Pierwsze spotkanie Polski z zawodowym boksem, to wcale nie zapocone hale i walki Gołoty, a rok …. 1976. Tak w tym szczytowym okresie komunistycznym, ale farbowanym intensywnymi kontaktami międzynarodowymi, ówczesna telewizja postanowiła zafundować Polakom pierwszą transmisje międzynarodowego boksu zawodowego. Choć normalnie był osądzany od czci i wiary i przeciwstawiany jako coś złego i nie fair w przeciwieństwie do szlachetnych kubańskich i DDR-owych zawodników, będących amatorami i walczącymi dla idei (potem okazało się że farmaceutyczno-pieniężnej). W każdym razie pierwszą walkę zawodową pokazali i to z górnej półki bo pojedynek o mistrzostwo świata pomiędzy Georgem Foremanem a Cassiusem Clayem (zwanym także Mohammad Ali – bo on przeszedł na islam i zmienił wiarę). Dziś wydaje się to nieprawdopodobne, wtedy też, więc nagle wszyscy zasiedli przed …czarno-białymi telewizorami. Walka była szczególna – po pierwsze miejsce – to Kinszasa – tak ..stolica Zairu – pewnie w latach 70-tych bezpieczniejsza niż teraz ale pod rządami skorumpowanego dyktatora Mobutu Sese Seko, który chciał chyba mieć jakaś międzynarodową atrakcje i umówił się ze znanym promotorem Donem Kingiem (tak to tym co do tej pory rządzi w bokserskim biznesie). Pamiętam jako maleńki chłopak, że to było coś niezwykłego i wryło się w pamięć. Małe telewizory (20 cali to był już gigant) , czarno białe , a na nich ring, obraz z zakłóceniami – analogowa transmisja z Afryki po łączach międzykontynentalnych). W ringu dwóch wielkich czarnych Murzynów, tak że słabo widać ale i tak patrzymy z zapartym tchem. To byli wtedy (i do tej pory) legendarni bokserzy – Foreman znacznie większy , prawie wielkolud , słynny z zabójczych ataków zwłaszcza w pierwszych rundach, opromieniony ostatnimi nokautami właściwie na wszystkich. Ali – legenda wszystkich okresów, doskonała technika, nieco mniejsze wymiary ale i zabójcze proste. Opinia publiczna (nasza) oczywiście po stronie Foremana bo Cassius Clay (jak nie był jeszcze Mohammedem) walczył i w amatorskim boksie i pokonał w finale na Olimpiadzie jednego z naszych. Walka była niezwykła. Od początku, Ali schował się za podwójną gardą i stał w narożniku lub przy linach, a Foreman bezlitośnie tłukł go po wszystkim. W Polsce wszyscy byli zdziwieni i zaskoczeni, bo boks wyglądał inaczej – eleganckie walki, technika, uniki i tance na ringu, a tu dwóch wielkich facetów, jeden stoi zasłonięty, a drugi wali jak cepem po wszystkim. Trwało tak siedem rund i aż oczy bolały od patrzenia na czarno białe plamy, cały czas dziwiliśmy się dlaczego Ali nie pada, a nagle stało się coś przedziwnego. On opuścił gardę i nagle przeszedł do ataku, kilka silnych prostych, dosłownie kilka sekund i Foreman padł na deski i już się nie podniósł . Kompletne zaskoczenie …..i już nigdy więcej aż do lat 90-tych zawodowego boksu w polskiej telewizji nie pokazali.

Te ciosy przypomniały mi się w tym tygodniu, kiedy mamy zalew informacji energetycznych – zwykle ciosy które energetyka przyjmuje, na głowę, na ręce i na korpus. Właściwie co dzień to coś innego. Z jednej strony dalej problemy z budową nowych bloków – Kozienice mają szanse na realizację, ale Opole to chyba jakaś porażka, pomimo dającego szansę na działanie wyroku w sprawie pozwoleń środowiskowych, wchodzą nagle banki i cofają gwarancje Polimexowi (do tego opolskiego kontraktu), a więc całe konsorcjum się zachwieje. Problematyczne jest to, że w ogóle da się to ciągnąc dalej – na pewno prawnicy mają dużo powodów do zadowolenia i piszą szczegółowe pisma i ekspertyzy. Nie lepiej po stronie jądrowej – rewizja programu, ale i terminów, nowe rozmowy z dostawcami i oczekiwanie na konkretną ofertę – już nie tylko technologii ale i finansowania – strategia rozsądna, ale terminy decyzji już padają, że ok 2015. Znamienne, że Premier w swoim kolejnym exposee mocno uderzył też energetycznie, ale o energii jądrowej nie wspomniał ani razu. Mocno chciał zaatakować (albo zrobić unik) gazem łupkowym i cała strategia współpracy z wielkimi firmami i próbnymi (a potem komercyjnymi) odwiertami. Polska stawia więc na łupkową kartę. W środę kolejny cios we wrażliwe miejsce bo jeden z poprzednich premierów podaje informacje, że wszystkie nasze prognozy to błąd maszynistki w przepisywaniu i na pewno mamy skały ale całkiem możliwe, że tylko skały i już bez gazu. Na koniec silne ciosy na tułów, ślimaczy się ustawa o OZE i finansowanie tego sektora zupełnie niepewne, co widać po nerwowym zachowaniu inwestorów – i zagraniczne koncerny pakują walizki, zwijając przedstawicielstwa. Jak na razie widać tylko , że dopłaty zmaleją, obecne i w budowie farmy będą odsprzedawane do istniejących polskich  koncernów, a nowe inwestycje mocno zamglone. Pojawiają się wypowiedzi PSE Operator, że coraz bardziej możliwe zagrożenie z brakiem mocy wytwórczych w zimie i ratunkowe strategie „negawatów” polegające na rozmowach z dużymi firmami – czy przypadkiem nie zgodziły by się żeby im wyłączyć prąd za pieniądze. Rozwiązanie dość twórcze bo jako inżynier raczej jestem przekonany, że trzeba coś produkować niż zakręcać kurki i przestawiać wyłączniki, ale może to nowa strategia o której nie pomyślały władze komunistyczne w czasach kryzysu z mięsem – kiedy były puste półki i społeczne protesty mogły na przykład ogłosić, że będą płacić dodatkową pensję dla wegetarianów.

Czekamy na kolejne rundy, na razie energetyka na linach i w narożniku. Jedyna moja nadzieja, że to przemyślana strategia. Ali zasłaniał się w tej słynnej walce przez siedem rund, dostawał po głowie, nerkach, brzuchu i ramionach. Nikt na niego nie stawiał o on nagle wszystko posprzątał w kilka sekund.  Nie wiem co prawda jak to można zrobić w energetyce ….ale wierzę że będzie dobrze. Teraz mamy już kolorową telewizję, HD i cyfrowy przekaz, więc wszystko będzie dobrze widać …o ile nie wyłączą prądu.

Jeden komentarz do “Energetyka przyjmuje ciosy …jak pojedynek Foreman – Cassius Clay …”

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *