Jeszcze kilka lat temu inteligentne liczniki były bezdyskusyjnym hitem każdej europejskiej prezentacji dotyczącej innowacyjnych technologii na rynku energetycznym. Smart Grid – a właściwie jego komponent – Smart Metering (inteligentne liczniki energii) miał być remedium na wszystkie problemy. Jako klienci mieliśmy mieć możliwość bieżącej obserwacji zużycia energii, z drugiej strony rozwiązanie miało być furtką dla wielu innowacyjnych usług i serwisów, a przede wszystkim miało przynieść kombinację mniejszych rachunków i bardziej optymalnego profilu zapotrzebowania na energię. W Polsce temat wrócił właśnie na czołówki serwisów informacyjnych, ale w innej odsłonie – sporach prawnych pomiędzy zamawiającym, a dostawcą w największym krajowym projekcie meteringowym.

Jak wygląda smart grid i smart metering w Europie – wystarczy wpisać hasła w internecie aby pojawiły się dziesiątki opracowań. Tu skorzystałem z dwóch najwyżej się pojawiających jak: European Smart Metering Landscape Report – „Utilities and Consumers” USmartConsumer z listopada 2016 roku oraz JRC Science for Policy Report “Smart grid projects outlook 2017 – Facts, figures and trends in Europe” z 2017 roku. Oczywiście każdy może przyjrzeć się kolejnym wynikom wyszukiwania i uzyskać podobne, aczkolwiek niezupełnie tożsame dane.

Jak wygląda dziś „inteligentna Europa”? Najbardziej optymistyczna ale chyba jednak na wyrost prognoza zakłada, że do 2020 roku 72% europejskich (UE) konsumentów indywidualnych będzie miało inteligentne liczniki energii i 40% gazowe. Najbardziej optymistyczne rezultaty do dzisiaj napływają ze Skandynawii, gdzie właściwie na dzień dzisiejszy pokrycie „smart meteringu” przekracza 80 %. A całkowita liczba zainstalowanych inteligentnych liczników w EU i Norwegii przekroczyła już 80 milionów.

Powodem, dla którego widać ciągłe inwestycje w tym obszarze są europejskie regulacje. W kluczowej dla rozwoju całego biznesu Dyrektywie 2009/72/EC i 2009/73/EC zawartej w tzw. Third Energy Package, znalazł się dość lobbystyczny zapis o konieczności wyposażenia 80% całkowitej liczby konsumentów w liczniki inteligentne (energia) do roku 2020. Uważam, że lobbystycznym zapisem tutaj są wymagania co do liczby liczników wyrażonej w sztukach, a nie poziomów zużycia danego konsumenta. To powoduje, że według Dyrektywy należy literalnie wymieniać liczniki każdemu, nawet tym z minimalnym zużyciem energii w odległym domu pod lasem lub mikrokomórce w starym bloku, a nie w kolejności od największego zużycia konsumentów. Dodatkowo w zależności od krajów Dyrektywa wprowadza wymagania obowiązkowe jeśli zostało wykonane odpowiednie opracowanie wskazujące na korzyści smart meteringu- w Polsce było takowe, więc można je odnaleźć i samemu do niego się ustosunkować (przedstawione hipotetyczne zyski są nieco dyskusyjne i warto żeby życie je zweryfikowało). Tym niemniej jak widać Dyrektywa w większości krajów Europy (poza Skandynawią) nie zostanie zrealizowana, a na pewno nie zostanie zrealizowana w Niemczech co kilka lat temu zapowiedziała Angela Merkel. Z tego też powodu nie należy się spodziewać, że Dyrektywa będzie bardzo dokładnie sprawdzana i przestrzegana oraz, że kraje które jej nie wypełnią, raczej nie zostaną pozwane przez odpowiednie trybunały i komisje oraz ukarane finansowymi karami. Życie toczy się dalej i jest bardziej realistyczne niż na kolorowych slajdach.

Dzisiaj mamy na przemian wiadomości optymistyczne i pesymistyczne:
• W niektórych krajach skandynawskich (w Finlandii, Estonii, itp.) możemy obserwować totalną cyfryzację, gdzie usługa on-line odczytu zużycia i kontroli własnych rachunków jest powszechna dla wszystkich obywateli. Powiązane jest to z dobrym rozwojem rynku energii i możliwością optymalizacji rachunków.
• spadek projektów badawczych i całkowitych inwestycji w smart grid , które osiągnęły szczyty w okolicach lat 2012-2014, a następnie spadły nawet do 50-60% wartości szczytowych, nakłady badawcze i na piloty spadają co pośrednio wskazuje na bardzo umiarkowane sukcesy pierwszych projektów badawczych.
• kilka naprawdę działających wielkoskalowych projektów, z których korzystają miliony użytkowników lub nawet wszyscy obywatele – zwłaszcza Finlandia, Szwecja, Estonia i ostatnio Hiszpania, co pokazuje jednak możliwość wyposażenia wszystkich użytkowników w liczniki inteligentne i przyszła drogę do w pełni cyfrowego systemu.
• mniejszy niż planowano wzrost stosowania dynamicznych taryf dla użytkowników indywidualnych, pilotowe projekty w niektórych krajach, ale brak szerokiej propagacji.
• optymistyczna w papierowych raportach, ale raczej trudna do udowodnienia możliwość łatwego stosowania DSR (zmiany profilu zapotrzebowania np. pod wpływem sygnałów cenowych lub specjalnych umów) pośród użytkowników indywidualnych (DSR dla tzw. large consumers – dużych odbiorców to zupełnie inna sprawa i są systemy, które zaczynają działać powszechnie nawet i w Polsce.
• pośrednio – słabe możliwości uzyskania niższych rachunków za energię (konsument indywidualny) co miało być sztandarowym efektem wszystkich zmian rynkowych, efektywne rynki działają właściwie tylko w Skandynawii (gdzie możliwości oszczędności związane są też z relatywnie duża konsumpcją energii na mieszkańca). W Polsce sytuacja jaka jest każdy widzi , ostatnie dane pokazują spadek dynamiki zmian dostawców i ogólne spowolnienie rynku a korzyści są niewielkie.
I najważniejsze w obecnych czasach – znaczący spadek „mody” na smart grid i smart metering – to co było najciekawszym zagadnieniem badawczym i celem wielu programów grantowych jeszcze kilka lat temu, dziś nieco powszednieje i nie jest już tak nośne marketingowo. To pokazuje, że efekty, zarówno dla klientów w postaci mniejszych rachunków jak i koncernów w postaci większych zysków, wcale nie są jednoznaczne. Oczywiście odnoszę się do klientów indywidualnych, którzy w swojej milionowej grupie są nieco oporni i trudno sterowalni. Widać wyraźnie, że inwestycje meteringowe na razie są wspomagane regulacyjnie i przez przenoszenie kosztów na rachunek klienta a nie przez bezpośrednie zyski dla obu stron : konsument – dostawca.
Jak wyglądamy w europejskich statystykach? Na pojawiających się corocznie wykresach, gdzie w magicznych kwadratach widać wszystkie kraje – Polska jest w „Dynamic Movers” co chyba jest pozycją na pewno na wyrost i raczej spowodowaną tym, że dane przekazywana są z opóźnieniem (poniżej rysunek z opracowania na koniec 2016 a Polska wg. danych pewnie z 2014-2015 i bez uwzględnienia obecnego spowolnienia). Tym niemniej warto porównać sobie, że jeśli Polska jest lokowana w czołówce peletonu to co musi być dalej z tyłu i że w niektórych krajach nowoczesnej Europy tak naprawdę nic się nie dzieje (tu można popatrzeć na naszych południowych sąsiadów którzy właściwie wypisali się z inicjatywy zupełnie) .

Magiczny kwadrat postępu smart meteringowego w poszczególnych krajach – wg. pierwszego z cytowanych wcześniej opracowań.

W Polsce sztandarowym projektem była koncepcja globalnej wymiany liczników w koncernie Energa, który w swoich optymistycznych założeniach miał już właśnie dziś, bo w 2017, pozwolić na zainstalowanie ponad 80 % inteligentnych liczników dla klientów indywidualnych.

Początek jak zwykle był bardzo dobry – pilotowe projekty w miejscach o zabudowie miejskiej, mieszanej i wiejskiej z kilkudziesięcioma tysiącami liczników zakończono w miarę według planu.
Plan wymiany liczników w koncernie Energa w latach 2011-2017 wg pierwszych założeń projektowych (materiały koncernu z roku 2010-2011)

Miliony liczników dobrze prezentowały się na słupkach i projekt w miarę dynamicznie ruszył z kopyta/ Pierwsze przetargi zostały rozstrzygnięte, a wybrany wykonawca przystąpił do instalacji liczników. Należy zauważyć, że pewne obawy budził kraj pochodzenia producenta komponentów, ale kryterium najniższej ceny było decydujące. Ten czas (2010) i ówczesna specyfikacja techniczna (a nie wszystko też było w latach 2010-2011 w pełni ustandaryzowane) pokaże efekt za lat siedem. W kolejnych fazach projekt nie tylko łapał opóźnienia, ale także wikłał się w problemy formalno-prawne (kolejne rozstrzygnięcia przetargów na dostawy liczników), a jednocześnie końcowe procedury odbiorowe pierwszej fazy (dla ok 400 tys. liczników) nie zostały dokończone z uwagi na sprzeczne stanowisko dostawcy i zamawiającego, m.in. na temat sposobu transmisji danych i niektórych parametrów konstrukcyjnych licznika – co jest zresztą problemem właśnie do dziś. Kolejne dostawy (już też i od innych dostawców) realizowane były inaczej niż w optymistycznym wariancie z początku projektu, a zupełnie inna sprawą była liczba podłączonych liczników do systemu centralnego. Na dzień dzisiejszy śledząc stronę dostawcy systemu AMI (nie jest to dostawca liczników w żadnym z przetargów, a jedynie integrator i firma informatyczna odpowiedzialna za system koncentracji danych) w systemie on-line podłączonych jest poniżej 1 mln. Dodatkowo, kluczowy cios dla tego jak i wielu innych podobnych projektów w Polsce, przyniosła zmieniona regulacja (URE – 2015 – http://konradswirski.blog.tt.com.pl/krok-tylu-ami-smart-meteringu/ ), która zatrzymała możliwość przenoszenia kosztów inwestycji inteligentnych liczników bezpośrednio w taryfę dystrybucyjną, a więc dodania kosztów do rachunków. Od tego momentu projekty delikatnie mówiąc spowolniły, a może tak jak słomiany ogień podsycany pieniędzmi konsumentów, a nie realnymi oszczędnościami … po prostu przygasły.

Aktualny stan liczników włączonych w system informatyczny – ponad 850 tys. (strona producenta).

Dziś głównymi informacjami o smart meteringu w Polsce na portalach branżowych są informacje o sporach sądowych, i o milionowych kwotach związanych z niegdysiejszym sztandarowym projektem. Trudno więc powiedzieć żeby projekt był sukcesem, bo zamiast o milionowych oszczędnościach klientów i dostawcy energii, raczej słychać o milionach w pozwach sądowych i fakturach za karne płatności. Wydaje się, że smart metering – nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie – przechodzi od fazy nieuzasadnionego entuzjazmu i czegoś w rodzaju „bańki meteringowej” w fazę rzeczywistości technicznej. Widać wyraźnie jak pracował lobbing – prezentacje o korzyściach które królowały (nie tylko w Polsce ale szczególnie w Europie) we wszystkich opracowaniach tzw. innowacyjnej energetyki, są już znacznie bardziej stonowane bo rzeczywistość zawsze nie jest tak kolorowa jak w Power Poincie. Cały czas jeśli ma nie płacić konsument (w zwiększonej taryfie) to już o samą inwestycje trudniej. Nie znaczy że sam pomysł znikł i umarł ale jest o wiele bardziej realistyczny i jeśli już to zajmą się nim normalne inżynierskie firmy a nie kapitał spekulacyjny i innowacyjne „think tanki”, które już przeniosły się w bardziej chwytliwe marketingowo obszary. Dobre przykłady z rynków skandynawskich mieszają się z tymi mniej optymistycznymi , a to co przynosi na dziś „smart” w Polsce – szczególnie dla samego końcowego użytkownika – każdy może sobie odpowiedzieć samemu. Na pewno jedna profesja jak zawsze nie może narzekać – prawnicy, którzy niezależnie jaki jest stan rynku, zawsze zarobią na tym interesie.

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *