Wszystkie epidemie i kryzysy kiedyś się kończą. Nasza pewnie gdzieś z nastaniem naprawdę ciepłych dni w końcu kwietnia i na początku maja. Przykłady z historii pokazują, że na tym się nie kończy – epidemia powoduje ogromne straty gospodarcze i wielkie problemy społeczne…, a więc za chwilę – jeśli już nie ma bezpośredniego zagrożenia nad głową i masek na twarzy pojawi się… poszukiwanie winnych  – kto spowodował, kto źle działał i w ogóle na kim można wyładować złość i frustrację.  W średniowieczu zawsze po epidemiach następowały pogromy (zwykle Żydów, Romów lub cudzoziemców lub jakiejś innej grupy społecznej – koniecznie wyróżniającej się odmiennością strojów lub obyczajów) oraz często rewolucje, rewolty czy zwykłe zawieruchy z rabowaniem dworów i karczm.  Nie łudźmy się, że teraz to nie nastąpi i że spokojnie przystąpimy do odbudowy… rozliczenia (i wrogowie) muszą być.

Na kim więc będziemy wyładowywać postkoronawirusowe nastroje? Kilka propozycji poniżej.

Chiny i Chińczycy 

W końcu w Chinach wszystko się zaczęło. I może się okazać, że Chińczycy w miarę (w porównaniu do innych) efektywnie z pandemią sobie poradzili. Rozliczenia są nieuchronne – na początek zaczyna się od drobnych oskarżeń Prezydenta USA (tweetuje o „Chinese Virus”), ale po przejściu pandemii na pewno Chiny będą głównym obiektem ataku (i teorii spiskowych o laboratorium biologicznym w Wuhan). Nie wykluczyłbym nawet ze znając amerykańskich prawników , to za kilka miesięcy będą pozwy o odszkodowania w stronę Chin. Same międzynarodowe korporacje zaczynają sobie zdawać sprawę, że całkowite uzależnienie się od chińskiej produkcji i łańcuch dostaw jest już skrajnie niebezpieczne i powoli zaczną się dywersyfikować. W niektórych krajach obywatele dostaną też solidną porcję propagandy, że nie wiadomo kto to wszystko spowodował i jest winny, ale na pewno był żółty. W zależności od sytuacji gospodarczej – może to spowodować nawet wojnę handlową lub gospodarczą w drugiej połowie roku (w końcu rządzący muszą na kogoś zwalić problem).

Rządy i rządzący (krajowo, lokalnie i globalnie)

Po epidemii naturalne są rozliczenia. W każdy kraju nie tylko opozycja, ale i zwykli obywatele będą analizowali – czy zrobiono wszystko co było możliwe, czy w innych krajach jest lepiej czy gorzej, ale i naturalnie ludność będzie przenosić swoje problemy na rządzących (po początkowym entuzjazmie, że wszystko minęło).  W wielu krajach dojdzie do zmian, w wielu nastąpią gwałtowne zawirowania. Unia Europejska przejdzie też silną zawieruchę, bo w praktyce przestała istnieć w momencie problemu (jak widać jest to tylko organizacja „na dobrą pogodę”) – nie widzimy żadnych spójnych komunikatów, a decyzje przeszły w ręce rządów krajowych. Na pewno znowu wrócą tendencje odśrodkowe i pytania – co tak naprawdę robi Bruksela i dlaczego należy im za to płacić. Co do poszczególnych krajów – będzie różnie, we Francji ponad 600 lekarzy już zaskarżyło swojego Prezydenta. W Anglii pewnie za chwilę  – jaz uwagi na konieczność ewakuacji córki z Londynu, często oglądałem Borisa Johnsona i trzeba przyznać, że rzadko słyszałem taki zestaw bzdurnych i zaprzeczających sobie komunikatów (od tego, żeby nic nie robić bo trzeba zachorować i dużo osób umrze, ale będzie dobrze– to poprzedni tydzień, aż do pospiesznej izolacji i zakazie spotkań i pracy obecnie).

WHO 

World Health Organization (WHO) – Światowa Organizacja Zdrowia, założona w 1948 roku na Międzynarodowej Konferencji Zdrowia, obecnie są w niej 194 kraje. Inauguracja była 7 kwietnia (teraz to Światowy Dzień Zdrowia co brzmi dość paradoksalnie), więc zaraz będziemy mieli kolejną rocznice, która raczej przejdzie niezauważona bo wszyscy w domach na kwarantannie śledzą informacje o liczbie zarażonych. WHO zalicza dziś spektakularną klęskę w czasie pandemii i pokazuje wszystkim sceptykom szczyty niekompetencji, stawia pytanie o sens działania tej organizacji a na pewno o sens jego zarządzania przez obecnych przywódców. Każdy na pewno widział twarz Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa – Prezydenta WHO (a kiedyś Ministra Zdrowia Etiopii) i pamięta zupełnie bezsensowne (na chwile obecną) komunikaty ze stycznia, lutego i początku marca, „że to tylko lokalne i spoko”. Organizacja, która miała właśnie zapobiegać epidemiom i ostrzegać okazała się całkowicie spóźniona i absolutnie bezradna, a informacje jej Prezydenta przypominały czytanie newsów internetowych sprzed tygodnia. Rozliczenia będą – nie wiem czy WHO zacznie działać lepiej – ale na czas koronawirusa – ta organizacja jest jakąś pomyłką – tu akurat zaskarżenie byłoby nawet właściwe.

Ludzie sami w sobie …

Jest jeszcze opcja żeby zaskarżyć samego siebie. Jedna z nowych teorii mówi, że wirusy to reakcja świata przyrody na jej największego wroga – człowieka. W tej koncepcji co prawda nie mamy już szans, bo jak nie ten wirus to zaraz będzie następny albo jakieś trzęsienie ziemi z zabójczym topnieniem lodowców, ale kogoś da się jeszcze zaskarżyć. Przykładowo – co prawda w kryzysie i recesji po koronawirusie nikt nie będzie (przez chwilę) pamiętał o redukcji CO2 i średniej (rosnącej?) temperaturze naszego globu, ale w końcu zaraziła się chyba koronawirusem i Greta (PR-owa twarz młodzieżowej rewolucji klimatycznej) wraz z rodziną, więc można za to oskarżyć Elektrownię Bełchatów (bo przez emisje CO2 wirusem atakuje nas w samoobronie przyroda). W skarżeniu jak wiadomo bowiem nie chodzi o to kto ma rację, ale kto ma lepszych adwokatów procesowych.

To oczywiście pierwsze propozycje, bo jest jeszcze całe większe spektrum. Jakaś mniejszość narodowa (szczególnie jeśli posiada jeszcze sklepy albo pieniądze), bogacze i warstwa oligarchiczna (to też kuszący wariant dla niektórych populistycznych rządów), a na koniec Intelektualiści szczególnie nawołujący do rozsądku i panowania nad emocjami. Wracają podziały narodowe (bo granice zamknięte), wraca walka pomiędzy krajami o zasoby, a brakuje wspólnej idei i czegoś co łączy – bo każdy izoluje się w domach, potem w blokach i na osiedlach, miastach, województwach i krajach. Koronawirus uśmierca też społeczeństwo otwarte i prowadzi do totalitaryzmu, rządów silnej ręki i szukania wroga na około.

Jedyna różnica, że tym razem w czasie kryzysu nie będą winni bankierzy i finansiści. Oni tym razem dają pieniądze i kredyty i wielkie programy pomocowe i oni pochylą się z troską nad ciężkim stanem gospodarki i giełdy. I oni też zarobią na czasie zawieruchy, bo jak mawiał nieoceniony Rhett Butler z „Przeminęło z wiatrem” – „są tylko dwa czasy kiedy można zarobić naprawdę dobre pieniądze – kiedy kraj się wali albo kiedy odbudowuje, tylko w pierwszym przypadku można wzbogacić się szybciej”. W naszym koronawirusowym przypadku będzie to jeszcze do kwadratu, bo katastrofa i odbudowa będzie w jednym roku, a kogoś winnego – dla tych co za to zapłacą … na pewno się znajdzie.

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *