W tym tygodniu wracają negocjacje płac w polskim koncernie i delegacje górniczych związków spotykają się z Zarządem. Zgodnie z oczekiwaniami obie strony mają odmienne spojrzenie, związkowcy domagają się 12% podwyżki (argumenty, że spółka ma zysk – w poprzednim roku ok. 500 mln, obecnie ocenia się możliwości uzyskania nawet do 800 mln), Zarząd z kolei uważają, że potencjał podwyżkowy się już wyczerpał (wypłacono jednorazowe premie, kosztujące ok. 70 mln PLN). Kolejny krok właściwie był pewien do przewidzenia – możemy przeczytać związkowe pisma kierowane do Ministerstwa Energii (a właściwie do całego rządu) upominające o podjęcie szybkich działań dla rozwiązania problemów płacowych, bo sytuacja może „wymknąć się z pod kontroli” (co oczywiście należy skorelować z szybko nadchodzącym terminem wyborów parlamentarnych).
W którą stronę pójdzie dalej polskie górnictwo? Najbardziej niepokojące jest to, że właściwie wiadomo już z góry, bo wszyscy mamy wrażenie czegoś w rodzaju powtarzającego się „deja vu” – kolejnej fali górniczego kryzysu, programu naprawy, dotacji i refundacji kosztów, poprawy i osiągnięcia stabilizacji by znowu stoczyć się w falę kryzysu. Na to nakładają się górnicze pensje i wynagrodzenia, które falują w podobnym rytmie (są tylko przesunięte w czasie o pewien offset). Obecnie obie te fale zdają się poruszać się przeciwnie – wyniki górnictwa po pewnym okresie stabilizacji zaraz stoczą się w dół, a górnicze wynagrodzenia mają urosnąć.
O tym, żeby przewidzieć jak zachowa się górnictwo, nie trzeba robić wielkich analiz i opracowań konsultingowych. Od lat proponuje prostą metodykę oceny stanu polskiego górnictwa kamiennego (czytaj wyników PGG) i należy zacząć od spojrzenia np. na stronę  aby prześledzić analizę zmienności cen węgla na rynkach światowych wg. indeksu ARA – dziś ok. 60 $/tonę. Analogicznie było w sierpniu 2016, potem ceny wzrosły do rekordowych 100 $ za tonę. W pewnym sensie była to powtórka fali zmienności cenowej z lat 2009 – 2016, bo 60 $ to stan na kwiecień 2009, następnie pik na 130 $ w marcu 2011, aby osiągnąć znowu 60 $ w styczniu 2015, a potem zniżka aż do rekordowego dołka nawet 45 $ w styczniu 2016.

  • Pomiędzy indeksami światowych cen, a stanem nastrojów w górnictwie zachodzi bardzo silna korelacja – kiedy jest poniżej 70 $ mamy wielki problem (czyli kryzys), kiedy 70-90 to stabilizację (początek działania restrukturyzacji), a potem górka, wtedy to zawsze pojawiają się artykuły, że polskie górnictwo odzyskuje siły.
    Nic w tym dziwnego bo patrząc najprościej z drugiej strony to koszt wydobycia węgla – ok 298 zł/tonę – pisze tak dokładnie bo przekroczenie linii 300 daje wymiar pesymistyczny (wystarczy popatrzeć na wyniki PGG w 2018 (upraszczając na wielkich liczbach – przychody ze sprzedaży 9,371 mln, odejmując zysk 493 mln, wydobycie węgla 29,7 mln ton) czyli dzieląc odpowiednie wartości przy dzisiejszych kursach walut to ok 75 $ za tonę. Nawet wykonując bardziej precyzyjne księgowe (i korzystne dla wyniku) obliczenia – górnictwo kosztowo jest zawsze na poziomie ok 70 $ za tonę i nie niżej.
    Nie wnikając już w same przyczyny pogarszającej się koniunktury węgla (wszyscy pisali już wielokrotnie), to najdramatyczniejsze w tym wszystkim jest chyba to powtarzające się „deja vu” i ten sam scenariusz negocjacji związki-władze spółki- rząd. Jeśli tylko górnictwo pokazuje lepsze wyniki finansowe (zysk – zwykle spowodowany właśnie wzrostem cen światowych i potem korelacja na ceny w Polsce), to za chwile pojawia się presja na wyższe płace, następnie następuje spadek cen, potem dość silne straty i presja na ratowanie narodowego dobra, wobec tego jakiś program restrukturyzacji (i związane z tym dotacje) i presja na pewne obniżki płac, ale potem znowu następują lepsze ceny i … tak dalej. Niestety po raz kolejny nie łapiemy jakiegoś systemowego rozwiązania problemu tylko zaklejamy dziury przesuwaniem pieniędzy z budżetu na pokrycie strat lub włączamy te straty np. do sektora energetyki, a potem w okresie chwilowej koniunktury jesteśmy zadowoleni i dokładamy trochę do pensji, aby ze zdziwieniem spotkać się z kolejnym kryzysem.
    Niestety cały system wydaje się być anachroniczny jak na XXI wiek i wręcz sprzeczny z podstawowymi założeniami gospodarki rynkowej. W takich sytuacjach zawsze na koniec albo zmieni się cały sektor (zawali), albo też sama gospodarka przestanie być rynkowa (też możliwe). W żaden sposób nie odbierając prawa pracowników o dopinanie się o wzrost płac, trzeba jednak być świadomym pewnej niekonsekwencji w obecnym (kolejnym – deja vu) sporze związkowym z pracodawcą:
    – Można wykorzystywać zyski, ale trzeba też i pokrywać straty. Mówić o dzisiejszych zyskach PGG, nie należy zapominać o kosztach restrukturyzacji z lat 2015-2016 – kiedy nastąpiła konsolidacja i przetworzenie generujących olbrzymie straty na ówczesny moment spółek KW, a następnie KHW i gdzie zastosowano manewr zostawiania strat (w innych spółkach), a rozpoczęcia PGG z nową kartą. Według oficjalnych danych koszt restrukturyzacji to ok. 5 mld PLN (licząc jeszcze straty pewnie można mówić o 7-11 mld). Ktoś w końcu musiał te pieniądze zapłacić – oczywiście mityczny budżet państwa, a wicęc nasze podatki CIT, PIT, VAT i wiele innych. W rezultacie straty rozkładają się na wszystkie sektory gospodarki (i na wszystkich obywateli), a zyski obecnie, nie będą ich pokrywać, ale za chwile pójdą w płace. Trudno oczekiwać żeby górnictwo (i ich związki) z kolei symetrycznie zaakceptowało odwrotną strategie – np. aby dopłacać ze swoich zysków np. na niezbędną modernizację energetyki lub na pokrycie strat innych zakładów z innych branż.
    Spółki powinny osiągać zysk, aby zapewniać bezpieczeństwo pracownikom. Koncepcja, aby jeśli pojawią się zyski, zwiększać nacisk płacowy nie do końca odpowiada modelowi współczesnej gospodarki. Najlepsze firmy, muszą osiągać zyski, bo daje im to możliwość inwestycji, zwiększania rynków czy też budowy innowacyjnych produktów. Oczywiście najlepsze i najbardziej zyskowne firmy mają najwyższe wskaźniki wynagrodzeń, ale nigdzie nie ma natychmiastowej korelacji zysk -płace (poza premiami managerskimi), bo w takim wypadku wszyscy pracownicy Apple byliby milionerami, a w Tesli przychodziliby do pracy za darmo. Kwintesencją najlepszych światowych przedsiębiorstw jest wzajemna akceptacja zarówno kosztów pracowniczych jak i budowy siły i pozycji firmy na rynku (co daje to długoterminowe bezpieczeństwo).
    W gospodarce rynkowej nie da się zatrzymać konkurencji. Niestety jeśli ktoś produkuje taniej – wcześniej czy później wykończy nas na rynku. Jest wiele miejsc na świecie gdzie węgiel wydobywa się znacznie taniej niż za 70 $ za tonę i długoterminowo możliwe są jedynie rozwiązania albo samemu zoptymalizować koszty i wydajność do tych poziomów albo … zbankrutować. Próba przeniesienia odpowiedzialności na tych „złych” co produkują taniej i wymagania interwencji rządowej – długoterminowo nie działa w gospodarkach otwartych (nie da się także zablokować importu mleka, cukru czy też wieprzowiny z innych krajów) i dość przerażająco brzmią słowa jak przeczytałem w jednym z wywiadów – „jeśli pogorszą się wyniki …. będzie to wina wyłącznie zarządu i Ministerstwa Energii, które nie potrafią egzekwować od polskich spółek energetycznych, żeby nie sprowadzały węgla z Rosji i tym samym nie działały na szkodę PGG”. Każde państwo (także w UE) podejmuje oczywiście działania quasi-monopolistyczne i chroniące własnych producentów, ale mogą być to wyjątkowe interwencje jednostkowe i nikogo nie stać na długoterminowe utrzymywanie jakiejś produkcji poniżej światowych kosztów.
    – Może lepiej selektywnie płacić najlepszym niż zwiększać średnią. Nowoczesne przedsiębiorstwa akceptują rozpiętość płac pomiędzy pracownikami i tak naprawdę optymalizują koszty płacąc jak najlepiej najbardziej poszukiwanym specjalistom i utrzymując na stałych poziomach inne wynagrodzenie. Zwiększanie płac „równo” wszystkim, nie daje optymalizacji w wydajności i wynikach firmy. Trochę dziwne, że związki nigdy nie próbowały włączyć się w koncepcje połączenia wzrostu wynagrodzenia z wydajnością (np. na początek zwiększać płace bezpośrednio pracującym na dole, premiować prace w 6 lub 7- dniowym trybie, negocjować wysokie premie za wydajność, itp.) – to zawsze jest najbezpieczniejsze z punktu widzenia zarządów.
    Zyski muszą generować inwestycje i nowe rynki. Powtarzając raz jeszcze – najbezpieczniej dla pracowników (bo gwarantuje to im długoterminowe zatrudnienie) to na początek konwertować zyski i przychody w nowe inwestycje gwarantujące długoterminową pozycję na rynku. W momencie kiedy sam węgiel kamienny jest w odwrocie (Niemcy koniec z energetyką węglową oficjalnie w 2038) trzeba myśleć co robić inaczej lub gdzie w przyszłości osiągać zyski. Nowe pokłady (tańsze), nowe metody wydobycia, nowe produkty , a może co zawsze postulowałem może po prostu wejście w segment dystrybucji węgla (a nie tylko jego wydobywania). Może warto popatrzeć na energetykę – tam wszyscy żyją z dystrybucji, czemu kopalnie PGG tylko kopią węgiel, a nie dynamicznie rozwijają segmentu samej sprzedaży i dowozu do klienta?
    – Na koniec – najważniejsze bezpieczeństwo na trudne czasy. Każda dobra gospodyni (a na pewno na Śląsku i Zagłębiu) ma coś odłożone na złe dni. Dobre przedsiębiorstwa w momentach kiedy można przewidzieć trudności, natychmiast zaczynają proces akumulowania gotówki, rezerw i zasobów oraz równolegle rozpoczynają program oszczędności (jeszcze w momencie prosperity). Nie ma nic gorszego jak zwiększenie poziomu kosztów i pozbawianie się zasobów w przededniu kryzysu. A patrzenie na strony z wykresami cen ARA – wydaje się zatrważające – cena węgla idzie w kierunku minimów. Za chwilę trudno będzie może nawet mówić o zyskach rocznych, bo kolejne kwartały mogą być bardzo trudne – na rynku pojawi się lawinowo dużo, innego, tańszego węgla, a klienci będą chcieli płacić taniej. No, ale to będzie już pewnie po październiku …

Jednocześnie, niezależnie jakie będziemy przedstawiać argumenty … „deja vu” już podpowiada nam co będzie dalej. Po ciężkich negocjacjach i włączeniu się odpowiednich przedstawicieli strony rządowej, osiągnięty zostanie kompromis, zabezpieczający słuszne postulaty płacowe. Pozytywne wyniki spółki i prognozy na kolejne lata pozwalają na w miarę optymistyczne patrzenie w przyszłość. Tylko … czy ja już o tym nie pisałem ?

3 komentarze do “„deja vu” w polskim górnictwie węgla kamiennego, …ale podwyżki muszą być”

  1. Jedyne wyjście : sprywatyzować z większościowym akcjonariatem pracowniczym – a najlepiej w ramach podwyżek dać im……. akcje…….. Jak jako właściciele nie „zepną zadów” i nie poprawią wyniku to „papa” i tyle…. Banalnie proste i skuteczne. Górnictwo obrośnięte jest różnej maści „glonami” które ciągną je na dno – trzeba je wytruć „gazami bojowymi” i wypalić „gorącym żelazem” – innej drogi nie ma. Niech związkowi działacze zajmą się codziennym zarządzaniem – jaki z tego będzie skutek można raczej przewidzieć – ale jak im nie da siew szansy to zawsze będą pyszczeć.

  2. Niestety flirt gornictwa z polityka jest 🙁 a dystrybucja i konfekcjonowanie przez kopalnie jest ponad wyobraznie kogos kto nie prowadzil dzialalnosci rynkowej (gornik czy urzednik) mentalnosci pan nie zmieni .szkola tez nie nauczy 🙂 tylko pracujace w wakacje mlodziez .ale czy to jest w modzie przez lepiej finansowo sytuowanych rodzicow ?teraz mnie cieszy ze musialem pracowac w rolnictwie przez wakacje za darmo bo kartki i reglamentacja .temat jest szerszy od kultury i poszanowania pracy .czy to gornictwo czy opieka zdrowotna w ktorej jeszcze pracuje .edukacja .bardziej swiadomi bez szans na poprawe bytu wyjechali do ue,na szczescie przyjechali z ukrainy .czy wykorzystamy to gospodarczo ,politycznie i spolecznie ?lobby przeiwne weglowi jest silne w ue przekonac gornikow :)bo chyba zony gornikow sa tego bardziej swiadome ?

  3. Zagazowywanie wegla w gospodarstwach domowych ? Czy sa takie piece? Nie bywam na targach czy konferencjach .na drewno sa .moze tu jest clu zeby rozpowszechnic .prosze wybaczyc ale dla mnie przetrwanie zimy to wyzwanie

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *