Tworzywa sztuczne (potocznie plastik) – to rzecz, bez której dziś nie jesteśmy się w stanie obejść. Niestety wszechogarniająca obecność plastiku, to także rosnąca w postępie geometrycznym nieprzetwarzalna góra odpadów, które zaczynają powoli zagrażać naszej egzystencji.  Plastik jest praktycznie nie-biodegradowalny i gdy jest odpadem zostanie z nami na zawsze. Od roku 1950 wyprodukowano na świecie prawie 9 mld ton plastiku z czego tylko (globalnie) ok. 10 % jest podawane recyclingowi, 12% spalane, a cała reszta (78 % !!) składowane na wysypiskach.

Pierwszy wyprodukowany przez człowieka plastik to nitroceluloza (tzw. pareksine – od nazwiska wynalazcy Alexander Parkes, w roku 1856 w Anglii). Potem pałeczkę przejęli niemieccy i austriaccy chemicy, a ok. 1900 powstaje dla odmiany w Belgii znany i w naszych czasach bakelit. Potem jak zwykle pomaga wojna i mamy wysyp nowych odkryć, a lata 50-te to już powszechny zalew tworzyw sztucznych i rozwój wielkich chemicznych gigantów po obu stronach Atlantyku. Niestety pojawia się też i problem z odpadami – a teraz spektakularne zdjęcia wielkich kożuchów z plastikowych odpadów dryfujących po falach oceanów. Plastik jest wszędzie i jego odpad też jest wszędzie i zaczyna być wrogiem naszego biologicznego życia.

Za problem zabrała się Unia Europejska i najpierw 10 października odpowiednią rezolucję podjęła Komisja Ochrony Środowiska, a teraz i w ostatnią środę sam Parlament Europejski (imponującą większością 571 do 52) . Od 2021 obowiązywać ma zakaz wykorzystywania i sprzedaży plastiku jednorazowego użytku ( np. torby, słomki, talerzyki i sztućce – to podobno ok. 70 % zanieczyszczeń morskich), a forsowany jest także program redukcji innych plastikowych wyrobów (zmniejszenie zużycia tych produktów, które nie mają alternatywy o 25 % do 2025, intensyfikacja recyclingu, nowe pomysły na opakowania, krajowe plany anty-plastikowe). Pomysł na pewno słuszny i fajny – może wrócimy do dawnych pomysłów na koszyki i domowo produkowane na drutach siatki na zakupy. Plastiku jest niewątpliwie za dużo i żyjemy w śmieciowym świecie – coś trzeba z tym zrobić.

Jednak tym którzy oczekują, że wszystko to zostało przegłosowane w nadziei lepszego świata i wyłącznie za sprawa idealistów poddaję małą teorię spiskową – dlaczego tak naprawdę plastik stał się w Europie wrogiem. W grudniu 2017 nastąpiło bowiem bardzo istotne wydarzenie w „plastikowym świecie” – Chiny zakazały importu odpadów.  Analogiczne decyzje podjęły inne kraje południowo-wschodniej Azji – zakaz importu obowiązuje też w Tajlandii, która dołącza do Wietnamu i Malezji (poprzednio także potęg w przetwórstwie śmieciowych tworzyw sztucznych). To wielki problem dla najbardziej rozwiniętych krajów świata – przykładowo w Europie model postępowania w z odpadami opierał się o spalanie (40 %), składowanie (30 %) i recyklingu (30 %). Należy wspomnieć jednak ze w recykling włączało się działalność eksportową (wysyłamy za granice i tam poddajemy recyklingowi). Kończyło się wiec wiadomo jak – powszechnie fałszowano statystyki, wysyłano za granice najbardziej toksyczne i trudne odpady i wypychano wszystko co się da (np. Irlandia „eksportowała” w 2016 prawie 95 % swojego plastiku do Chin. Podoba mi się nazwanie procesu utylizacji swoich śmieci – eksportem – no bo w końcu wysoko uprzemysłowione kraje dawały możliwość na zarobek – przesyłając cenny odpad plastikowy biedniejszym, którzy go sortowali, recyklingowali i używali dalej (przynajmniej w teorii). W rezultacie w Azji (a pewnie też i Afryce i Ameryce Południowej) rosły góry plastikowych śmieci. Może za bardzo spiskowa, ale może i korelacyjnie dobra teoria, że to właśnie problem z upchnięciem odpadów uruchomił całą machinę PR-ową i owe zdjęcia zanieczyszczonych oceanów dla wprowadzenia regulacji, które mają niekontrolowaną produkcję plastiku zatrzymać. Warto popatrzeć też na zadziwiające zbiegi okoliczności z naszego kraju. Granowo (październik), Legionowo (październik), Szczecin (wrzesień), Sulechów (wrzesień), Zgierz (wrzesień) i całe wakacyjne punkty na mapie (Giebnia, Gorlice, Trzebina, Olsztyn, Warszawa, Radom, Grzegorzyce, Police). To nie mapa atrakcji turystycznych, ale składowiska odpadów (importowanych), które w zadziwiający sposób ulegały utylizacji (wybuchały pożary). W 2018 praktycznie nie było tygodnia, żeby się gdzieś w Polsce nie paliło a pewnie działo się to i po kilka razy na tydzień (do maja 60 pożarów – czekamy na statystyki roczne). Gospodarka światowa jest bowiem systemem naczyń połączonych, wraz z problemami w Azji pojawił się atrakcyjny kanał przerzutowy (eksportowy) do Polski i szybki pomysł na utylizację (podpalenia). Przy zwyczajowej bierności władz lokalnych (ktoś musiał dać zezwolenia na składowiska i na przeróbkę odpadów, ktoś widział ciężarówki, ktoś tam pracuje, ktoś to kontroluje i wreszcie ktoś rozlicza pożary) wydaje się, że znaleziono idealny kanał biznesowy, który wypełnił lukę na rynku.  Ale nie jesteśmy sami! W samej Lombardii (Włochy) w tym roku było prawie 20 pożarów składowisk odpadów – oczywiście w zadziwiający sposób znacznie więcej niż gdy Chiny odbierały plastik. Upycha się więc odpady i pali – gdzie tylko można, a im słabsze władze lokalne tym pewnie upychanie idzie sprawniej.

Patrząc na te korelacje i patrząc na realne zagrożenie od śmieci – popierajmy zakaz produkcji plastikowych jednorazówek i starajmy się zmienić swoje przyzwyczajenia na ekologiczne. Nawet jeśli nie jesteśmy super ekologiczni w duszy to zróbmy to dlatego, żeby potem tych plastikowych talerzy nie spalili nam koło domu na „importowym stanowisku segregacji i utylizacji”.

 

Zostaw komentarz:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *