Nic tak nie elektryzuje energetyki jak zmiany personalne, a dzisiejsze wiadomości to zmiany na stanowiskach dyrektorskich w Ministerstwie Energii.  Nowy Dyrektor Departamentu Energetyki Jądrowej – to prawdopodobnie nowe otwarcie energetyki jądrowej w Polsce – na razie wciąż nie wiadomo czy realne przyspieszenie budowy pierwszej elektrowni czy też realne zamknięcie programu.

Do tej pory (dla patrzących z boku) niestety dyskusja o atomie  wydaje się mało merytoryczna. Jakiekolwiek pytania, wątpliwości lub alternatywne strategie rozbijały się o skały nieustępliwości Departamenty EJ i oficjalny przekaz Ministerstwa Energii – „energia jądrowa – będzie i już”.  Dość znamienna jest sejmowa wypowiedź wiceministra sprzed kilku dni „Po zakończeniu konsultacji społecznych projektu Polityki energetycznej Polski do roku 2040 włączymy zielone światło dla budowy dwóch elektrowni atomowych” – czyli cokolwiek tam „wykonsultujemy” i cokolwiek dostaniemy w tych konsultacjach to i tak … uruchomimy program, bo decyzja jest już podjęta. Pokazuje to w pigułce całą polską dyskusję o atomie – można być tylko za (i ignorować jakiekolwiek niewygodne pytania) albo można być całkowicie przeciw (i wykorzystywać strach przed EJ do lobbowania alternatywnych rozwiązań).  Na pytania i problemy się nie odpowiada (bo i po co) i zawsze podaje się standardowy zestaw odpowiedzi (zwolennicy i przeciwnicy) ignorując obiektywne dane lub niewygodne informacje. Tymczasem dylemat jest naprawdę godny Hamleta – budowa elektrowni jądrowej wydaje się niesłychanie trudna (jeśli nie niemożliwa), a z kolei „niebudowa” to problem olbrzymich kosztów CO2 jeśli utrzyma się europejska polityka klimatyczna i prawdopodobnie wariant gazowo-OZE, który jako efekt pośredni , uniemożliwia uniezależnienie od dostaw gazu z kierunków wschodnich.

Na początek zestaw tych „atomowych problemów” z którymi będzie musiał się zmierzyć nowy Dyrektor Energetyki Jądrowej:

  • „Po pierwsze – pieniądze” czyli finansowanie inwestycji. Koszty oceniane na minimum 16-20 mld (blok nr 1) i finalnie ponad 100 mld (cały program w formie na dziś) są nieosiągalne dla sektora obciążonego wszystkimi bolączkami, a ostatnio ustawą blokującą podwyżki cen energii. Ponieważ alternatywne (i jedyne na dziś jakoś działające) koncepcje Kontraktów Różnicowych zostały odrzucone, to jak zostanie skonstruowane finansowanie programu – dalej nie wiadomo (znamienne odpowiedzi ME że „podamy to na koniec kolejnego kwartału”). Przypominamy że pomysły na zaangażowanie finansowania z budżetu lub udzielanie gwarancji państwowych na energetyczne kredyty na dziś są niedozwolone wg. regulacji europejskich i nie dajmy się przekonać stwierdzeniom „że to wszystko uzgodnimy z Unia”, bo widać jaki na dziś efekt podobno uzgodnionych ustaw „o prądzie”. Problem –  skąd pieniądze jest najważniejszy i w ogóle nie powinniśmy dyskutować nad czymkolwiek dalej bez rozwiązania tego punktu,  bo inaczej – energetyka jądrowa na pewno nie powstanie (tu warto popatrzeć na problemy w innych krajach europejskich i ostatnio wycofanie się Hitachi z projektu w Wielkiej Brytanii – właśnie z uwagi na niepewność finansowania, aczkolwiek projekt w Hinkley Point teoretycznie idzie zgodnie z planem, ale tam są Kontrakty Różnicowe).
  • „problem europejski – zamykamy energetykę jądrową”. Nie można zamykać oczu, że w samej unii dominuje pomysł przejścia na źródła odnawialne przy eliminacji energetyki jądrowej (poza Francją). Kraje gdzie EJ istnieje (poza Francja, Wielką Brytania i Finlandia) raczej nie rozważają upgradu swojej jądrowej floty, a raczej pokazują termin definitywnego zakończenia pracy atomu (planując zastąpienie tych elektrowni nowymi technologiami – oczywiście OZE – oczywiście też pytanie na ile te plany są realne). Tym niemniej – Niemcy 2022 a ostatnio Hiszpania 2036 – to terminy definitywnego zamknięcia elektrowni jądrowych. My w ostatnim planie ME planujemy budowę dopiero po 2040 – warto rozważyć czy to oni są tak nierozważni i nierozsądni czy też my nie doceniamy nowych rozwiązań energetycznych.
  • „opóźnienia w budowie – choroba europejska”. Znowu nie udał się rok 2018 w europejskiej energetyce jądrowej. Wielokrotnie przesuwane terminy oddania sztandarowych projektów EPR w Finlandii i Francji , planowane ostatnio właśnie na 2018 – znowu nie zostały utrzymane. Nienapawające optymizmem informacje z Flamanville – właśnie odkryto problemy ze spawami w rurociągach i obecnie podaje się koniec roku 2019 jako termin załadunku paliwa (więc pełne uruchomienie 2020). To jest wielkie zagrożenie (przesunięcia i opóźnienia budowy powodują ogromne koszty rujnujące opłacalność inwestycji). Co charakterystyczne – dzieje się to nagminnie w Europie i we wszystkich energetycznych budowach (warto popatrzeć na opóźnienia nawet projektów węglowych czy gazowych u nas). Na tym tle jądrowe projekty w Rosji czy Chinach napawają optymizmem – w Chinach tak naprawdę nowe generacje reaktorów już ruszyły. To też bardzo bolesna lekcja do odrobienia (należy przygotowywać się na problemy europejskie) i całkowicie dotychczas lekceważona przez ME – w oficjalnych komunikatach uważa się, że „damy radę” i nie będzie żadnego problemu (pomimo braku doświadczenia w technologii, bez silnych firm inwestycyjnych, bez zaplecza, itp.).
  • „wielkość bloków – czy pasują do obecnego systemu”. Energetyka może ogólnie jest dość powolna w zmianach, ale trudno nie zauważyć, że wiele się zmienia. Najprościej – popatrzeć na wykresy zapotrzebowania ze strony operatora. Rośnie – nowy rekord 26,5 tys. MW to argument, że potrzebujemy nowych źródeł. Ale jak spojrzymy dokładniej widzimy, że jednocześnie rośnie dramatycznie zmienność zapotrzebowania – potrzebujemy mocy (ale szczytowych), potrzeb ujemy mocy (ale rezerwowych kiedy nie ma OZE lub kiedy są tygodnie świąteczne). Dzisiejsze konstrukcje wielkich bloków jądrowych działają dokładnie „na odwrót” jakby oczekiwał system – i nic w tym dziwnego, budowane były na koncepcje energetyki z przed ćwierćwiecza. Znowu, jeśli po prostu będziemy tego nie zauważać i ignorować i na dodatek planować, że coś takiego wrzucimy do eksploatacji za kolejne 12-20 lat …
  • „nasze doświadczenia – na razie tylko papier”. Jeśli naprawdę chcemy energetykę jądrowa wybudować to też zmierzmy się z bolesnym doświadczeniem ostatnich 9 lat PPEJ. Nawet w samej komunikacji ME w ciągu ostatnich dni pojawiło się ze wydaliśmy od 375 do 750 mln i tu cytuje „w efekcie powstało kilka ekspertyz, raportów i analiz”. Nie ma wciąż dokończonych badań środowiskowych w wytypowanych lokalizacjach a bez tego nie ma żadnej możliwości kroku do przodu. Chyba najlepszym argumentem za polską energetyką jądrową byłaby realizacja czegoś więcej niż „ekspertyzy”.

Każde nowe otwarcie – należy rozpocząć od analizy problemów – bo argumenty za – to już wielokrotnie Ministerstwo i Departament EJ wykorzystywał w publicznej dyskusji. Jeśli naprawdę myślimy o energetyce jądrowej i nie chcemy jej traktować jako „zasłony dymnej” dla ochrony węgla i tworzenia mistycznych strategii rozwoju energetyki – umiejmy rozwiązać podstawowe problemy.  Wówczas program  – sam się obroni.

Życzymy więc powodzenia nowemu dyrektorowi na tej bardzo trudnej drodze.

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *