Isadora Duncan „Wiele okazji do śmiechu traci ten kto nie potrafi śmiać się z samego siebie”.

Sławomir Mrożek „Im jestem starszy tym bardziej chce mi się śmiać i tym mniej się śmieje”.

W żartobliwym nastroju nadchodzącego weekendu i zaraz rozpoczynającego się tygodnia nowych szans – przed Wami zestawienie tematów energetycznych, o których będzie się pisać w obecnym kwartale. Energetyka ma wiele rzeczy przewidywalnych – np. zapotrzebowanie na energię odbiorców na dzień następny daje się przewidzieć z błędem poniżej 2-3 %, a ciepło (w zależności od sezonu) z niewiele większym (poza czasem przejściowym).  Z dużym prawdopodobieństwem można więc przewidzieć też to co będzie ważne w energetyce i co pojawi się w mediach, a więc też i kilka podpowiedzi jak w szybkim tempie sklecić komentarz,  notatkę prasową albo może i cały artykuł.

Smog straszy jak co roku …

Zaczyna być zimno i jak co roku wraca temat smogu. Szybko można spojrzeć na mapkę pod LINKIEM i za pomocą oceny kolorów (zielone i czerwone kropki) ocenić czy jest problem. Jak widać na początku czerwone zaczynają się pojawiać w silnie zurbanizowanych obszarach południowej Polski, ale z czasem opanowują wszystkie większe miasta, a czasami nawet i cały kraj jest już żółto-czerwony. Notabene – kiedyś nie było ciągłych pomiarów zanieczyszczeń i widocznych w Internecie wyników – a więc też nie było i smogu 🙂 . „Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal” – ludowe przysłowia stosują się więc do techniki jak i polityki. Jednak dzisiaj, dla dociekliwych – patrzymy klikając na szczegóły emisji PM 2,5 – to te najdrobniejsze i najbardziej szkodliwe cząstki stałe. Jeśli odczyt przekracza 25 µg/m3  jest już niedobrze, 50 µg/m3 to polski max chwilowych emisji (więcej niż standardowe normy Europy), ale na pewno dojdziemy chwilowo do 100 µg/m3, a może i wyżej (choć nie ma się co przejmować,  poziomy alarmowe w Polsce  ustawione są jeszcze wyżej, tak mniej więcej 3x wyżej niż w Europie Zachodniej, wobec czego można sobie wyobrazić ilość dni z alarmem według tamtych reguł). Poziomy alarmowe  dotyczą nieco większych cząstek PM 10 , poziom alarmowy dla nich w Polsce wynosi 300 µg/m3, a przy tym poziom PM 2,5 będzie w okolicach 160-200 µg/m3 co równa się z katastrofą. W okolicach gdzie mieszkam wiadomo jak będzie wyglądał wykres czasowy – stężenia zaczynają się raptownie zwiększać pod wieczór, kiedy w okolicznych domach i osadach zaczyna się palenie w domowych piecach (oczywiście tym co jest pod ręką). Czasami pojawiają się niespodziewane wyskoki pomiarów w samym środku nocy – odpowiadają za nie pewnie małe okoliczne zakłady przemysłowe, dokonujące szybkiej utylizacji odpadów. Smog przenika do mediów zawsze wraz ze spadkiem temperatury i zaczyna być w pełni widoczny przy pierwszych mrozach. Warto czekać na kilka naprawdę mroźnych, ale bezwietrznych dni. Domowe piece kopcą na całego, a miasteczka i niektóre miasta zanieczyszczają powietrze równie w zależności od udziału centralnego ogrzewania w mieście – za smog odpowiadają bowiem właśnie piece domowe niskiej emisji i transport samochodowy, zwłaszcza Diesle.  Przy tych bezwietrznych mroźnych dniach, znowu miasta pokryją się kołderka smogowych zanieczyszczeń, co pozwala na zrobienie wizyjnych fotografii Krakowa i Rybnika. Temat ożyje i odbije się o rządowy plan walki ze smogiem i nowe rozporządzenie dotyczące spalania paliw (mające wyeliminować najgorsze i najbardziej zanieczyszczające gatunki quasi – węgla). Optymistyczne informacje rządowe będą przemieszane z krytyką ekologów, że w rozporządzeniu co prawda zakazano najgorszych mułów i tzw. flotokoncentratów (to właściwie nie węgiel ale odpady węglowe), ale zostawiono niskiej jakości miały węglowe do 2020 roku (co prawda literalnie tylko dla szklarni i małych zakładów przemysłowych).  W pokonaniu smogu pomogą też strażnicy miejscy i lepszy nadzór zarówno nad sprzedawanym na składowiskach węglem jak i nad emisjami z domów i małych zakładów (w drugim przypadku cały czas nie rozumiem czemu kopalnie nie chcą samodzielnie sprzedawać węgla odbiorcom i gwarantować jakości. W pierwszym jestem całkowicie za, jeśli pomiary i kontrole lokalne będą robione naprawdę efektywnie i porządnie – mieszkam właśnie w okolicach czegoś co nazywa się uzdrowiskiem, a bije rekordy przekroczeń). Należy jednak założyć, że dyskusja będzie trwała (bo smog pojawia się właściwie codziennie gdy jest zimno), politycy będą pokazywali się na tle smogowych miast,  a nowe plany będą zakładały kolejne wersje programów modernizacji domowych pieców – zakazywanie takich, w których można palić śmieci, dotacje na wymianę ogrzewania węglowego na gazowe czy wreszcie „uciepłownienie” – czyli włączenie odbiorców do sieci miejskiej centralnego ogrzewania. Z tego powodu należy pamiętać, że raczej absurdalne będą wypowiedzi antysmogowe na tle kominów miejskich elektrociepłowni, które choć spalają węgiel to w końcu z uwagi na wysoki stopień eliminacji zanieczyszczeń (cząstki stałe >99%) są największym sprzymierzeńcem ekologów i zwykłych ludzi walczących z PM 2,5. Co typowe, temat smogu będzie aktywny przez ten i następny kwartał aby szybko umrzeć wraz z pierwszym stałym wzrostem temperatury i wyłączeniem palenia śmieci w piecach.

Nic nie szkodzi – w końcu, ten sam artykuł można mieć gotowy jak nic za rok.

Wysokie ceny energii  zaskakują a co będzie z domowymi rachunkami…

Ceny energii na rynku hurtowym łatwo sprawdzić sobie samemu (strona Towarowej Giełdy Energii, zakładka Dane Giełdowe, no może nie tak łatwo jak piszę 🙂 – ale w uproszczeniu wystarczy popatrzeć na indeks TGe24 czyli średnią cenę dobową, a dla bardziej zaawansowanych BASE_Y-19 lub BASE_Y-20 – to terminowa cena zakupu energii elektrycznej w roku 2019 lub 20).  Skok cen w ostatnim miesiącu jest dramatyczny. O ile jeszcze w lecie handel (hurtowy) był letni i ospały, a ceny w ciągu dnia wahały się tak w zakresach 140-200 złotych/MWh, co dawało średnią 160-170, to nagle dziś widzimy rozkład od 200 (w nocy) do nawet 550 zł/MWh w samym szczycie zapotrzebowania. W praktyce średnia cena (patrząc na TGE24) skoczyła do prawie 300 PLN zł/MWh. To samo w zakupach terminowych – jeśli chcemy kupić coś na przyszły lub jeszcze następny rok. Coś (MWh),  która kosztowała 170 zł teraz już jest po prawie 300 zł.  Skok cen musi za chwilę być przeniesiony na rachunki konsumentów – choć nie w sposób bezpośredni. Nasz rachunek składa się bowiem z dwóch części – za samą zużytą energię (to ta, którą sprzedawca musi kupić na rynku hurtowym) i za dystrybucję. Mniej więcej każda z nich to połowa rachunku – więc jak na razie rośnie tylko opłata za energię – więc jak sama energia skacze o 100 % to nasz rachunek już tylko o połowę. Nie będzie jednak takich podwyżek dla klientów indywidualnych. W polskim systemie na straży opłat za energię elektryczną stoi Urząd Regulacji Energii i jego Prezes, który zatwierdza tzw. taryfy – każdą nową cenę podawaną nam przez sprzedawców. Nacisk URE na spowolnienie wzrostu cen i pośredni wpływ Ministerstwa Energii na polskie koncerny energetyczne sprawia,  że proponowane podwyżki będą mniejsze – prawdopodobnie tak w zakresie 10-20 % . Będzie to połączone z informacjami o możliwości zmiany sprzedawcy – konkurencji na rynku; która umożliwi zbicie marż (wątpliwe) oraz pewnie z pomysłami o wprowadzeniu rekompensat dla najmniej zarabiających (skomplikowane i biurokratyczne). Oczywiście system przychodowy koncernów jest naczyniem połączonym i jeśli nie zapłacą klienci domowi to zapłaci ktoś inny – a więc przemysł, który już teraz częstowany jest pierwszymi propozycjami wzrostu taryf o 50-90 %.  Podwyżki więc będą bolesne ale najbardziej właśnie dla przemysłu oraz dla samych sprzedawców (koncernów), bo nie do końca pozwolą na dobre marże na sprzedaży. To wszystko będzie utrzymywać się dopóki będzie presja na hurtowe ceny energii, a tu działają głównie dwa czynniki – kroczący wzrost cen węgla (podstawa produkcji energii oparta jest na węglu, a gaz też rośnie i nie jest super konkurencyjny) oraz wzrost ceny certyfikatów emisyjnych CO2. Tu w uproszczeniu w Polsce przy produkcji energii z węgla potrzebujemy certyfikat 1 tony CO2 na produkcje 1 MWh – ten certyfikat kosztował na początku roku 5 Euro a teraz już 21 Euro (a nawet skakał w okolice 25). Niestety wygląda na to, że polska energetyka nie zabezpieczyła sobie tzw. długich kontraktów na zakup CO2 (kupno na lata z wyprzedzeniem co z powodzeniem na pewno robią Niemcy), ale płaci na bieżąco – więc cena energii w hurcie będzie silnie skorelowana właśnie z cenami certyfikatów CO2, o których mówi się że podlegają spekulacjom (to słowo  odbierane jest pozytywnie przez handlujących – bo daje zarobić, a z pogardą i niesmakiem przez sektor wytwórczy – bo trzeba płacić). Ceny CO2 na pewno będą falować i mogą jeszcze nawet w 2018 skakać w dół i w górę ale generalnie od 2019 należy spodziewać się ciągłego trendu wzrostowego trzymającego CO2 powyżej 20 Euro /tonę, a nawet sugerowanego przez niektórych poziomu 30 Euro. Dla użytkowników końcowych łatwo sobie po prostu doliczać tyle samo do domowego rachunku i w ten sposób jesteśmy skorelowani z europejska polityka klimatyczną.

Polityka Energetyczna Polski (PEP) za chwilę będzie jawna…

PEP czyli Polityka Energetyczna Polski to strategiczny dokument, który jak każdą rzecz strategiczną rodzi się w bólach. Z jednej strony to rodzaj długofalowej strategii rządowej ogłaszanej zresztą przez wszystkie gabinety (mieliśmy już kilkanaście wersji Polityki energetycznej od 1990 roku), a w chwili obecnej wymagana nawet przez Komisję Europejską (w tzw. governance procedurach – realizacji polityki klimatycznej i energetycznej UE coś takiego jest wymagane). W skrócie – ten strategiczny PEP ma pokazać jaki będzie plan Polski na energetykę , jakiego typu elektrownie będą generowały energię (tzw. energy-mix) i jak (to wymagania UE) Polska będzie dostosowywać się do wymagań tzw. europejskiego pakietu zimowego (europejskie cele klimatyczne m.in. redukcja CO2 i zwiększanie roli OZE). Polityka Energetyczna ma być drogowskazem zmian – zwykle na okresy co najmniej 2 a może i 3-4 dekad. Ta strategia, jak ogłosiło Ministerstwo Energii została już zaakceptowana wewnętrznie, a za chwile zostanie przedłożona na obrady Rady Ministrów i stanie się też oficjalnym dokumentem rządowym. Z tym momentem także zaistnieje w mass mediach i będzie przedmiotem analiz i komentarzy ekspertów. Na razie nie widać tego dokumentu oficjalnie (na stronach ME są tylko rzeczy i poprzednie strategie z 2015 lub 2009), ale właściwie można już pokusić się o pierwszą ocenę. Ponieważ komentowanie czegoś co jawne jest zawsze spóźnione i nudne, można spróbować być pierwszym i oceniać PEP zanim jeszcze ukaże się publicznie – w końcu eksperci powinni typować w ciemno.  Nowo Polityka Energetyczna Polski będzie więc dokumentem skrojonym na miarę – nie za obszernym, ale nie tez szczątkowym i w swoich głównych założeniach będzie pokazywała polską energetykę opartą o strategiczne zasoby: węgiel…ale w czasie zmian. Właśnie strategiczne bezpieczeństwo dostaw będzie przesunięte na główny plan, a więc nadal będzie dominująca rola węgla w energetyce, ale z jego zmniejszającym się udziałem do ok. 50 % już w 2040 roku(z dzisiejszych 83 % mniej więcej jak policzyć i elektrownie przemysłowe). Krótkoterminowo inwestycja Ostrołęka będzie ostatnim blokiem węglowym, uzupełniany w przyszłości o możliwe opcje nowych technologii (zgazowanie), a sam gaz naturalny będzie technologią pomostowo-uzupełniającą pomiędzy 2020-2030, szczególnie w zakresie kogeneracji i jednostek szczytowych.  Wobec stopniowego wzrostu zapotrzebowania (do około 190-210 TWh) zostanie uruchomiony finalnie program atomowy, co zaowocuje pierwszą polską elektrownią, ale gdzieś dopiero około 2030, dalej uzupełniając o kolejne bloki, znacząco zmniejszy średnią emisyjność CO2 polskiej energetyki. Inwestowanie w nowe źródła będzie zresztą zrównoważone, bo wzrośnie także stopniowo i gaz, a także energetyka odnawialna w postaci energii wiatrowej (głównie off-shore po 2023), ale i częściowo fotowoltaiki jak i biogazu. Dokładne udziały procentowe w energy mix w poszczególnych latach, będą trochę trudne do odcyfrowania z wykresów w załącznikach,  ale trend jest węglowo lekko (stopniowo w dół) uzupełniany proporcjonalnie o odnawialne-gazowe-odnawialne elektrownie. PEP (wg. zapisów) pozwoli na realizację europejskich celów klimatycznych (aczkolwiek trudno podać szczegóły ile tak naprawdę energetyka polska zużyje certyfikatów CO2 i jaka będzie ich zakładana ścieżka cenowa). PEP pozwoli na zapewnienie bezpieczeństwa strategicznych dostaw energii i dostaw węgla i gazu (aczkolwiek brak będzie szczegółów ile tego węgla z importu i ile gazu potrzebuje finalnie kraj i z jakiego kierunku dostaw). PEP wreszcie będzie opierał strategię o założenie dostaw przewidywalnych i niskich cen energii dla odbiorców końcowych i przemysłu (aczkolwiek brak będzie szczegółowej ścieżki prognozowanych cen w kolejnej dekadzie). Na koniec PEP podkreśli rolę innowacyjności i zmian polskiej energetyki, gdzie coraz większą rolę będą odgrywały nowe technologie (DSR, czyste technologie gazowe, digitalizacja), a sama energetyka będzie strategicznie związana z postępującym rozwojem elektromobilności. Można więc założyć, że w kolejnej dekadzie i dalej będziemy bezpieczni energetycznie i ze zdrowymi fundamentami, innowacyjnej energetyki w czasie transformacji.

W nadziei miłego weekendu…w planach odcinek II dotyczący m.in. szczegółów certyfikatów CO2, tegorocznej Barbórki na bogato, możliwych blackoutów i importu energii oraz innych zdarzeń, które w energetyce są tak dobrze przewidywalne.

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *