Matematyka zawsze była uważana za królową nauk. Jej możliwości są wręcz nieograniczone, co zawsze rodziło pokusę, czy nie uda się przy pomocy złożonych wzorów i przeliczeń opisać otaczającego nas świata i jego procesów aby łatwo przewidywać przyszłość i wszystkie wydarzenia. Widziałem to nawet w książkach i filmach. Wielotomowe dzieło Asimowa „Fundacja” opiera się na założeniu, że rozwój cywilizacji jest zdeterminowany i wiadomo (matematycznie przewidując) w jakim pójdzie kierunku. Widziałem też serial (no może tylko zajawkę) w telewizji pod tytułem „Wzór” , gdzie ktoś za pomocą matematyki rozwiązywał największe problemy kryminalne. Pokusa jest, wynik …trochę gorszy ..pytanie czy rzeczywiście matematyka jest tu winna.

Wpadła mi w rękę gazeta z analizami finansowymi (Parkiet) dwie strony analiz technicznych spółek z wykresami i opisami. Wszystko śliczne , no może poza samopoczuciem zarządów bo krzywe niebezpiecznie zaokrąglają się w dół, a na dodatek są przedłużane pasmami analiz technicznych. To co mnie uderzyło to jednak mały wykres ukryty pomiędzy innymi, pokazujący jak zmieniała się rentowność spółek z ostatnich 20 latach. Wykres wyglądał mniej więcej tak jak poniżej, oczywiście jak by mu obciąć wszystkie te trendy opisy, strzałeczki i ładne czcionki komputerowe.

Patrząc na wykres zamarłem i zastanawiałem się dlaczego nikt nie podziela mojego zdenerwowania. Chciałem pokazać wszystkim obok i może wzbudzić ich zaniepokojenie, ale wszyscy dalej śledzili beznamiętnie słupki, kreseczki i tabelki. Oni byli finansistami – dla nich liczba to liczba, a wykres to wykres. Tymczasem dla wszystkich z wykształceniem inżynierskim wykres powyższy to znak że …. trzeba uciekać albo włączać rozwiązanie awaryjne. Tu oczywiste jest, że rośnie amplituda i zmniejsza się okres – czas pomiędzy największymi wartościami. W technice – jeśli byłaby to temperatura, naprężenia lub jakiekolwiek wartości fizyczne – widać jak na dłoni, że zmierzamy do katastrofy , że cały proces jest niestabilny i już za moment wielkości polecą w taki kosmos, że zabraknie skali. Każdy inżynier rzuciłby się do wyłącznika awaryjnego. Tymczasem …. dla  wszystkich jest w porządku. W matematyce finansowej takie zmiany nie stanowią problemu. Czy zysk mały czy duży … jest to tylko pozycja w bilansie, jedna z setek innych które trzeba spokojnie powstawiać w tabelki.

Niebezpieczeństwo jest więc duże. Wydaje się,  że rozchwianie wszystkich rynków, to nie standardowe odchylenie i zmienność w tabelkach, ale niebezpieczny proces który zaczyna wymykać się z pod kontroli.  Na dodatek trudno to dokładnie opisać matematycznie i zmierzyć … bo sama rzeczywistość (finansowa) wydaje się mało …inżynierska i fizyczna. W matematyce inżynierskiej podstawą są równania zachowania – masy, pędu i energii.  Intuicyjnie jeśli coś dodamy do siebie, potem odejmiemy to cały bilans musi wyjść na zero. Energie którą uzyskujemy gdzieś musimy spożytkować o możemy się przekonać podczas drobnej lub większej samochodowej kolizji. Jedynie w mechanice relatywistycznej – wielkich prędkościach zbliżonych do prędkości światła lub mikroświecie części atomów i jednostek elementarnych opisy mogą być nieco inne.  We współczesnych  finansach – zwłaszcza tych inwestycyjnych  ….. udajemy się gdzieś w kierunku tych nieznanych obszarów. Okazuje się że największymi pozycjami w bilansach i efektami ekonomicznymi mogą być „goodwill” i „intangible assets”  -rzeczy których inżynier nijak nie pomierzy (zresztą chyba nikt tego nie umie).  W czasach fuzji, podziałów, mergów i splitów typowe dodanie dwóch wartości może pokazać ….bardzo odmienny wynik od klasycznej matematyki. Warto też popatrzeć na zachowania niektórych rządów i ministrów finansów. Przykład Grecji jest wyjątkowo inżyniersko zabawny bo jakby go zastosować na przykład w energetyce to okazałoby się że mamy tylko 75 % węgla do wrzucenia do kotła, więc zamiast zgasić trochę niepotrzebnych świateł to  całą resztę pożyczamy (kradniemy ?) od sąsiadów zza płotu.  Niestety tym drugim też zabrakło więc musza poszukać na kolejnej posesji i tak w końcu wiadomo że pożyczą (zapłacą) Niemcy.  Finalnie prowadzi to więc do sytuacji gdzie wszystkie klasyczne narzędzia inżynierskie , na rynkach finansowych są zupełnie zawodne i szuka się modelu absolutnie niestandardowych.

  • Poniżej zestawienie w dwóch słupkach typowych narzędzi inżynierskich ( po lewej) i bardziej przydatne narzędzie w alalizach rynków finansowych ( po prawej):

Pozostaje się wiec tylko dostosować – i wrócić do wiary w gusła. Nie od dziś też warto popatrzeć na symulacje tzw. „małpy” (która wybiera spółki do inwestycji) – prawdziwa małpa ( z ZOO) wielokroć otrzymywała zupełnie poprawne wyniki, niejednokrotnie lepsze niż rekomendowane agencje. Może więc coś innego – nie nasza matematyka jest niewłaściwa, a sam model rynków okazuje się zupełnie nieodpowiadający rzeczywistym procesowym fizycznym, a bardziej podobny do indiańskich obrzędów, pogańskich światek i starodawnych ezoterycznych obrzędów. No ale wtedy do analizy trzeba wykorzystywać szamanów a nie inżynierów ….

2 komentarze do “Matematyka inżynierska a finansowa … dwa różne światy”

  1. Otóż to – dzisiejsza doktryna kompletnie mija się z prawdą. Co szokujące, dziś wielu ludzi, mimo iż temu werbalnie zaprzecza, wierzy głęboko, że „300 mld z UE”, zwykła grabież na obywatelach czy nawet dodruk pieniądza zapewni nam świetlaną przyszłość i dobrobyt. Ta… – kryzys „sam” idzie, a dzielna władza всех стран Европы „walczy”.
    Wspierają ją oczywiście spece od ekonometrii, którzy, jak widać, umieją przy odrobinie szczęścia policzyć czy wystarczy na wakacje…

    Polecam oglądnąć sobie pojedynek patrona wszystkich „liczydłowców”, zwłaszcza tych spod znaku UE i Grecji – Keynesa oraz Hayeka – reprezentanta austriackiej szkoły ekonomii.

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *