Atomowa gra w chowanego (duży atom) lub stary niedźwiedź (SMR) …

Projekt atomowy po wielkim (marketingowym) przyspieszeniu wrócił na stare utarte ścieżki (czyli decyzje w kolejnym kwartale). Duże projekty atomowe stanęły w miejscu i mają jak zawsze problem z finansowaniem – wiemy, że chcemy budować, mniej więcej wiadomo za ile, tylko nie wiadomo skąd pieniądze.

Preferowany do pewnego czasu w UE model Kontraktu Różnicowego, jest już nieco niechętnie oceniany przez Francję, pomimo jej wcześniejszej zgody. Sprawa jest oczywista – ceny hurtowe w całej Europie spadły znacząco, a za taką cenę nie da się niczego w reaktorach Gen III+ wybudować. Ewentualny kontrakt różnicowy (CfD) w Polsce moim zdaniem byłby na poziomie 700-1000 zł/MWh (taką przyszła cenę generacji energii zaakceptowałyby instytucje finansowe uwzględniając ryzyko opóźnień budowy) – a dziś energia na TGE to 433 zł/MWh. Wobec tego energetyka jądrowa (globalnie) zaczyna wchodzić w fazę perturbacji, a w Polsce rozpoczęła „grę w chowanego”. Pomimo że została wydana decyzja lokalizacyjna i wszystkie pozwolenia środowiskowe dla budowy pierwszego bloku, nagle w wypowiedziach politycznych zaczął on się chować i znikać – pojawiają się niejasne komunikaty o jakiś nowych analizach.

Ewidentnie jest problem z dopięciem modelu finansowania (przy za wysokim Kontrakcie Różnicowym pracuje się pewnie nad jego obniżeniem za pomocą np. pewnych metod gwarantowania przejęcia kosztów finansowania przez opłaty konsumentów (RAB model). W takim przypadku na naszych rachunkach pojawiałaby się nowa, w skali miesiąca kilkunastozłotowa, pozycja – „atomowa”.  Rok wejścia do eksploatacji to już raczej nie 2033 a 2035 (a kiedyś – przypomnę – miało być nawet 2020) – więc wszystko zostaje po staremu – tzn. elektrownia atomowa będzie, ale nie wiadomo, kiedy (może 2035), nie wiadomo gdzie (analizuje się) i nie wiadomo za jakie pieniądze (model w przygotowaniu).

Dostawcy z każdego krańca świata (USA, Korea, Francja) znów z niepokojem patrzą na zawirowania, ale pojawiają się w Polsce i ogłaszają optymistyczne komunikaty o współpracy. Nowa odsłona… po powołaniu kolejnego pełnomocnika albo ustaleniu, które ministerstwo będzie się energetyką atomową zajmować. Dodatkowo małe, modularne reaktory atomowe (SMR) które miały dać „tani prąd w każdej gminie” nagle zapadły w hibernowany sen zimowy.  Stary niedźwiedź mocno śpi, a my go nie budzimy, bo koncerny przemysłowe które miały budować 2-3-7-21 czy więcej reaktorów na razie zajęte są czymś innym. Reaktorów SMR zresztą nie ma, bo jeden z głównych dostawców wszedł na szybką ścieżkę w kierunku bankructwa, albo co najmniej znacznego przesunięcia terminów. Z każdej strony, jak w wenezuelskim serialu, ta sama akcja, ci sami aktorzy i te same dialogi, ale można kręcić kolejne odcinki. Na razie nie widać mocnego zwrotu akcji.

Ile kosztuje tona węgla – odpowiedź zależy od… punktu siedzenia

Węgiel – jak zwykle – nie wiadomo ile kosztuje. Na rynkach światowych (indeks ARA – Amsterdam – Rotterdam-Antwerpia – europejski benchmark cenowy) to 107 USD za tonę. W energetyce polskiej orientacyjna cena dla węgla energetycznego to dziś ok. 530 zł za tonę (negocjacje kopalnie – elektrownie to osobny temat na analizy gospodarcze lub wystąpienia standuperów). Węgiel dla odbiorców indywidualnych (używają oni znacznie lepszych sortów węgla niż elektrownie) też tanieje i zdarzają się miejsca z ceną poniżej 1000 zł za tonę, choć zwykłe oferty to ok. 1500 zł za tonę. Ile więc kosztuje węgiel wg. górników? Tu magia zmienia rzeczywistość, bo okazuje się, że aktualna średnia cena wydobycia tony węgla oscyluje w okolicach 930 zł za tonę (czyli kopalnie dokładają do sprzedaży dość znacznie), głównie z powodu ekstremalnych wzrostów kosztów w ostatnich 2 latach (ponad 50%) – z których głównym był wzrost płac.

W każdym rynkowo działającym przedsiębiorstwie model biznesowy polegający na produkcji ze stratą raczej budziłby niepokój i zwiastował szybkie bankructwo, ale oczywiście nie w tym polskim sektorze, który czeka za spokojem na planowaną dotację 7 mld złotych zapisaną w budżecie.

Na dodatek pracownicy też ciekawie przykładają się kolejnych strat – w górnictwie wciąż obowiązuje tzw. deputat węglowy – archaiczny system zwiększania wynagrodzeń o okresową (roczną) premię w postaci odpowiedniej ilości węgla (JSW i PGG to 8 ton na głowę). Oczywiście nie wynosi się węgla w teczkach czy na ciężarówkach z pracy, ale przelicza to na ekwiwalent pieniężny. Pomijając zupełnie absurdalny w XXI wieku system takich dodatkowych świadczeń (czy pracownicy mleczarni powinni dostawać mleko a gorzelni odpowiednią liczbę butelek wódki? Tu w słabej pozycji są programiści, bo mogę ewentualnie dostać kawałek kodu…) warto popatrzeć jak górnicy wyceniają koszt tony węgla w ekwiwalencie za deputat – w PGG będzie to 1470 zł za tonę (w JSW chyba jeszcze wyżej). Jakby na to nie patrzeć, logicznie ani ekonomicznie się to nie spina, ale dopóki związki zawodowe kontrolują politykę górniczą – będziemy dopłacać. Podczas kryzysu górnictwa 8 lat temu dopłacić trzeba było 700 mln rocznie (na ustabilizowanie sytuacji), obecnie 7 mld (na ustabilizowanie sytuacji), a więc wygląda na to, że za 8 lat będzie to pewnie 70 mld (na… ustabilizowanie sytuacji).

Najciekawsze (właściwie i śmieszne i straszne), że nikogo to nie dziwi i ta cena węgla (dwa – trzy razy większa niż rynkowa) w deputacie podawana jest ze śmiertelną powagą po negocjacjach związki-pracodawca. Dokąd dojedzie górnictwo stojąc nad przepaścią – chyba już wiadomo.

Zostaw komentarz:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *