Podwójny nelson w zapasach to jeden z najbardziej skutecznych chwytów. Polega na założeniu przeciwnikowi klamry pod ramieniem na kark. Zupełnie morderczy jest tzw. „podwójny nelson” – klamra wykonana oburącz – zwykle dla przewrócenia lub zupełnego obezwładnienia konkurenta. Każdy oczywiście zna tą nazwę, bo to był tytuł odcinka przygód Kapitana Klossa (niemiecki ośrodek wypoczynkowy w nieistniejącym Lisko Zdrój, który grał podobno Olsztyn) i korowód agentów będących jednocześnie podwójnymi agentami i działających jeszcze podwójnie na rzecz oficjalnych, ukrytych i dodatkowych mocodawców. Podwójny nelson dobrze jest więc założyć… ale słabo jeśli ktoś nam go założy, bo z tak efektywnego ataku, bardzo trudno się wywinąć, chyba że tak od razu, na samym początku jakoś sprytnie trzeba się wyślizgnąć…

Niestety, wygląda na to, że koronawirus zakłada nam podwójnego nelsona w finansowaniu Unii Europejskiej.  Ostatnie wiadomości pokazują, że w przygotowanej postwirusowej polityce Unii – z jednej strony tracimy na funduszach, bo trzeba pomóc gospodarce ogólnoeuropejskiej w czasie recesji, z drugiej utrzymywana (przynajmniej w teorii jest ostra forma polityki klimatycznej i redukcji CO2) – a więc dla nas konieczność inwestycji w zmiany energy-mix.

Ursula von der Leyen, przewodnicząca UE – właśnie mówi o nowym Planie Marshalla i wielkich inwestycjach w gospodarkę i ochronie miejsc pracy. Jak zawsze ton jest podniosły, a prognozowane efekty – rozwiążą wszelkie problemy. Jedyny problem…, że cały nowy plan pochodzi… ze starych pieniędzy (stary budżet), a więc nie jest to gigantyczna inwestycja, a jedynie przesunięcia w zakresie finansowania. Wygląda, że zostają skasowane lub ogromnie ograniczone fundusze strukturalne i głównie fundusze spójności (a więc tam gdzie jesteśmy beneficjentami), a zmienia kierunek na kraje południa – najwięcej na kraje, które najbardziej ucierpią (Hiszpania, Włochy – tu pewnie zaraz nastąpi  globalny kryzys bankowy i coś w rodzaju kopii danego programu ratowania finansów Grecji przez emisję sztucznych pieniędzy paneuropejskiego funduszu – tylko, że nie będziemy mówić o 250 miliardach, ale raczej o 1 bilionie euro ). Mniej na pewno popłynie na Europę Środkowowschodnią albo nawet i wcale, mają zostać zachowani (pomocowo) rybacy i rolnicy. Polska – na pewno dostanie zdecydowanie mniej – koniec funduszy strukturalnych przynajmniej w roku 2020 i jeśli (mamy taką nadzieję) koronawirus będzie mniej pustoszył nasz kraj to i mniej też będzie widać nas w statystykach pomocowych.

Ale … jednocześnie uchwyt energetyczny, założony drugą ręką …wcale nie zwalnia. Franz Timmermans głosi właśnie… utrzymanie europejskiej polityki klimatycznej. Pomimo pewnej recesji i dramatycznego stanu europejskiej gospodarki  – dalej forsowane są nowe cele redukcji CO2 na rok 2030  –  wzrost do 50-55 %  (z obecnych 40 %)  i następnie w kolejnych dekadach enigmatyczne ”trajektorie górnych emisji CO2”w poszczególnych krajach (a więc obowiązkowe redukcje wg. predefiniowanego scenariusza)  i pewnie możliwości interwencji na rynku certyfikatów. Na pewno to nie koniec – bo zaraz będzie i koncepcja,  aby opłaty za certyfikaty CO2 były kierowane zamiast do budżetów krajowych to do jednego wspólnego budżetu Unii (i może też na pomoc po koronawirusie). Oczywiście to „maksymalnie zielone” stanowisko będzie łagodzone – ale jak widać nie ma dziś w UE pomysłu żeby politykę klimatyczna porzucić – jedynie będzie może (?) przesunięta na lepsze gospodarczo czasy lub też elegancko „wkomponowana” w programy pomocowe powirusowe.

Polska jest więc łapana w podwójnego nelsona  – dostanie mniej (fundusze spójności i mniej ofiar koronawirusa), ale i zapłaci dalej tak samo dużo (a może i nawet więcej – bo bez opłat CO2 do swojego budżetu) za politykę energetyczną. Konieczne są na pewno szybkie reakcje i lobbing i jak najszybsze przeciwdziałanie – na pewno nie da się zawrócić biegu zmian, ale dałoby się może jakoś sprytnie obchodzić te klamry.  Polecana elastyczność i spryt z „Podwójnego Nelsona” w Klossie i zamiana jednych planów na drugie (w końcu oba były fałszywe)  – może na przykład zgoda na mniej funduszy (i tak je stracimy) za specjalną ścieżkę energetyczną?  Albo pomoc nam w transferze funduszy żeby jakoś się zaliczało do wykonania planów redukcji emisji.

Jest kilka możliwości, ale czasu jak zawsze mało  – i przede wszystkim… już należałoby jakieś pomysły wciskać w tryby unijnych kół zębatych – tam działa wszystko niby wolno, ale jednak nieubłaganie. Ale w końcu jak udało się Hansowi w fikcyjnym Lisko-Zdroju ….dlaczego ma się nie udać i nam?

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *