W dawnych komunistycznych czasach istniało tylko jedno zagrożenie – brak czegoś. Nigdy jako dziecko, nie pamiętam żeby dotknęła mnie plaga nadmiaru – w sklepach zawsze było pusto i zawsze czegoś brakowało. Po latach okazało się ze problemem może być nie tylko że jest za mało ale i zupełnie w drugą stronę – nadpodaż czy tez nadprodukcja (overproduction).

Na problem nadprodukcji zwrócił już uwagę Darwin w swojej fundamentalnej pracy dotyczącej ewolucji i w tym upatrywał jeden z mechanizmów zmian gatunków, zwracając uwagę że w przypadku zbyt dużej ilości potomstwa, dochodzi natychmiast do braków, a za tym do walki o byt w której przetrwają najsilniejsi – a więc ich geny (i modyfikacje genetyczne) będą dominujące. Nadprodukcja (biologiczna) może nie dotyczyć tylko jednego gatunku – okazuje się ze jeśli jakiś zwierz wpadnie nagle na inną cześć świata i znajdzie tam korzystne warunki do życia – efekty mogą być piorunujące.

W 1859 roku do Australii przybył pierwszy …. Królik. Sprowadził go (właściwie od razu dwa tuziny) podobno jeden z farmerów,  wielki wielbiciel polowań, który z chęcią chciał sobie do królików postrzelać (stosunkowo uboga i dość dziwna fauna Australii nie sprawiała dużej przyjemności myśliwym bo jak tu walić z dubeltówki w dziobaka lub co gorzej w kangura). Cześć uszatych zwierząt uszła spod lufy i rozpoczęła najbardziej morderczą jak do tej pory krucjatę nadprodukcji populacji zwierzęcej.  Samica królika może mieć co roku nawet do 40-tu młodych, co przy braku naturalnych wrogów w postaci dużych drapieżników powodowało że zakres terenu opanowany przez króliki mógł zwiększać się corocznie o kolejne 100 km w linii prostej. Króliki zajmowały nory i powodowały zagłodzenie (pięć królików podobno je tyle co jedna owca) „starej” australijskiej fauny, i nie były już tak miło witane przez farmerów – a raczej poddawane żywiołowej eksterminacji za pomocą broni palnej, sideł i trutek. Zbudowano tez coś w postaci s[specjalnego płotu („rabbit proof fence”) – prawie 2000 km ogrodzenia najlepszych ziem , byle tylko pozbyć się kłopotliwych, a tak miłych w wyglądzie i głaskani zwierzątek. Płot zresztą przetrwał do dziś – poniżej zdjęcie które ściągnąłem z http://nowak.com.au/  – i gdzie jak widać nawet obecnie wpuszczenie królika za ogrodzenie może kosztować prawie 100 tys złotych.

Bez tytułu

 

Ponieważ ani płoty ani strzelby nie były wystarczające sięgnięto po bron z wyższej półki. W okolicach 1950 po raz pierwszy zarażono je wirusem myksomatozy (przenoszony przez komary i pchły ale atakujący jedynie króliki). Po początkowym sukcesie, zwierzęta szybko się uodporniły (w końcu teoria ewolucji) i odpowiedziały rozmnazaniem na jeszcze większa skalę.  Kolejny atak biologiczny nastąpił więc w połowie lat 90-tych – tym razem caliciwirus, który jak do tej pory podobno działa i ilość królików stopniowo zmniejsza. Według niektórych źródeł podobno daje się nawet zaobserwować odradzanie buszu (poprzednio wyjedzonego), według innych króliki już się uodporniły i przystępują do kontrofensywy.  Wnioski są dość smutne i przygnebiające – nadprodukcja potrafi być równie groźna jak życie w gospodarce niedoboru, a czasami nawet bardziej tragiczne dla niektórych części populacji bo zaciekła walka o pozostałe zasoby w krótkim czasie unicestwia niektóre gatunki.

 

Jestem gorącym zwolennikiem teorii biologicznych i ewolucyjnych na technikę – a tu australijskie króliki pasują jak ulał. W ostatnich dniach w energetyce odnawialnej mamy do czynienia z „rzezią” na rynku certyfikatów OZE i dramatycznym spadkiem cen, po którym już właściwie tylko wyginięcie gatunków takich jak biogazownie, panele słoneczne czy elektrownie wiatrowe.  Tak jak wprowadzanie (nieprzemyślane) czegoś do ekosystemu, tak i cały system „zielonych” certyfikatów pokazuje że może dramatycznie zmienić warunki ekonomiczne – a co za tym idzie bytowania pewnych sektorów przemysłu. W całej Europie w założeniu miało być idealistycznie – regulacje unijne i pakiet Klimatyczny miał stymulować rozwój energetyki odnawialnej (i nowe europejskie technologie). W warunkach polskich przybrał specyficzny wariant gdzie do ceny 1 MWh w zielonej energii dodawało się cenę jaka można było uzyskać za zielony certyfikat. Role królików , wypełniła biomasa i to nie w małych kotłach a wielkich instalacjach współspalania z węglem albo nawet ogromnych przemysłowych (do prawie 200 MW produkowanej energii elektrycznej) blokach dedykowanych na spalanie czegoś co nazywa się biomasa a jest pewnie drewnem w różnej formie. Teraz urwało się to zupełnie z kontroli bo część konsumentów certyfikatów na dodatek nie umorzyło ich w poprzednim roku (cena certyfikatu była identyczna z opłata zastępczą) a teraz spotkało się z plaga mnożących się biomasowych króliczków. Cos co kosztowało 270 zł rok temu dziś kosztuje 150 i spada dalej. Inne gatunki zielonej energii – wymierają. Farmy wiatrowe nie są w stanie zapiąć przy tej cenie żadnej projekcji zyskowności , co zresztą widać po dość żywiołowym wycofywaniu się zachodnich inwestorów (wiatrowych) z Polski – praktycznie zostają  tylko projekty rodzimych koncernów.  O innych możliwościach – fotowoltaice, biogazie – nei warto już wspominać – dla nich pożywienia (pieniędzy) nie ma i nie będzie przy tak agresywnej konkurencji. Jakie będzie działanie rządu – cały czas toczy się dyskusja o modyfikacji ustawy OZE i widać próbę stosowania broni „biologicznej” – wstrzymania dofinansowania współspalania i mocne ograniczenie dotacji „czystej” biomasy. Z drugiej strony same koncerny energetyczne (właściciele tych instalacji) bronią się lobbując jak mogą – i nic dziwnego cena energii na rynku jest w ogóle dziś niska więc jak im zabrać biomasowe dotacje i skazać na wiatr czy słońce to ekonomicznie wynik będzie zastraszający.

Więc z biomasa trzeba będzie żyć. Tak jak z królikami , czasami trochę ja przydusić , czasami odpuścić dla dobra gospodarki. Całkiem i na czysto całego bałaganu i z energia odnawialna i z sama biomasą , posprzątać się już nie da. Szkoda ze nie myślano wcześniej (można powiedzieć tak o całej Europie tak ochoczo wchodzącej w idee szybkiej, taniej, efektywnej zielonej energii) , ale z drugiej strony co ma myśleć australijski farmer który chciał sobie … tylko postrzelać ….

Jeden komentarz do “Od australijskich królików po polską biomasę – jakie spustoszenie sieje nadprodukcja ….”

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *