Kiedyś wydawało się, że wszyscy maja jakąś misję, a media (prasa,TV) to podobno była IV władza. Boleśnie przekonał się o tym amerykański prezydent Nixon w latach siedemdziesiątych. Richard Nixon był prekursorem nowoczesnego marketingu politycznego i ówcześnie zorganizował coś co teraz jest właściwie standardem – tajną komórkę partyjną dla zdobywania nielegalnych informacji, a właściwie haków na konkurentów. Wykradano więc dokumentację medyczną, stosowano nielegalne podsłuchy, rozwijano brudne kampanie oczerniające przeciwników za pomocą spreparowanych informacji. Na dodatek robiono to na tyle nieumiejętnie, że podczas jednego z włamań, przebrani za hydraulików tajni współpracownicy Nixona dali się prozaicznie złapać, a działo się to w kompleksie biurowo-konferencyjnym o nazwie Watergate (miało tam mieć miejsce spotkanie przedwyborcze Demokratów) i od tego wzięła tez nazwa cała afera –Watergate.

To, że wszystko ujrzało światło dzienne należy zawdzięczać dwóm dociekliwym dziennikarzom poczytnego „Washington Post” – Bobowi Woodwardowi i Carlowi Bernsteinowi. Przez wiele miesięcy prowadzili własne śledztwo, uporczywie pisali artykuły i zadawali niewygodne pytania, aż doprowadzili do nacisku opinii publicznej i powołania senackiej komisji śledczej. Potem poszło już z górki, notabene okazało się, że rozmowy w Białym Domu były obligatoryjnie nagrywane, a komisja senacka doprowadziła do ich ujawnienia i pokazania mechanizmu władzy na samym szczycie w tym z wewnętrznym ustalaniem i akceptowaniem nielegalnych metod walki politycznej. Ciekawe jest też to jak długo to wszytsko trwało. Sam epizod Watergate miał miejsce w 1972 jeszcze przed wyborami, (które Nixon wygrał), a kolejne artykuły, śledztwo, komisje, itp. ciągnęły się miesiącami, aż do ustąpienia Nixona z urzędu w sierpniu 1974 roku. To co było oburzające i szokujące w roku 1974 jest właściwie już tylko śmieszne i żenujące. Po pierwsze, za działania à la Nixon prawdopodobnie żadna prokuratura obecnie nie postawiłaby zarzutów (np. hydraulicy pomylili drogę i mieli dobry zamiar naprawić krany), a haki polityczne to nie działania sprzeczne z etyką, a wręcz konieczne w nowoczesnym kodeksie politycznym. Po drugie żadna gazeta nie zajmowałaby się sprawą polityczną przez dwa lata (obecny standard to 6 do 12 godzin) i wreszcie po trzecie- żaden szanujący się dziennikarz nie zagłębiałby tak długo tematu, bo ma ograniczony czas na każdą z wiadomości, ponieważ w poczekalni stacji telewizyjnej już czeka baba z wychodowaną największą na świecie kalarepą czy tez facet, któremu umarła na katar cała rodzina, ale on poważnie myśli o operacji zmiany płci i zastaniu mistrzynią flamenco.

Dziś media jedynie gonią za sondażowymi słupkami, internetowymi kliknięciami i like`ami. Czas na każdą wiadomość to tylko kilkanaście sekund, a trzeba przede wszystkim wzbudzić emocje (i to najlepiej te skrajne) oraz wielkie zaciekawienie, by nie daj Boże przełączyć na inny kanał. Serwuje się więc głównie te ekstremalne i powierzchowne, najlepiej jeśli są cierpiące lub źle traktowane dzieci (w najgorszym wypadku zwierzęta), na koniec umierające lub cudowanie uratowane. Energetyka w ogóle nie wpisuje się w powyższy schemat. Nudna, wiele faktów, dziwnych liczb i nudnych ekspertów, którzy chcieliby powiedzieć o wszystkim. Dlatego w tym sektorze… w cenie są skrajności. Może zabraknie prądu (ogólnokrajowa katastrofa), albo choćby nasz rachunek za elektryczność będzie kosmicznie wysoki lub może energia będzie darmowa dla wybranych. Rewelacyjnie wpisuje się w tą strategię atom – a najlepiej jakaś awaria na ścianie wschodniej. Kuriozum ostatnich dni (np. http://www.fakt.pl/wydarzenia/awaria-w-elektrowni-atomowej-na-ukrainie-elektrownia-zaporoze,artykuly,507727.html) i radosne wielkie headline`y niektórych gazet i bulwarowych portali o śmiertelnym zagrożeniu. Zaczęły się urywać telefony – nawet do mnie – czy już kupować Lugol, a może jodynę i wypić duszkiem. Wobec takiej postawy mediów jakiekolwiek działania Państwowej Agencji Atomistyki czy innych rządowych centrów informacji były jednak spóźnione, a nawet jeśli były, to i tak media traktują je jako coś nudnego i nieistotnego.

Przecież dziennikarzowi lepiej jest mówić o wielkiej awarii, uwolnionych radioaktywnych chmurach i milionach śmiertelnych ofiar, oczywiście przekazując transmisję na żywo, z wozu ustawionego przed samą elektrownią no i obowiązkowo w zabezpieczającym kombinezonie). Warto poczytać też komentarze na portalach – ludzie wychowani na współczesnych mediach i tak wolą wierzyć w katastrofę, spisek i śmiertelnie niebezpieczeństwo, dlaczego? Dlatego, że zawsze można porozmawiać o tym z sąsiadką czy sąsiadem dodając swoje, że na pewno przez ten atom rychle umrzemy, a potem pójść obejrzeć kolejny odcinek telenoweli.

Niestety – media straciły dziś swoja misję. A może po prostu zmieniły ją z przekazywania rzetelnej informacji na walkę na słupki i newsy. Właściwie to po pokazywać informację prawdziwą – tabloidy pokazują, że najlepiej kreować zmyślony świat pełen emocji (no i sexu), a sukces jest zapewniony. Ochoczo włączyli się w nowy świat mediów politycy i teraz każda energetyczna wiadomość (np. ostatnie ustalenia klimatyczne w październiku) to był albo wielki sukces i miliardy zysków dla Polski albo potworna katastrofa i miliardy strat. Problem nowego wymiaru mediów, ale i polityki à la stary Nixon praktycznie uniemożliwia dziś wypracowanie jakiejś wspólnej ogólnonarodowej strategii energetycznej ,która przecież istnieje, bo zawsze będą widoczne tylko ekstrema (każda strona będzie ciągnąc do siebie i nie ustąpi na krok). Będzie to bardzo istotnym problemem dla Polski w kolejnych latach – dzięki kombinacji żarłocznych mediów i ochoczych do zajmowania ekstremalnych stanowisk i poglądów polityków i ekspertów będziemy mieli tylko festiwal wyrafinowanych cytatów i twittowych wypowiedzi, a tak naprawdę będziemy po kolei ogrywani na kolejnych europejskich i światowych spotkaniach energetycznych. Bo dzisiejszy Bob Woodward i Carl Bernstein nie chce dostać Pulitzera, on ma na cały dzień już zaplanowane tematy gdzie energetyka jest wciśnięta gdzieś pomiędzy babę z kalarepą i problem niskiej jakości serków twarogowych.

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *