec lat 90-tych, kiedy ceny rosyjskich surowców spowodowały, że to my właściwie powinniśmy tam jeździć z towarami, a w zasadzie  to  oni mogli kupić sobie najlepsze markowe rzeczy, w sklepach lepszych od naszych. Przez moment, bazar przezywał renesans w handlu podrabianą elektroniką, pirackimi płytami, programami komputerowymi i filmami , ale za moment liczne urzędowe kontrole w mundurach i po cywilnemu, sprowadziły handel do podziemia, a właściwie do dość malowniczej jego odmiany, gdzie dynamiczny młodzieniec z rozbieganymi, czujnymi oczami, szybko wymieniał najnowsze kinowe przeboje, a następnie wyciągał odpowiednią płytę z zakamarków …. gaci w spodniach (literalnie trzymał to nie w spodniach,  ale przy ciele w intymnych miejscach – widziałem ale nie kupowałem).

Teraz czasy są zupełnie inne. Stary świat zniknął w jeden dzień, a Stadion (już) Narodowy istnieje i jest rzeczywiście jednym z najpiękniejszych obiektów na świecie. Zaskoczenie może również  budzić Dworzec Centralny ( podobno też  Wschodni i Zachodni) w Warszawie. Nikt z mieszkańców i przyjezdnych nie wierzył, że można tam coś zmienić, a zwłaszcza usunąć tak charakterystyczny zapach zastałego moczu na peronach, który był tak głęboko wryty w naszą podświadomość, że właściwie czuło się go natychmiast po kupnie kolejowego biletu. Okazuje się jednak, że Polak potrafi i w przyszłości nikt normalny nie będzie pamiętał szczególnej „romantyki” polskich dworców.

Jak zawsze dla Polski klęska następuje na najprostszych lub na odcinkach dojazdowych. Nigdy tu nie było inaczej, zawsze byliśmy w stanie zrealizować niesamowite inwestycje, wiszące mosty lub wspaniałe stadiony, a korkowało się na drodze dojazdowej lub bałaganie na ostatnim zakręcie.  Tak jak nasi zawodnicy, którzy okiwają wszystkich i rozwiną akcje cudownymi podaniami, a potem nie trafią do bramki na ostatnich trzech metrach, tak i nam zabraknie tych kilkunastu kilometrów do pełnego przejazdu. Będzie się jechać po autostradzie, a potem objazdem pomiędzy kurnikami, albo akurat zabraknie kilkudziesięciu metrów chodnika i od pięknych promenad do pięknych stadionów zawsze kawałek trzeba będzie się taplać po błocie.

Jak zawsze dla Polski nagle następuje spisek obcych i wrogich sił. Patrząc na ich ogrom i zaangażowane środki oraz naprawdę niezły efekt (jakby te niedoróbki dokończyć lub pozakrywać na EURO), szkoda, że nagle niezależnie od nas cała impreza jest zagrożona albo przynajmniej nie będzie tak okazała jak zakładano. Okazuje się, że nie pokona nas nawet geriatryczny Zarząd PZPN i brak (usunięty) orzełka na koszulce, a świat i los znowu przeciwko nam.  Zaczęło się od losowania, inni zwykle sobie z tym radzili w jakiś magiczny sposób , u nas (w tym EURO) tak rozlosowali, że do nas przysyłają Rosjan a Niemców z Holendrami na Ukrainę. Finansowo, językowo, kulturowo i w ogóle wygodniej dla wszystkich  byłoby zupełnie odwrotnie. Jestem więc zupełnie pewien, że losowanie grup było kompletnie sprawiedliwe, ale dlaczego gospodarczo Polska zawsze dostaje najgorszą wersję. Tak naprawdę wszystko co najgorsze zaczęło się ostatnio, a zmiana sił politycznych na Ukrainie była nieprzewidywalna. Jeszcze bardziej postępowanie wobec byłej Pani Premier, co dla standardów europejskich jest niedopuszczalne, a dla polskich władz budzi na pewno też niesmak i zażenowanie, ale też i problem co tak naprawdę można zrobić. Okazuje się, że lata wysiłków, miliardy euro mogą polecieć w błoto, więc robi się dobrą minę do złej gry i udaje, że nic się nie stało, a widać gołym okiem, że kobieta jest torturowana i za chwile może nawet umrzeć. Ciekawe jakie wtedy byłoby nasze stanowisko, trochę to makabrycznie wygląda, jakbyśmy życzyli sobie żeby wszystko ułożyło się jeszcze przez dwa miesiące. Stanowisko innych krajów jest jednak inne i nie wygląda, żeby proponowany i już propagowany bojkot ukraińskiej części wygasł, raczej rozpali się gwałtownym płomieniem. Dla Polski same najgorsze wyjścia, albo wyczekiwać i chować głowę w piasek (jak się robi), albo się przyłączyć i nagle grać na odebranie Ukrainie meczów (co całkowicie zepsuje nasze wewnętrzne polsko-ukraińskie relacje) . Można też modlić się żeby wszystko już jak najszybciej przeszło, ale też i pozbawiać się złudzeń, że EURO będzie jakimkolwiek sukcesem gospodarczym, raczej trzeba bardziej ograniczać straty.

Jak zawsze w Polsce – wszystko w rękach (nogach) piłkarzy. Szanse na to żeby EURO było wielkim europejskim sukcesem topnieją jak lody w rekordowych majowych upałach, a należałoby znaleźć jakikolwiek sukces dla uzasadnienia lekko rozgrzebanych inwestycji, braku dużych tłumów turystów czy też koszmarnych wizualnie pamiątek z Euro , które każdy już pewnie zauważył w sklepach i zastanawia się jak można było coś  takiego zaprojektować. Nadzieja w tych, w których mało kto wierzy, bo właśnie wybranych przez trenera, który może słabo potrafi przekazać informacje w zrozumiały sposób (ja przynajmniej nie rozumiem co on mówi), ale jest za to zadziwiająco spokojny o sukces. 26-ciu wybranych zawodników, których w większości nie znam bo nie jestem super specjalistą, z klubów o których też niewiele osób słyszało, staje przed zadaniem co najmniej wyjścia z grupy, ale najlepiej półfinałów i wyżej, żeby to wszystko wyszło na plus. Tak niewielu, o słabych umiejętnościach, musi zrobić tak wiele, żeby coś ocalić. I tu paradoksalnie widzę światło w tunelu. Pamiętajmy, w Polsce nie ma  szarych kolorów, są tylko czarno-białe (czerwono-białe).  Jestem pewien, że albo przegramy wszystko w kiepskim stylu albo nasi dadzą tak popalić, że wszyscy będą zaskoczeni. Ja wierze, że będzie dobrze i pomimo, że nie lubię piłki nożnej, kupie koszmarny szalik i czapkę, i będę oglądał wszystkie mecze drąc się w niebogłosy. Nasi muszą coś wygrać i ocalić „zwycięski” remis, bo ekonomicznie na pewno na imprezie wtopimy, ale kto kibicując będzie o tym jeszcze pamiętał …..

Kategorie: Bez kategorii | 1 Komentarz

„Interes publiczny” uzasadnia wszystko …. www.poznajatom.org i polityka ….

Kategorie: Energetyka

Kampania zwolenników i przeciwników energetyki jądrowej nagle nabrała tempa. Do tej pory senny ,  niebiesko-korporacyjny spot reklamowy Ministerstwa jest pokazywany co prawda w najlepszym czasie antenowym, ale tylko w jednej, nudnawej już wersji. I od czasu do czasu mocno anty w demonstracjach kilkunastoosobowych grupek z kolorowymi beczkami i maskami gazowymi przed gmachami rządowymi, teraz nagle zaczyna przemykać się do polityki i być poważnym problemem, który zaprząta uwagę społeczeństwa.

Kilka punktów należy się na pewno za aktywność – zwolennikom ‘zielonej” wersji. Oficjalna strona propagująca energetykę jądrową i program rządowy (www.poznajatom.pl) została splagiatowana i wystawiona w wersji anty (ale dokładnie w tym samym layoucie) na www.poznajatom.org. Oczywiście fajniej jest straszyć niż przekonywać, wiec na tej ostatniej jako główne artykuły mamy opisy choroby popromiennej oraz sztandarowy artykuł profesora Popczyka (pozyskanego jako autorytet naukowy dla pomocy na NIE) o konieczności porzucenia programu jądrowego. Profesor jest znanym przeciwnikiem atomu i zwolennikiem tzw. „prosumenta” – wytwarzania energii elektrycznej w przydomowych instalacjach i wiatrakach w ogródkach, przytacza więc koronny argument że 1kW mocy zainstalowanej w fotowoltaice to poniżej 1 tysiąca Euro. Podziwiam entuzjazm i zaangażowanie przeciwników, warto jednak, żeby przy tej dyskusji nie gubić też sensu technicznego i podawać informacje, które są prawdziwe, a nie zbieżne z życzeniami autorów (wybiera się element całej instalacji np. sam panel i na tej podstawie porównuje cenę instalacji w warunkach domowych – zasilanie do przydomowego akumulatora, jako alternatywę do budowy bloku energetycznego). Zarzuty z kolei o przywłaszczenie sobie opracowania graficznego strony rządowej i nielegalne kopiowanie, inicjator samej kampanii ANTY odrzuca, gdyż wg niego działa w „interesie publicznym”, ciekawe natomiast co by powiedział, gdyby ktoś wykorzystał stronę Greenpeace lub jego własnych zielonych organizacji i umieścił tam zupełnie przeciwstawne hasła -  byłby dramat i ciężkie naruszenie prawa.

Trudno jest dyskutować bo stanowiska są skrajnie spolaryzowane. Jak widać nawet przywołując ekspertów naukowych nie dojdzie się w żadnym razie do jakichkolwiek sensownych wniosków, bo będą podawane wybrane dane finansowe i techniczne, akurat pasujące do wewnętrznego przekonania. Sama technika i dotarcie do prawdy, zresztą nikogo już nie interesuje, teraz będzie eskalacja szkodliwego promieniowania, chorób, obrazki dzieci i kobiet bez włosów oraz martwych zwierząt na poboczu drogi. W „interesie publicznym” widzę też kolejne strony internetowe, reklamówki, aktywistów na kominach elektrowni, dachach budynków oraz przykuwających się do drzwi, mostów i budynków rządowych zwłaszcza, że pogoda coraz bardziej sprzyjająca. Nie jest wykluczone – to chyba naturalna konsekwencja, że cześć tych środowisk powinna apelować o odebranie nagrody Nobla Marii Skłodowskiej-Curie, uzyskanej przecież za badania nad śmiercionośnymi zjawiskami. Z drugie strony (popierająco-rządowej) trudno za wiele  oczekiwać, bo środki na kampanie zostały wydane i jak widać powstała strona i jedna telewizyjna reklamówka. Nie ma chyba pomysłu jak spektakularnie odpowiedzieć, zresztą pieniądze zostały wydane więc nikogo już to nie obchodzi. Najgorsze, że sam program jądrowy jest jakby zawieszony w niebycie i niezdecydowany, a największym i najgorszym niestety tego przykładem, jest ciągły brak osoby na stanowisku Prezesa PGE EJ. Jeśli nie ma lidera i charyzmatycznego przewodnika, to jak iść dalej?

Zresztą „dalej” będzie tylko gorzej. Energetyka jądrowa padła na podatny grunt kampanii politycznych i będzie jednym z nielicznych obszarów dywersyfikujących lewą stronę polityki. Tu Ruch Palikota dostrzegł swoją szanse zdecydowanego odróżnienia się od SLD i elementy „energetyczne” coraz bardziej widoczne w programie. Już nie tylko nieśmiałe protesty, teraz RP wyrasta na głównego przeciwnika programu atomowego i za chwile skupi u siebie wszystkie nurty ekologiczne i naturalnie wzmocni kampanie propagandową. Codziennie słychać o „nowej koncepcji” , a więc więcej energetyki odnawialnej , fotowoltaika w każdym domu, a biogazownia na zagrodzie. Nie byłoby w tym nic złego, bo jest to naturalne kopiowanie wzorców niemieckich partii ekologicznych (tu podpowiada, że warto teraz też stawiać na Partie Piratów – rosnące w Niemczech siły domagające się wolności własności intelektualnej w Internecie) wiec paliwa na kampanie RP jest pod dostatkiem. Niestety patrząc bardziej z lotu ptaka widać, że przy obecnym „niezdecydowaniu” koalicji rządzącej i lecących w dół sondażach alians z „lewym” skrzydłem wydaje się coraz bardziej prawdopodobny. A wtedy, jak już pisałem, złożenie energetyki jądrowej jako ofiary na ołtarzu nowej koalicji.

Tak więc … „interes publiczny” trzyma się mocno. Obawiam się, ze dostaniemy co chcieliśmy. Energetycy narzekali, że ich problemy nie są widoczne z perspektywy władzy i partii politycznych , teraz dostaniemy aż za nadto – strony internetowe, demonstracje, happeningi i skrajne opinie używające demagogicznych argumentów.  Nic dziwnego – w końcu „interes publiczny” to też (a może przede wszystkim) nasz „interes własny” …..

Kategorie: Energetyka | Tagi: , | Komentarze: 4

9 kobiet w ciąży, chłop z widłami i mesmeryzm … czyli koncepcje rozwojowe Polski w energetyce

Kategorie: Energetyka

Pomiędzy końcem XVIII a początkiem XIX wieku,  żył i rozwijał swoje koncepcje Franz Anton Mesmer. Urodził się na terenie dzisiejszych Niemiec, ale potem głównie podróżował i przebywał we Francji, Austrii i Szwajcarii. Był on przekonany, że dokonał epokowego odkrycia – czegoś w rodzaju „fluidu” – tajemniczej siły odpowiedzialnej za przepływy krwi  (energii ?) w organizmie , a prawidłowe działanie „fluidu” było wyznacznikiem zdrowia i wyleczenia ze wszystkich chorób. Ponieważ „fluid” był tajemniczy, potrzebne były też siły analogiczne, by  wprawić go w ruch. Wówczas takimi siłami był magnetyzm, wiec Mesmer używał magnesów, opiłków żelaza i szkła oraz przywiązywał pacjentów (sznurem) wokół czegoś w rodzaju dużej balii gdzie z wody wystawały różne dziwaczne pręty. By wzmocnić terapię i prowadzić do uwolnienia czegoś co nazywał „magnetyzmem zwierzęcym” dodatkowo kazał uczestnikom terapii siedzieć bardzo blisko siebie i dotykać się kolanami. Podobno przeprowadzał też często indywidualne terapie (zwłaszcza na młodych i atrakcyjnych kobietach z wyższych sfer), gdzie po wypiciu przez nie roztworu z opiłkami żelaza, następował rytuał dotykania magnesem w różne miejsca ciała. O terapiach chodziły słuchy, że często pacjentki były wprawiane w rodzaj hipnozy, czasami zaś wiły się w konwulsjach – co pewnie można uznać za bardzo prawdopodobne jeśli krytycznie popatrzeć co kryło się pod płaszczem metod Mesmera.  Jak wszystkie mody, mesmeryzm też rozprzestrzeniał się szybko i dynamicznie, zwłaszcza w Paryżu (gdzie nasz wynalazca skoncentrował się na prowadzeniu swoich terapii), aż do momentu, kiedy na polecenie Ludwika XVI przeprowadzono oficjalne postępowanie naukowe i niestety żadnych „fluidów” i „zwierzęcych magnetyzmów” nie odkryto.  Mesmera już wtedy nie było w mieście, potrafił bowiem wczuwać się nie tylko w zwierzęce, ale i polityczne prądy. Za chwilę przyszła rewolucja i czasy napoleońskie, wobec czego moda na mesmeryzm i różne dziwadła osłabła. Paradoksalnie, wróciła z wielką siłą na przełomie kolejnych wieków, wraz ze spirytyzmem, naukami tajemnymi i wszelkimi rodzajami tajemniczych rytuałów. Elementy „magnetyzmu” znaleźć można zarówno w ezoterycznych pismach Heleny Bławatskiej jak i Rudolfa Steinera – twórcy antropozofii. W każdym bądź razie przez kilka lat znowu modne były tzw. „passy” – szczególnego rodzaju ruchy wykonywane ręką nad ciałem, ale też i nad szklanką z wodą , która dzięki temu nabierała „magnetyzmu” i następnie mogła przyczynić się do prawidłowego rozwoju energetycznego człowieka. Sam Mesmer został unieśmiertelniony w języku angielskim, gdzie czasownik „messmerize” znaczy hipnotyzować lub wprawiać w dziwny trans.

Można się śmiać i żartować sobie (pewnie słusznie) z „magnetyzmu zwierzęcego”, ale nie sposób nie zauważyć,  że rytuał „passów” przetrwał do dziś. Patrząc szczególnie  na duże inwestycje strukturalne (drogi, energetyka i IT) widać,  że wiele z działań ma podłoże magiczne i życzeniowe, a prognozowany efekt końcowy musi opierać się o siły tajemne. Coraz więcej jest bowiem zażartej dyskusji, procesów przetargowo-koncesyjnych i różnego rodzaju odwołań formalno-prawnych, mniej zaś normalnej roboty, i nic w tym dziwnego bo łatwiej robić coś wirtualnie niż w świecie realnym. Pomimo, że coraz częściej mówi się o „boomie” inwestycyjnym i prawdziwym początku inwestycji w nowe bloki energetyczne, na razie przypomina to bardziej „messmeryzowanie” niż prawdziwą inwestycję. Jest już prawie połowa 2012, a coś się dzieje na papierze i w komisjach, a praktycznie nic na placach budowy i w mobilizacji dostawców i inżynierów. Może się mylę i za chwile „zwierzęcy magnetyzm” wybuchnie, ale bardziej obawiam się prawdziwego sprawdzenia kart. Kiedy inwestycje ruszą naprawdę, wtedy okaże się czym dysponują dostawcy i jakie mamy możliwości wykonawcze. Na razie niestety (obym był złym krytykiem) wszystko w zdumiewający sposób zaczyna przypominać nasze autostrady i drogi, i szereg kontraktów, w których dominowała mordercza cena. Rynek zareagował (rynkowo) przez gigantyczny wzrost cen kruszyw, maszyn, asfaltu i ludzi, przez co mamy dziś coś kawałkami pobudowane, ale i kawałkami opuszczone przez zbankrutowane firmy i nieopłaconych wykonawców. Spokój niektórych decydentów i komentatorów jest zadziwiający, zwłaszcza jeśli patrzeć, że rok 2016 jest już niedaleko, a typowe polskie działanie w postaci rzucenia wielkich sił w ostatnim roku i miesiącu, nie bardzo może przynieść rezultat, bo budów energetycznych nie da się tak łatwo skrócić, tak jak i 9 kobiet nie urodzi dziecka w miesiąc.  Polska więc „mesmeryzuje” i cały czas dyskutuje o przyszłości energetycznej. W tym także pojawiają się kolejne dziwne głosy o możliwości zastąpienia elektrowni atomowej przez tysiąc (i więcej) biogazowni. Wydawałoby się, że kompetentny i doświadczony bizmesmen jakim jest Janusz Palikot, dość dobrze zdaje sobie sprawę jak ważna dla gospodarki jest tania i dostępna energia i jak efektywnie prowadzić inwestycje. Tymczasem z niepokojem, w ostatnich komentarzach z wieców, zobaczyłem koncepcję tworzenia tysięcy miejsc pracy w biogazowniach i (teraz co dzień to kolejny magiczny pomysł) źródłach odnawialnych (wiatraki zamiast węgla brunatnego) jaki i domowych i przydomowych źródełkach. Zapatrzeni w magiczne informacje z Niemiec i ich inwestycje , zapominamy że (właśnie pojawiły się dokładne dane) oni planują do 2020 roku inwestycje i to bynajmniej nie tak zielone. Już w pozwoleniach na budowę jest  ponad 11 tys. w węglu i prawie tyle samo w gazie. Najmniej 60 mld euro zostanie zainwestowane , co zrozumiałe patrząc, na wyłączenia elektrowni jądrowych. U nas za to bardziej „alternatywnie”,  na razie aktywuje się chłopów z widłami i rozważa kolejne strategie, co niestety może nie wystarczyć na najbliższe lata. Chyba że … jest w tym pomysł i na podstawie transcydentalnych przekazów z przyszłości widzimy szybko zbliżający się ogólnoświatowy kryzys i wtedy gwałtowane zmniejszenie zapotrzebowania na energię. Wówczas – wystarczy nam to co mamy, a pieniądze zamiast na inwestycje powinniśmy chować na ratowanie kraju (lub innych krajów). Może wiec mesmeryzm … nie jest zły.

Kategorie: Energetyka | 1 Komentarz

AC/ DC i „War of Currents” – Tesla i Edison …

Kategorie: Bez kategorii

Dwa nazwiska wielkich wynalazców z przełomu XIX I XX wieku to podstawa dzisiejszej energetyki, a właściwie całego świata, jaki znamy. Edison i Tesla (może i odmienna kolejność nazwisk byłaby bardziej właściwa) nie tylko opracowali założenia wytwarzania i przesytu energii elektrycznej, ale i zbudowali maszyny, które służą nam do dziś. Historia obu jest fascynująca, a jeszcze bardziej to co nieprawdopodobne – przypadek ich współpracy, a następnie wyniszczającego współzawodnictwa które znane jest jako „War of Currents”.
Edison  był genialnym samoukiem i eksperymentatorem. Urodzony w mały amerykańskim miasteczku stanu Ohio,  bez szczególnego specjalistycznego wykształcenia,  polegał na doświadczeniach i miał niezwykły dar konstruktorski połączony z intuicją wynalazcy. Posiadał też coś i więcej, bo doskonałe talenty managerskie i biznesowe oraz umiejętność troszczenia się o swój majątek poprzez patentowanie wynalazków i następnie bezwzględne ściąganie opłat licencyjnych. Oczywiście można cytować pogłoski, że duża liczba jego wynalazków to dzieło współpracowników, ale nikt chyba nie odbierze mu historycznej palmy pierwszeństwa jak twórcy żarówki, gramofonu, silnika prądu stałego czy wreszcie kamery filmowej.
Nikola Tesla to z kolei Serb urodzony w chorwackiej wiosce, przez całe życie był zwolennikiem koegzystencji i Jugosławii, której już nie znamy. Był dość gruntownie wykształcony inżyniersko na Politechnice w Gratzu. Kolejny genialny wynalazca tamtego okresu, twórca silnika prądu zmiennego, prądnicy, baterii, elektrowni wodnej, a też i radia (tak to Tesla a nie Marconii jak  powszechnie się sądzi, był prekursorem badań nad wykorzystaniem fal radiowych, a Marconi w swoich konstrukcjach korzystał z prac Tesli). Tesla podczas swoich odkryć łączył nie tylko dobre wykształcenie, ale coś w rodzaju niesamowitej intuicji, wręcz nie z tego wymiaru – jak sam się przyznawał, część jego pomysłów przychodziło niespodziewanie w formie przebłysku geniuszu.
Przypadek, a może przeznaczenie połączył obu tych wynalazców. Tesla zaczął pracować dla europejskich filii koncernów Edisona, i następnie wyemigrował do Ameryki gdzie znalazł zatrudnienie bezpośrednio w biurze bardziej znanego odkrywcy. Jak wiadomo dla takich dwóch indywidualności świat na pewno był za mały, poróżniło ich 50 tys. $ (na ówczesne czasy pewnie fortuna) które Edison obiecał Tesli za usprawnienie swojego silnika. Kiedy Tesla tego dokonał i nie tylko, bo zaproponował wykorzystanie prądu zmiennego zamiast stałego – Edison nie wywiązał się z obietnic,  za to wyrzucił Teslę z pracy, co okazało się później wielkim błędem. Serb znalazł bowiem sojusznika w osobie George Washingtona (również wielkiego wynalazców, który zbił majątek na patencie hamulców parowozów) i razem zaatakowali uprzywilejowaną pozycję Edisona w obszarze dystrybucji energii. Był to  wówczas sektor hi-tech, prawdopodobnie porównywalny z dzisiejszym IT. Świat wchodził bowiem w okres elektryczności, a miasta pokrywały się sieciami kabli dostarczających prąd do lamp i innych urządzeń. Edison stawiał na prąd stały, taki bowiem rozumiał, a był przeciwnikiem prądu zmiennego (jego adwersarze twierdzili, że z racji ograniczonego wykształcenia, nie rozumiał teorii liczb zespolonych). Pierwsze systemy zasilania miast były wiec oparte o prąd stały (DC) ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami. Tesla z genialnymi koncepcjami silnika na prąd zmienny (AC) od razu uderzył mocno, proponując wysokonapięciowe sieci dystrybucyjne ograniczające straty i jakby nie patrzeć – obecnie powszechnie stosowany system. Edison nie chciał się poddać i w „War of Currents” stosował nie tylko czyste chwyty – spektakularnie ostrzegał przez niebezpieczeństwem wysokiego napięcia, pokazując publiczne egzekucje zwierząt rażonych prądem (z tego czasu pochodzi też wynalazek krzesła elektrycznego jaki zaproponował). Pomimo makabreski z martwymi psami (a był też podobno film o egzekucji oszalałego słonia z cyrku) zwyciężyła koncepcja lepsza technologicznie i świat uwierzył w prąd zmienny (choć w niektórych miastach – Helsinki do 1940 i Sztokholm do 1970 były jeszcze kawałki na stały).
Tesla to też genialny wizjoner w innych kierunkach i prawdopodobnie najbardziej utalentowany wynalazca współczesności (choć on sam zawsze wspominał swojego przedwcześnie tragicznie zmarłego brata – upadek z konia – jako osobę o ponadprzeciętnej inteligencji, do której on sam nie dorastał). W wynalazkach i koncepcjach – geniusz i wizjoner, a też po trochu magik i cudotwórca, bo starał się w swoich publicznych pokazach przekazać nimb tajemniczości i innego wymiaru, obecnie pewnie nieodżałowany Jobs byłby jedynie po części jego naśladowcą. Tesla wierzył, że rozwiązał zagadnienie prawie darmowej energii – w jego notatkach można znaleźć zapiski, że pracuje i rozwiązał ten problem, ale też, że odkrył coś, co nazywał „promieniem śmierci” – możliwość budowy śmiercionośnej broni, która może uderzyć w dowolny punkt kuli ziemskiej. Tesla próbował udowodnić część swoich teorii praktycznie w wielkim laboratorium w Colorado Springs, ale spowodował dużej skali katastrofę (o co oskarżał sabotażystów Edisona). Zwolennicy teorii spiskowych czasami twierdzą, że tzw. katastrofa meteorytu tunguskiego na Syberii w 1908 roku to nic innego jak efekt działania „promieni śmierci”. Z jednej strony to chyba naciągane, bo laboratorium Tesli w Colorado Springs przestało działać ok 1900, ale z drugiej w 1908 Tesla pracował w futurystycznym (nawet dziś) Wardenclyffe Tower na Long Island (Nowy Jork) i kto wie co tam z niego wysyłał i co w nim odbierał.
Tesla umarł w 1943 roku w hotelu w Nowym Jorku (notabene wyposażonym z instalacje na prąd stały – co za ironia). Kilka dni później amerykańskie sądy potwierdziły jego prawa patentowe do radia. Zaraz po jego śmierci natomiast wszystkie notatki zostały skonfiskowane przez amerykańską Secret Service, więc nie wiadomo ile z dzisiejszej amerykańskiej technologii militarnej zawdzięczane jest tym zapiskom. Wierze, że niewiele, bo Tesla przekraczał swoje czasy i pewnie nikt oprócz niego nie jest w stanie zrozumieć jego zapisków co jest smutne jeśli chodzi o prawie darmową energię, ale i pocieszające w przypadku „promienia śmierci”.
Dziś w technologiach LED, świetlówkach (notabene wynalezionych przez Teslę), MP3 i cyfrowych formach dźwięku – powoli opuszczamy wynalazki Edisona, a silnik na prąd zmienny, bateria, elektrownia wodna i sieć dystrybucyjna – trzyma się mocno. Nazywamy to może inaczej – „smart grid” i polerujemy komputerami, czujnikami i sterowaniem, ale wciąż podstawą naszego codziennego życia są odkrycia Tesli – niecodziennego geniusza, który zawsze zatrzymywał się w pokojach hotelowych o numerach podzielnych przez 3. Do skrajności kochał gołębie i zwierzęta, obsesyjnie nienawidził biżuterii, a zwłaszcza kolczyków z perłami i był maniakiem czystości i higieny. W dzisiejszych czasach, jako dziwak i osoba nieprzystosowana społecznie, prawdopodobnie nie znalazłby pracy w żadnej z poprawnych politycznie światowych korporacji , a może wręcz przeciwnie – pokonałby je tak jak pokonał wielkie imperium Edisona, przynosząc nowe epokowe odkrycia ….

Kategorie: Bez kategorii | Komentarze: 3

Rzeczy i projekty które dotknęło fatum …

Kategorie: Energetyka

W racjonalistycznym świecie nie ma miejsca na zabobony i nie powinni im ulegać inżynierowie. Wszystko zawsze zależy od wypadkowej warunków technicznych i można wytłumaczyć teoriami wytrzymałości, struktury materii i praw zachowania. Jakoś jednak podświadomie nasz umysł zawsze wymyka się od stuprocentowej racjonalności i biegnie w pola zabobonów, magicznych obrzędów i wiary w gusła. No bo jak i nie wierzyć jeśli pojawiają się czasami rzeczy lub miejsca, które w dziwny sposób umykają zdroworozsądkowym osądom.

Pierścień Valentino – znany aktor i największy amant wszechczasów kupił go od jubilera w San Francisco, pomimo ostrzeżeń o zgubnym wpływie i fatalistycznym przeznaczeniu. Pierścień można zobaczyć w filmie Szejk – ostatnim filmie Valentina, chyba nienajgorszego aktora, który umarł nagle na zapalenie otrzewnej lub sepsy. Valentino żył dość bujnie i wbrew oszczerczym artykułom prasowym nie miał chyba ani grama skłonności homoseksualnych. Umiał natomiast (o czym wie niewiele osób) dość dobrze się boksować. Wyzwał na pojedynek bokserski dziennikarza, który go obraził, a ten wystawił do walki zawodowego boksera – ale mimo to walkę Valentino wygrał. Pierścień jednak zakończył jego życie w wieku 31 lat i wraz z nim uśmiercił szereg fanek, które popełniły samobójstwo, a potem też w zadziwiający sposób skracał życie kolejnym właścicielom, w tym także złodziejowi, który skradł go z domowego sejfu jak i aktorowi który wcielił się w rolę Valentino. Obecnie pierścień mieszka w sejfie w banku i nie pozbawia życia nikogo, ale wg informacji bank jest częstym miejscem napadów i pożarów.

Diament Hope – bo dziś nosi nazwę od amerykańskiego bankiera Henry-ego Hope, który kupił go w 1830 roku. Zanim przyniósł nieszczęście nowemu właścicielowi oraz jego potomkom przeszedł już długą drogę wśród katastrof, mordów i męczarni. W Europie pojawił się w połowie XVII wieku, za sprawą francuskiego kupca, który sprzedał klejnot francuskiemu królowi Ludwikowi XIV. Kupiec niedługo stracił majątek i zmarł, a dynastia Burbonów wpadła w wir klęsk i nieszczęść posiadając Przeklęty Diament (tak go nazywano), aż do Ludwika XVI i Marii Antoniny, którzy jak wiadomo skończyli na szafocie. Potem kolejni właściciele od amsterdamskiego szlifierza, francuskiego brokera, amerykańskiego milionera i tureckiego sułtana – umierali nagle, popełniali zbrodnie, kończyli ze sznurem na szyi lub w całkowitej nędzy i zapomnieniu. Podobno jedyną możliwością pozbycia się fatum było podarowanie diamentu w prezencie (w tym przypadku nie był to chyba prezent „od serca”). Ostatni właściciel milioner Harry Wilson tak zrobił, darując klejnot muzeum gdzie można podziwiać jego piękno do dziś. Zgodnie z przesądem wyjątkowo Wilsonowi nic się nie stało bo podarunek nastąpił bardzo szybko.

Przeklęty dom w Wenecji – jeśli było się nad Canale Grande w pobliżu ujścia do morza i podziwiało zachwycająca architekturę domów (pałaców), nagle zobaczy się jeden z nich w zadziwiająco opłakanym stanie. Widać że nie zamieszkały , pomimo iż wszystkie obok świecą bogactwem i przepychem. To przeklęte miejsce, które przyniosło nieszczęście wszystkim kolejnym właścicielom, którzy kończyli sami ze sobą (stryczek, trucizna) lub też wykańczali innych domowników, a następnie spędzali resztę życia w więzieniach lub przytułkach dla obłąkanych. Już kilkadziesiąt lat chyba świeci pustką. Pogłoski mówią, ze chciał go kupić Woody Allen, ale i on (pewnie słusznie) postanowił na wszelki wypadek nie dotykać klątwy.

Polski przemysł i energetyka, też ma kilka miejsc i projektów które wymykają się racjonalistycznemu osadowi. Żarnowiec i sam program budowy energetyki jądrowej. Miejsce wytypowane na pierwszy polski reaktor atomowy (lata 80-te ubiegłego wieku), technicznie i koncepcyjnie pomyślane całkiem nieźle – dostęp do wody z jeziora do chłodzenia. Co prawda wystarczy tylko na ok 440 MW jak było planowane wtedy, większy blok jak dziś musi brać wodę słoną do chłodzenia – co niesie teź i pewne komplikacje techniczne. Obok duża elektrownia szczytowo-pompowa (800 MW nad tym samym jeziorem) – wiec idealna kombinacja z dużym źródłem klasycznym i na dodatek niedaleko aglomeracja – 3 miasta, która zapewnia duży odbiór energii. Wydawałoby się, że właściwie super, ale jakoś od kilkudziesięciu lat się nie udaje. Może to malownicze i piękne miejsca nad Piaśnicą (rzeczka jezioro – morze) lub jakieś inne fatum, kolejno broni miejsca przed energetycznymi projektami. Pierwsza próba budowy elektrowni jądrowej utknęła na fundamentach (poziom minus kilka metrów, a trzeba pamiętać , że tam więcej betonu niż ponad poziomem zero). Dodatkowo sam reaktor kupionym, wtedy jeszcze, z czesko-słowackich zakładach Skoda, nie dojechał na miejsce. Od tego czasu było kilka prób reaktywacji – jako elektrownie gazowo-parową (w połowie lat 90-tych nawet dość usilnie), a ostatnio znów jako faworyt lokalizacyjny nowej elektrowni jądrowej. Racjonalnie i technicznie, miejsce najlepsze ze wszystkich proponowanych , o ile oczywiście przekona się lokalną społeczność. Z drugiej strony irracjonalne przeczucie czy rzeczywiście da się tam coś wybudować jeśli już kilka razy bezskutecznie próbowano. Może jednak lepiej nie budzić „kosmicznej energii” …

Kilka projektów przesyłowych i transportowych. Rurociąg paliwowy Odessa-Brody i potem Gdańsk – który miał być alternatywą tego co przecina Polskę w pół i ma dźwięczna nazwę „Przyjaźń” choć raczej kompletnie zamienił się w czysty (a może i trochę brudny) biznes. Co i rusz reaktywowany w rozmowach miedzy krajami, ostatnio jakby popadł trochę w zapomnienie. I nieśmiertelne połączenie energetyczne (most) Polska – Litwa. Już w latach 90-tych zawsze obecne w planach inwestycyjnych i podtrzymywane korzystnymi analizami dla obu krajów. Znowu – technicznie sensowne, jakoś fatalistycznie trudne w realizacji. Ostatnio znowu na tapecie, ale nie wiem czy wszyscy w stu procentach wierzą, że zakończy się szczęśliwie.

Energetyka jest i tak jeszcze w miarę dobrym przykładem bo bardziej boję się o drogi i sławetną A2 – tu naprawdę jest miejsce na małe egzorcyzmy i próby odganiania złych uroków. Najpierw padli Chińczycy, teraz ich następca DSS, a droga uparcie nie poddaje się i nie chce się zbudować. Osobnym tematem są duże projekty informatyczne w tym kraju szczególnie te z „e-„ na początku od e-dowodów (opóźnione lub skasowane), po e-rejestr medyczny (ostatnia kontrola wskazuje na zmowę oferentów) po e-administrację (właśnie KE wstrzymała dofinansowanie).

Co robić – czy mimo tych wszystkich znaków – dalej próbować racjonalistycznego podejścia i nie patrzeć na fatum i jasne (dla równoległych światów) sygnały. A może jednak próbować wprowadzić na etaty zawodowych guślarzy, parapsychologów i znawców sił tajemnych. To chyba ostatnia szansa dla polskiej energetyki (która za chwilę będzie miała deficyt mocy) jak i drogownictwa (z rozkopanymi kawałkami autostrad z „częściową przejezdnością na 2012”), choć nie wiem czy nawet Ci dadzą rade w informatyce. Więc może – popatrzeć na inne możliwości i „zdjąć fatum” – a to (jak w Diamencie Hope) jest przecież możliwe !!! Wystarczy … podarować … Uzbekistan, egzotyczne kraje dalekiego wschodu jak i czarny pas Afryki czekają – może więc tam wyeksportować te nasze sztandarowe projekty i zacząć wszystko normalnie ? …

Kategorie: Energetyka | Skomentuj

USA na drodze do całkowitej niezależności energetycznej …..

Kategorie: Energetyka

Opublikowane z Newsweek.pl

Często można USA krytykować na forach internetowych i wieszczyć kres gospodarki amerykańskiej … ale chyba trochę przedwcześnie. Czasami działania Amerykanów wydają nam się mało finezyjne i siłowe, ale w niektórych przypadkach okazuje się, że wynik jest zadziwiająco dobry (dla nich).

Od mniej więcej dekady USA konsekwentnie dążą do uniezależnienia od importu surowców energetycznych i posiadanie zarówno własnych źródeł energii jak i niezawodnego i silnego systemu wytwarzania. Prezydenci się zmieniają, kampanie wyborcze trwają, a ten fundament polityki gospodarczej trzyma się mocno. Patrząc dokładnie można zobaczyć kilka stałych elementów strategii:

- zmniejszenie zależności gospodarki od ropy naftowej – głównie poprzez wprowadzanie bardziej ekonomicznych pojazdów. Każdy kto był w Ameryce, jeździł na pewno samochodem (bo inaczej się nie da) i pokonywał wielkie odległości. Samochód w USA jest atrybutem kultury masowej i nierozłącznym towarzyszem życia, nie tylko dlatego, że mamy restauracje, bary, kina, a nawet bankomaty przystosowane do obsługi klientów, którzy nie wysiadają  z samochodu, ale  że do niektórych miejsc praktycznie nie da się dojść na piechotę. Prosta zależność – średnie zużycie paliwa na 100 km (oni liczą inaczej – ile km da się przejechać na jednym galonie – to dla nas mordercze zadanie arytmetyczne) warunkuje ile ropy naftowej będzie importowane. Przez ostatnie 20 lat średnie zużycie spadło o mniej więcej 2 l na 100 km (teraz poniżej już 8 – a samochody mają naprawdę duże silniki) a target to 4,3 w 2025. Strzelające ceny paliw na stacjach robią swoje , wszyscy konsumenci są świadomi i przekonują się do ekonomicznych silników. Dodatkowo USA strategicznie dywersyfikuje swój import (nie tylko kraje Zatoki Perskiej), rozwija własną produkcję i inwestuje w nowe technologie (łupki roponośne). Niektóre szacunki mówią wręcz o tym, że w 2025 to USA będą eksportowały,a nie importowały ropę także.

- shell gas (gaz łupkowy) i całkowicie odwrócenie roli importera. Szybko to bardzo poszło , jeszcze na początku obecnego wieku nic, praktycznie początek w 2002, a już obecnie 34 %b krajowego zużycia. USA wyprzedziły Rosję w produkcji gazu i są obecnie samowystarczalne. Na efekt nie trzeba długo czekać – nawet ceny gazu w USA (już ok 70 $ za 1000m3 – właśnie padł rekord najniższych cen od 10 lat) są niższe niż regulowane ceny w Rosji (!!!) – warto porównać to z komentarzami, że Gazprom za chwile zbankrutuje jeśli nie podniesie cen na rynku wewnętrznym. Długoterminowy trend stabilny (wreszcie) z lekką tendencją zniżkową (warto porównać nasze ceny i tendencje – Polska płaci – prawdopodobnie, bo ceny są tajne, ok 400 do 500 $ a ma spór z Gazpromem w arbitrażu). Dzięki temu wystrzeliły inwestycje w bloki gazowo-parowe – teraz nie projektuje się i nie buduje niczego innego. Sektor wydobycia rozwija się bardzo dynamicznie (mimo zacięć ekologicznych i gdzieniegdzie sygnalizowanych problemów), i prawdopodobnie podwoi przychody za trzy lata. Już dziś na szybko przerabia się terminale morskie, które kiedyś służyły do importu na bazy LNG gdzie będzie się pakować amerykański gaz na tankowce i rozsyłać po świecie, a zbiorniki w USA są pełne po brzegi. Scenariusz którego nikt nie przewidział kilkanaście lat temu.

- racjonalne podejście do energetyki odnawialnej. Tu USA też nadążają za modą i wprowadziły silne naciski na budowę elektrowni słonecznych i wiatrowych. Poszczególne stany ustalają różne pułapy wykorzystania źródeł odnawialnych w bilansie (nawet 15 -20 % ale też i 0) racjonalnie, w zależności od możliwości i ekonomiki. Ostatnio im tańszy gaz (łupki), a w gospodarce ciężko, tym mniej „religijne” podejście i coraz częściej bloki gazowe zamiast odnawialnych są akceptowane.

- bynajmniej nie rezygnacja z energetyki jądrowej – może nie tak szybko i optymistycznie jak przez Fukushima, ale właśnie wydano pierwsze pozwolenie na rozbudowę elektrowni jądrowej Vogtle w Georgia. Ruszają inwestycje – w projektach kolejne 6 – 8 reaktorów do 2020. Energetyka jądrowa traktowana jest jako backup innych  źródeł energii i konieczny bufor systemu energetycznego. Może nie jako podstawa, ale na pewno stare bloki będą odbudowywane. Ruszają mocniej też projekty badawcze nowych reaktorów i to wcale nie reaktorów IV generacji (co  pewnie nastąpi za 20 – 30 lat jak dobrze pójdzie) ale coś co nazywa się reaktorami modułowymi. W tej pojemnej nazwie wszystko co ograniczy moc jednostkową. Obecnie jest  ok 1000 MW co fajnie jeśli chodzi o jednostkowy koszt wytwarzania ale problematyczne jeśli chodzi o całkowity koszt inwestycji – za duże zaangażowanie finansowe w niepewnych czasach. Idą więc projekty zmniejszania mocy reaktora, ale zrobienia bardzo modułowej , powtarzalnej konstrukcji – tu są pomysły zarówno 300  jak i  125, a także po 30 MW. Te ostatnie paradoksalnie mogą zaraz być skojarzone z ropą z łupków (tam potrzebne duże ilości pary czasami na odludziu, a wtedy mały modułowy reaktor jak znalazł).

Można wiec dalej krytykować na forach i komentarzach, ale pewnych faktów technicznych i ekonomicznych nic nie zmieni. Za chwilę – Ameryka będzie całkowicie samowystarczalna energetycznie i stanie się jednym z globalnych eksporterów (!!!) surowców i energii. Od tego już tylko krok do radykalnej obniżki cen surowców na świecie – przynajmniej tych z Bliskiego Wschodu. Ten trend to dobry znak dla amerykańskiej gospodarki i żółta kartka dla rozrzutnych krajów arabskich które naftowe bogactwo przekształcają w palmowe wyspy i imponujące wieżowce. To też mała refleksja dla Europy, która postanowiła być zielona i droga energetycznie – ale jak widać cała reszta świata ma zupełnie inne zdanie. Jak zawsze wcześniej czy później – zadecyduje ekonomia. Szkoda tylko, że nie można niestety powiedzieć, że niedługo Polska też będzie samowystarczalna energetycznie ……

Kategorie: Energetyka | Skomentuj