I znów kolejny tydzień wywrócił wszystko.  Na dzień dzisiejszy żadne energetyczne plany, przewidywania ,  możliwe regulacje czy wyrafinowane analizy ryzyka – nie są wiarygodne – bo prymatem jest polityka – przynajmniej w dwóch kluczowych wydarzeniach zagranicznych i jednym krajowym.

 

Z uwagi na te żółte i czerwone paski wiadomości krajowych, na początek gubimy to co dzieje się za granicą. A sytuacja staje się krytyczne. Pierwszy z długofalowych problemów to oczywiście Ukraina i pełzająca wojna za naszymi granicami. Słowo wojna jest powoli pełnouprawnione i nie chodzi bynajmniej o wojnę domową z separatystami. W tym tygodniu doszło bowiem od odcięcia dostaw gazu na Ukrainę co w wielu przypadkach z historii było już właściwie wystarczającym „casus beli” a na dodatek równolegle do eksplozji rurociągu gazowego – co zresztą zostało już potwierdzone jako wybuch bomby.  Krok po kroku Ukraina i Rosja wchodzą w stan gwałtownego konfliktu, ukraiński Prezydent oficjalnie zabronił jakichkolwiek dostaw wojskowych do Rosji z Ukrainy (co zrozumiałe politycznie , ale tez  gospodarczo znaczy ze wielka część wschodnioukraińskiego przemysłu będącego m.in. głównym dostawca silników dla rosyjskiego programu rakietowego , staje bez odbiorcy). Nie bardzo wiadomo co z cała układanką zrobić (i nie wie też cała zachodnia Europa) bo sieć wzajemnych powiazań jest gigantyczna a Europa wcale nie taka skora do pomocy i poświęceń. Wątpliwe abyśmy mieli program na miarę integracji wschodnich Niemiec (bo kto za to zapłaci), wątpliwe żeby odwrócić Ukrainę gospodarczo na Zachód i kazać im ponieść koszty (warto sobie przypomnieć problemy Polski z początku lat 90-tych i pomnożyć tak razy 3 do 5). Sama energetyka wystarczająco przynosi ekstremalny ból głowy – na razie Ukraina ma podobno 18 mld m3 gazu w magazynach co wystarczy do zimy. Przejście przez zimę bez rosyjskich dostaw nie jest realnie możliwe, a warto też zauważyć 50 % produkcji elektryczności z rosyjskich reaktorów i problem dostaw paliwa, części zamiennych i wiedzy dotyczących elektrowni jądrowych rosyjskiej konstrukcji – oczywiście pewnie tez i do przezwyciężenia – ale koszty ogromne (a kto zapłaci ?).   Najgorszy jednak scenariusz polityczny – pełzającej wojny na pełną skalę, od odcinania kolejnych dostaw po wysyłanie oddziałów ochotników i wojsk regularnych co na koniec musi skończyć się też i regularna wojna w której trudno wyobrazić sobie jakiegokolwiek zwycięzcę. Na pewno energetycznie (polsko) – przestawiamy na gwałt wszystkie możliwe przełączniki na problem bezpieczeństwa – zarówno samych dostaw jak i własnej produkcji aż po militarne i informatycznie zabezpieczenie własnych instalacji.

 

Trochę dalej politycznie też nie jest wcale wesoło. Kiedyś takie wiadomości byłyby hitem, dziś chcemy o nich jakoś szybko zapomnieć , ale trochę trudno przyzwyczaić się do kolejnej rewolty w Iraku i rebeliantach (tym razem kolejnych radykalnych islamistach) o 60 km od Bagdadu. Wszyscy, a zwłaszcza USA są do bólu zmęczeni Irakiem, a amerykańscy politycy chyba do bólu nie znoszą obecnych irackich władz (też ewidentnie niekompetentnych i wręcz winnych za całe obecne powstanie) ale dobrego wyjścia nie widać. Albo kolejny (jak Syria) bliskowschodni kraj permanentnej wojny domowej (wariant dobry jedynie dla producentów  broni) albo jeszcze gorsze scenariusze powstania wojowniczych islamskich państw o orientalnych nazwach (np. ten Lewant w tytule) (i znowu wariant dla producentów broni). Energetycznie – kolejna fala całkowitej niestabilności rynków, wysokie ceny ropy (a więc innych nośników). Nic co gwarantuje stabilny, przewidywalny świat i normalne energetyczne inwestycje zależne od przewidywanych czynników.

 

Na koniec oczywiście eventy domowe. Zarejestrowane kolacje i obiady prominentów właściwie zdominowały scenę polityczna i każdy chyba może sobie wyrobić własne zdanie. Efektem ubocznym energetycznie jest jednak też całkowity paraliż rządowo-parlamentarny i właściwie usuniecie wszystkiego co nie dotyczy podsłuchów i bezpośredniej walki politycznej. Możemy zapomnieć o nowych ustawach, o OZE o innych problemach energetycznych i spójnym działaniu naszych delegacji w Europie. Energetycznie – od razu dodajmy sobie od kilku miesięcy do kilku lat do każdej obecnie prowadzonej inwestycji (gazoport, elektrownie) i bądźmy przygotowani na dalszy paraliż decyzyjny. Energetyka musi dać sobie rade jaka jest, a jaka jest tez i każdy widzi.

 

Całość zaczyna wyglądać paranoidalnie, a już najbardziej podobnie (światowo i krajowo) do świetnego filmu Berry Lewinsona „Wag the Dog” – w polskiej wersji tłumaczony jako „Fakty i Akty”. To na początek śmieszna satyra na politykę (kolejne amerykańskie wybory gdzie aferę przykrywa się na szybko rozpętaną fikcyjną wojną) szybko staje się coraz bardziej gorzka, a na koniec już naprawdę tragiczna. Oglądało się z rozbawieniem ale dziś właściwie jako niewinną igraszkę, w niczym nie oddającą brutalności realnej polityki.   Tak naprawdę zaczyna się marzyć żeby było tak źle jak w „Wag the Dog”  i żebyśmy byli tylko tak manipulowani jak w filmie – tam wojna była głownie montowana w filmowym studiu a afera dotyczyła tak banalnych rzeczy jak łóżkowe romanse. Na razie niestety pogłębiamy się w mało rozwiązywalne kryzysy na wschodzie, na południu i u siebie. Polityka rządzi i energetyka dostaje za swoje i będzie miała problemy. Oby tylko ona ….

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *